Klasyków science-fiction, do których widz w 2026 roku może wrócić jest całe mnóstwo. Wybór jest ogromny, a ja zdecydowałem, że filmową podróż w czasie rozpocznę od tytułów, które kojarzę z dzieciństwa, a których nie miałem okazji z różnych względów w pełni obejrzeć. Jedną z takich produkcji jest Robocop.
Detroit zawsze kojarzyło mi się z przemysłem motoryzacyjnym, ale na tym kończy się moja znajomość tego amerykańskiego miasta. Z kolei fani popkultury utożsamią je z miejscem zamieszkania Alexa Murphy’ego – lojalnego i pracowitego oficera policji. W zderzeniu z szerzącą się przestępczością, te piękne cechy jednak nie wystarczą, o czym bohater przekonuje się w straszny sposób. Jego tragedia przyczynia się do realizacji projektu supergliny (zgodnie z polskim tłumaczeniem), który zmienia jego życie już na zawsze.
Robocop to film, który rozpoczyna się od interesującego punktu wyjścia. Zostaje nam bowiem zarysowana nie tylko przyszłość, w której na różnych szczeblach szerzy się przestępczość. To również rzeczywistość, w której wielka korporacja – Omni Consumer Products (OCP) – przejmuje kontrolę nad policją, dbając o bezpieczeństwo w mieście. Problem polega jednak na tym, że to nie bezpieczeństwo przyświeca im w ich kolejnych poczynaniach, lecz chciwość i to ona doprowadza do wdrożenia wspomnianego przeze mnie projektu i narodzin tytułowego bohatera.
Produkcja z jednej strony skupia się na walce z przestępczością, a zwłaszcza na pościgu za gangiem Clarence’a Boddickera, a z drugiej pokazuje wewnętrzny rozkład miasta i korupcję na najwyższych szczeblach, stanowiąc trafną satyrę na kapitalizm i prywatyzację. Jakby tego jeszcze było mało, to w nieco ponad półtorej godziny seansu udało się jeszcze zmieścić refleksję na temat tego, co sprawia, że jesteśmy ludźmi, gdy Murphy zostaje cyborgiem, a z jego ludzkiego ciała zostaje praktycznie tylko mózg.

Jako pierwsza w oczy rzuca nam się tutaj w oczy niezwykła brutalność związana z przestępczością w Detroit. Kojarzycie pewnie te wszystkie filmy, w których zabijają kryminalistów lub giną policjanci, a krew ledwo widać na ekranie. W tym przypadku jest zgoła inaczej. Przemoc została zarysowana w ostry, czasami może nawet trochę przesadzony sposób. Przerażający jest zwłaszcza los jaki spotyka Murphy’ego w starciu ze wspomnianym przeze mnie gangiem, którego członkowie zachowują się bardziej jak zwierzęta niż ludzie. Żadna część ciała nie jest tutaj oszczędzana, krew mamy w zasadzie w każdej scenie akcji, a sam Robocop bez przebaczenia rozprawia się z zabójcami, złodziejami, itp.
Ta przemoc buduje unikalny klimat filmu. Momentami brudny i mroczny, ale mieszający się z jaskrawą satyrą. W pamięć zapadły mi swego rodzaju przerywniki w postaci reklam telewizyjnych, które dodatkowo zarysowują jak przedstawia się ta amerykańska rzeczywistość. Do tego trzeba jeszcze dorzucić fragmenty narracji prowadzonej za sprawą telewizyjnego dziennika informacyjnego, który uzupełnia pewne elementy fabuły, rozbudowując świat przedstawiony w produkcji w reżyserii Paula Verhoevena.

Fajnie wypadają również praktyczne (strój Robocopa) i komputerowe (animacja robota ED-209) efekty specjalne, choć nie da się ukryć, że film zestarzał się przez ostatnie niemal 40 lat. Swoje robi również muzyka i wszelkiego rodzaju efekty dźwiękowe. 3 nominacje do Oscara, w tym statuetka za najlepszy montaż dźwięku nie była tutaj przypadkiem. Wygląda to zatem i brzmi naprawdę dobrze, a przede wszystkim oryginalnie. Można jednak mieć pewne zastrzeżenia do samej koncepcji głównego bohatera, który nie jest dynamiczny, ani bardzo mobilny, więc mogłoby się wydawać, że z odpowiednią bronią nie będzie trudno się z nim rozprawić. Przestępców jednak w dużym stopniu pozbawia się tej inteligencji, która pozwoliłaby im na to wpaść.
Jednym z najjaśniejszych punktów filmu jest także kreacja aktorska Kurtwooda Smitha, który wciela się w Clarence’a. Muszę przyznać, że stworzył gnidę jakich mało. Naprawdę nie ma w jego postaci nic, za co można by ją polubić i każdy widz ją znienawidzi. To inteligentny gość, ale bez zahamowań, brutalny i wulgarny, wręcz odczłowieczony. Antagonista wyjątkowo zapada w pamięć i stanowi świetną przeciwwagę dla Robocopa, który jest niczym światełko w tunelu dla pogrążonego w coraz większym chaosie Detroit. Solidnie spisuje się też reszta obsady, w tym Peter Weller i Nancy Allen, ale to gwiazda Smitha błyszczy tutaj najbardziej.

Robocop to nie ideał, czy arcydzieło kinematografii, ale stanowi zarazem kawał solidnej rozrywki, z pełną przemocy, dynamiczną akcją oraz refleksyjną historię o chciwości wielkich korporacji, naturze człowieczeństwa i sposobie rozprawiania się z przestępczością. To wyjątkowo charakterystyczna produkcja, która nie bez powodu jest dziś klasykiem sci-fi, do którego zresztą postanowiono po dłuższej przerwie wrócić. Jeśli nie przeszkadza wam krwawa przemoc zawarta w filmie, to zdecydowanie warto go obejrzeć.
Ocena: 7,5/10
Zdjęcia: Amazon MGM
