Choć Japonią interesuję się już od wielu lat, to ten piękny i egzotyczny kraj wciąż nie przestaje mnie zaskakiwać. Nadal uczę się o nim czegoś nowego, między innymi za sprawą tamtejszych animacji. Ostatnio dowiedziałem się za ich sprawą o sztuce rakugo, którą w fantastyczny sposób przybliża nam Akane-banashi.
Kiedy usłyszałem o anime, opowiadającym o tradycyjnym japońskim „teatrze jednego aktora”, od razu byłem zaintrygowany. Jednocześnie, zastanawiałem się jak uda się przybliżyć go dużej części współczesnych widzów, którzy z Rakugo nie mieli do tej pory do czynienia? Czy da się z tego zrobić coś dynamicznego, wciągającego i pełnego emocji? Na szczęście, Akane-banashi udowadnia, że tak – i to w świetnym stylu.
Główna bohaterka adaptacji mangi pod tym samym tytułem to Akane Osaki. Dziewczyna dorastała zafascynowana rakugo swojego ojca, Shinty Arakawy. Dramatyczne wydarzenie podczas jego egzaminu na najwyższy stopień tej sztuki zwany shin’uchi (gdzie wraz z innymi kandydatami zostaje wyrzucony przez legendarnego mistrza Issho) sprawia, że bohaterka zyskuje życiowe cel. Chce dojść na sam szczyt nie tylko dla siebie, ale też po to, by udowodnić wartość sztuki swojego ojca.
Anime przykuwa nas barwną gamą bohaterów, dzięki którym łatwiej jest nam zrozumieć, o co tak dokładnie chodzi w tym całym rakugo. Sama Akane to wulkan energii – pewna siebie, uparta, momentami trochę zbyt bezpośrednia, ale absolutnie sympatyczna. Nie jest idealna i początkowo w zasadzie nie dostrzega wad w swoim stylu. Z czasem dostrzega jednak jak wiele jeszcze musi się nauczyć, by osiągnąć swój cel. co czyni ją wiarygodną. Duże wrażenie robią też jej mentorzy i rywale z świata rakugo – zwłaszcza ci, którzy pokazują, jak głęboka i wymagająca jest ta sztuka. Pochodzą z różnych światów i specjalizują się w różnych historiach. Maikeru jest popularny, charyzmatyczny i lubi flirtować. Z kolei Kyoji jest poważny i zdyscyplinowany, świetnie sprawdza się w komicznych dialogach. Koguma to perfekcjonista badający kontekst historyczny każdej opowieści, który na scenie jest nie do poznania. No i tych bohaterów jest o wiele więcej, a każdy występ to nie tylko opowiadanie historii, ale budowanie postaci na scenie, zmiana głosu, mimiki i tempa. Serial świetnie to oddaje.

Kolejnym atutem anime, który mnie do niego przyciągnął jest sposób, w jaki przedstawiono występy bohaterów. Nawet jeśli nie zna się tradycji rakugo, da się poczuć napięcie, towarzyszące performansom. Sceny te są dynamicznie animowane, skupiają się na twarzach, gestach i reakcjach publiczności oraz ukazaniu stylów konkretnych postaci. Jedni są bardziej ekspresyjni, a inni potrafią przeprowadzić występ bardzo spokojnie, a każdy z tych metod jest w stanie przykuć uwagę widza i spełnić swoje zadanie. To trochę jak walki z nadprzyrodzonymi mocami, ale przy użyciu słów i charyzmy.
Studio Zexcs odwaliło kawał dobrej roboty przy samym stylu animacji serialu. Wyraziste oczy Akane, detale twarzy podczas występów, a także szersze pokazanie tych scen wraz z odbiorem ich przez publiczność. Wizualnie 1. sezon stoi na solidnym poziomie i naprawdę ciężko pod tym względem do czegoś się przyczepić. Nie jest to może animowane arcydzieło, ale Akane-banashi to naprawdę wysoki poziom wśród najnowszych anime. Do tego, oprawa audio też „robi robotę”, w końcu głos w opowiadaniach ma ogromne znaczenie. Świetnie dobrano odtwórców poszczególnych ról, którzy także w kontekście samego głosu pokazują jak ważne ma znaczenie w rakugo.

No, a z czym miałem tutaj problem? Sezon nie jest w pełni idealny. Momentami tempo trochę faluje. Przygotowania i treningi bywają dłuższe, a niektóre wątki poboczne mogłyby być bardziej rozwinięte. Tempo trochę siada w środku sezonu i ma się wrażenie, że Akane staje w miejscu, zamiast skupiać się na swoim celu. Jeśli do tego momentu rakugo was nie przekona, to istnieje duża szansa, że zrezygnujecie z dalszego oglądania, a szkoda, bo końcówka wraca na odpowiedni tor, choć finał sezonu pozostawia pewien niedosyt.
Akane-banashi to jedno z najciekawszych anime tegorocznego wiosennego sezonu. Łączy w sobie rodzinny dramat i unikalny klimat japońskiej tradycji z energią shonena. 1. sezon wypada bardzo dobrze, ale ma się wrażenie, że może być jeszcze lepiej. Jeśli lubicie historie o pasji, ciężkiej pracy i pokonywaniu przeciwności (nawet jeśli przeciwnością jest tradycja i własny strach), to powinniście być usatysfakcjonowani. Ja byłem pozytywnie zaskoczony i czekam na zapowiedzianą już kontynuację.
Ocena: 7/10
