Scum of the Brave – recenzja anime

Są takie tytuły, które nie są specjalnie oryginalne, ani ponadprzeciętnie zrealizowane i nawet nie wyróżniają się specjalnie fabułą, czy barwnymi bohaterami, a jednak ciężko jest się od nich oderwać. Na mojej liście jest kilka tego rodzaju produkcji, których wybitnymi nie mogę w żadnym razie nazwać i ciężko nazywać je więcej niż solidnymi, ale wciągają. Dziś dopisuję do nich Scum of the Brave.

Kiedy po raz kolejny dostajemy anime z nadprzyrodzonymi mocami i bijatykami, zwykle spodziewamy się fantasy w średniowiecznym stylu. Scum of the Brave robi to jednak inaczej. Umieszcza akcję w alternatywnym Tokio XXI wieku, gdzie bogaci gangsterzy dzięki zastrzykom specjalnej substancji (ether, E3) zmieniają trzęsą światkiem przestępczym. Ścigają łowcy nagród zwani Braves (bohaterami), aczkolwiek wyjątkowo daleko im do szlachetnych herosów i interesuje ich bardziej kasa niż walka ze złem.

Głównym bohaterem anime jest Yashiro, zwany „Żniwiarzem”. To cyniczny, skory do przemocy, nie robiący sobie nic z zasad łowca, który woli pracować sam. Niechętnie bierze pod swoje skrzydła Aki Jogamine – energiczną uczennicę Akademii Bohaterów, która sama ogłasza się jego praktykantką. W nieoczekiwany sposób, mężczyzna zostaje wciągnięty w kolejne niebezpieczne działania gangsterów, związane z podziemiem i etherem. Na dodatek musi niańczyć początkujące bohaterki i uczyć je fachu, bo to najprostsza droga by się od nich oderwać.

Mija jeden odcinek za drugim, pojawiają się kolejne wątki, walki i przeciwnicy. Fabuła nie jest oryginalna, wizualnie wygląda to przyzwoicie, ale nic poza tym, aż tu nagle mijają 24. odcinki i mamy za sobą cały sezon. Pozostaje jednak poczucie, że bardzo wiele się nie zmieniło, bohaterowie za bardzo się nie rozwinęli, a potencjał na fajną historię do końca nie został wykorzystany. Jednakże, mimo wielu wad i niedociągnięć, nadal ogląda się to całkiem przyjemnie. Tylko dlaczego?

Yashiro i dziewczyny – Yogamine, Indo i Yogino – tworzą nietypowy, a przede wszystkim zabawny zespół. Ich interakcje balansują między komedią, a poważnymi, dramatycznymi momentami. Nie są może specjalnie charyzmatyczne, ale ich braki uzupełnia główny bohater. One dodają tu raczej uroku i humoru. Wiele przedstawionych tu postaci porusza się gdzieś w szarej strefie. Mają swoje wady, nieraz łamią zasady, ale nie oznacza to od razu, że są źli. To akurat jeden z większych plusów Scum of the Brave. Anime nie boi się pokazywać mroczniejszej strony tego świata, odchodząc od typowego podziału na dobro i zło, co stanowi miłą odmianę od większości produkcji.

Co ciekawe, i tutaj postawiłbym kolejny plusik po stronie serialu, walki są tutaj nie tylko dynamiczne, ale czasem naprawdę ostre, brutalne, a nawet krwawe. Jest to coś, czego początkowo z przebiegu fabuły się nie spodziewamy. Ciekawie komponuje się to z dość lekkim tonem historii i pasuje do świata, w którym przyszło żyć bohaterom. No i ich działania zawsze mają swoje konsekwencje, czasami bardzo dramatyczne!

Jeśli chodzi o styl animacji, to podobnie jak tempo jest on nierówny. Raz wygląda to lepiej, raz gorzej. Dobrze w przypadku akcji, gorzej, gdy żartujemy, poruszamy się po lokacjach, czy prowadzimy rozmowy. Poza tym, po prostu miałem odczucie, że mimo plusów, żaden z elementów serialu nie jest ponadprzeciętny, a przynajmniej nie wybija się znacznie ponad przeciętność. Wiele rzeczy równoważy się ze sobą, przez co ciężko ocenić wysoko Scum of the Brave, choć według mnie to historia z potencjałem na hit. Nie bez powodu większość z was jednak o tym tytule najpewniej nie słyszała.

Scum of the Brave to dość przeciętna animacja, ale wciągająca, dająca sporo rozrywki, jeśli tylko przysiądziemy do niej z dystansem, na luzie, nie oglądając się za każdą niedoróbką. Mamy tu mix akcji i komedii w ciekawym świecie. Jeśli tego rodzaju gatunek jest w polu waszych zainteresowań, to warto sprawdzić, co anime studia OLM ma do zaoferowania. Nie róbcie sobie jednak wielkich oczekiwań.

Ocena: 6/10

Leave a Reply