Jak dziś powszechnie wiadomo, kolejne części udanych filmów zawsze niosą ze sobą coraz większe oczekiwania. Można jednak odnieść wrażenie, że sprostanie im, rzadko udaje się w 100%. A z jakim przypadkiem mamy do czynienia w filmie Robocop 2? Sprawdźmy to.
Robocop nie był największym hitem 1987 roku, ale zarobił niemałe jak na tamte czasy pieniądze, spotykając się generalnie z przychylnością tak widzów jak i krytyków. Decyzja o nakręceniu sequela nikogo raczej nie zdziwiła, ale w drodze na wielki ekran napotkał on sporo przeszkód, od przeróbek scenariusza, przez strajk w Hollywood, aż po odejście reżysera. Tą wiedzą dzielę się z wami nie przypadkowo, gdyż pozwala ona zrozumieć różne niedociągnięcia na jakie napotykamy w trakcie seansu.
Mogłoby się wydawać, że Robocop rozwiąże dużą część problemów związanych z przestępczością w Detroit, ale okazuje się być inaczej. Policja, za wyjątkiem głównego bohatera, strajkuje, a w mieście szerzy się chaos. Do tego jest na skraju bankructwa, a na ulicach panoszy się nowy, skrajnie uzależniający narkotyk Nuke, który rozpowszechnia kulturą i fanatyk, niejaki Cain. OCP pracuje nad nową wersją supergliny, a Murphy jest nękany obrazami ze swojej przeszłości, z czasu przed tragedią, która go spotkała. No i jak on sobie z tym wszystkim poradzi?
Mnóstwo wątków, a najciekawsze z nich nie zostają rozwinięte. Jest za to więcej akcji, efektów specjalnych i robotów. Producentom chyba przyświecała myśl więcej znaczy lepiej i odbiło się to na jakości scenariusza. Czuć, że materiały do scenariusza i pomysły Franka Millera były naprawdę dobre i ciekawe, ale nie tego życzyli sobie producenci. Stąd mamy więcej chaosu, kolejne wątki, które wydają się być zbędne, a bardziej liczy się akcja, której jest więcej, a przez ilość cierpi jej jakość.

Nadal fajnie wypadają efekty specjalne, zarówno komputerowe jak i praktyczne, choć pewna ociężałość i ogólny brak elastyczności Robocopa potrafią rozbawić. Znów postarano się również o ciekawe rozbudowywanie świata przedstawionego za pomocą reklam i serwisu informacyjnego. Aktorsko też raczej nie ma co narzekać. Obsada stara się wyciągnąć maxa z tego scenariusza, co nie jest w pełni wykonalne. Zdjęcia, dźwięk i montaż trzymają poziom poprzedniej części. Nie udało się jednak w moich oczach jej dorównać.
Film spieszy się by jak najwięcej nam pokazać, a nie rozwija swoich bohaterów. Tak naprawdę nie wiemy skąd pochodzą i dlaczego są tym kim są nowe postaci, zwłaszcza antagoniści. Zarysowano motyw rodziny Murphy’ego i jego tożsamości, a później jakby o nim zapomniano. No i jest jeszcze prezes OCP, który w oryginale sprawiał wrażenie poczciwego staruszka, który jako jedyny trzymał się jakichś zasad moralnych. Tutaj całkowicie je porzucił i bardziej przypomina uśmierconego w poprzedniej odsłonie wiceprezesa. Chaos w scenariuszu naprawdę boli, bo był tu potencjał na udany sequel.

No cóż, Robocop 2 nie dorównuje oryginalnemu filmowi Paula Verhoevena. Widać wiele fajnych pomysłów, ale równie wiele kiepskich. Zabrakło kogoś, kto zrobiłby z tym porządek. Zadaniu nie podołał sam Irvin Kershner (Imperium kontratakuje), a producenci wiedzieli lepiej. I tak dostaliśmy coś bardziej chaotycznego, co nie usatysfakcjonowało większości widzów, w tym mnie.
Ocena: 6/10
Zdjęcia: Amazon MGM
