Chyba każdy właściciel kota w pewnym momencie myślał, że fajnie byłoby zamienić się ze swoim zwierzakiem na życie. Karmią cię, sprzątają po tobie, a ty wylegujesz się calutki dzień. Tylko, że tak nie wygląda życie każdego kota. W niezwykle zabawny, momentami wulgarny, ale także ciepły sposób opowiada o tym najnowszy serial Ricky’ego Gervaisa, Kocie życie.
Najnowszy serial popularnego brytyjskiego komika, stworzony dla platformy Netflix, to sześcioodcinkowa animacja, opowiadająca o perypetiach dzikich, miejskich kotów, które próbują znaleźć dom zagubionego kociaka. Przy okazji, uczą go na temat kociego życia – zarówno płynących z niego korzyści jak i związanych z nim zagrożeń. Każdy epizod liczy sobie raptem kilkanaście minut i składa się na zgrabną, zamkniętą całość, która nie tylko bawi, ale także potrafi wzruszyć.
Jeśli nie kojarzycie twórczości Gervaisa, to w serialu czeka was humor, jadący po bandzie. Grupa kocich bohaterów rozprawia o seksie, sensie posiadania jaj, sianiu chaosu, a nawet zabijaniu ludzi. Z ich ust możecie spodziewać się dosłownie wszystkiego, bardzo często z domieszką wulgarności. Nie jest to zatem animacja, którą pokazałbym dzieciakom zmylonym przez obecność kotów, jednakże jakże innych od pewnego wyobrażenia jakie mogą mieć o nich najmłodsi. Dorośli za to będą mieli niezły ubaw, nawet jeśli kota nie posiadają.
Co mogę jeszcze powiedzieć o tym serialu? Nasze zdziczałe, brytyjskie koty z różnych środowisk społecznych, mieszkają w zrujnowanym domu i próbują przetrwać w ludzkim świecie. Szukają towarzystwa, kłócą się, filozofują o życiu, śmierci, jedzeniu i codziennych problemach, jednocześnie powodując chaos. Ricky Gervais zebrał tutaj wielu swoich współpracowników i czuć, że dobrze się bawili. W serialu usłyszycie samego Gervaisa, a także Toma Basdena, Andrew Brooke’a, Davida Earla, Diane Morgan, Jo Hartley, czy Kerry Godliman.

Jako fan Gervaisa, kotów i czarnego humoru, serial sprawił mi nie lada frajda. Nie jest to produkcja, w której liczy się przepiękny styl animacji, lecz treść i żarty. Wygląda to przyzwoicie, ale nic poza tym, za to fabuła jest przemyślana, a chwilami spomiędzy obrazoburczych żartów przebija się głębokie przesłanie o docenianiu życia i szanowaniu innych istnień. Bardzo fajnie to Gervais wymyślił, zdecydowanie w swoim stylu i mi to jak najbardziej odpowiada.
Mamy bandę barwnych kotów i ich zabawne perypetie w bardzo skondensowanej formie. Zaserwowane tu poczucie humoru nie jest dla każdego, tak jak pełen przekleństw i absurdalnych dialogów styl Gervaisa, który nie wymyśla tu gatunku na nowo. I to w zasadzie jedyne do czego można by się przyczepić. Fajna pozycja na weekendowe odstresowanie się, pośmianie z tego, co mogą o nas myśleć nasze koty i tyle.
Ocena: 6/10
Zdjęcia: Netflix
