Gwiezdne wojny Epizod III – Zemsta Sithów – recenzja filmu 

Są takie filmy, w przypadku których nawet gdy mamy pewne pojęcie o tym jaki będzie ich finał i tak wciągają, zaskakują, a wręcz imponują nam pod wieloma względami. W tym niewielkim gronie tytułów jednym z moich ulubionych jest Zemsta Sithów.

Finał drugiej trylogii George’a Lucasa to zwieńczenie transformacji głównego bohatera, Anakina Skywalkera w Lorda Sithów Dartha Vadera. Według mnie, pod wieloma względem bardzo udane i satysfakcjonujące, mimo tego, że ostatecznie znamy jego los. To nie lada sztuka, która twórcy Gwiezdnych Wojen się udała, a na dodatek, wysłuchał on głosów krytyki i na przestrzeni tych trzech części wprowadzał zmiany usprawniające kształt całej historii, co dobrze widać na przykładzie tej produkcji.

Wszystko zaczyna się od końca. Końca Wojen Klonów. Jednakże, mimo tego, że sukces jest coraz bliżej, Anakin Skywalker chce od życia więcej. Uważa, że Zakon Jedi go nie docenia, zwłaszcza gdy dołącza do Rady Jedi, ale nie zostaje mianowany Mistrzem. Do tego, coraz większy wpływ na jego poglądy na temat polityki i pokoju ma Kanclerz Palpatine. Bohater przestaje nawet ufać Obi-Wanowi, a wkrótce zostaje wystawiony na największą próbę, gdy musi zdecydować, co liczy się dla niego najbardziej.

Jak dla mnie, Zemsta Sithów bardzo fajnie łączy dotychczasowe wątki polityczne i ideologiczne, spinając je logiczną klamrą. Gdy widziałem film w kinie, w ogóle o tym nie myślałem. Bardziej ciekawiło mnie jak dokładnie dokonała się przemiana Anakina i przyznam szczerze, że nie myślałem, że była ona tak przerażająca jak pokazał to Lucas. Z jednej strony pod kątem moralnych wyborów i rzezi, bo tak to trzeba nazwać, której bohater dokonuje. Z drugiej strony, pod kątem stanu fizycznego w jakim zostaje pozostawiony. Po dziś dzień robi to na mnie wrażenie, choć ten ostatni błąd który popełnia Skywalker jest tak banalny i prosty, że aż do pewnego stopnia komiczny.

Klimat jest mroczniejszy, a ton dojrzalszy. Dialogi również są według mnie lepsze i brzmią bardziej naturalnie. Do ścieżki dźwiękowej Johna Williama absolutnie nie można mieć zarzutów, a melodia towarzysząca pojedynkowi Obi-Wana z Anakinem to prawdziwe arcydzieło. Wszystko wypada tutaj po prostu lepiej, a Gwiezdne Wojny nie tracą ani grama ze swojej magii.

Efekty specjalne nawet dziś robią na mnie świetne wrażenie. Czy dotyczy to przeróżnych ras kosmitów, pościgów na orbicie Coruscant, czy walk bohaterów. Są tak dobrze zrealizowane i tak wciągające, że nawet jeśli znajdzie się w nich jakieś niedociągnięcia, to ja ich nie dostrzegłem. No, a wspomniany przeze mnie pojedynek Anakina i Obi-Wana po dziś dzień jest dla mnie absolutnie najlepszy w całej franczyzie. Ta maestria władania mieczem świetlnym, towarzyszące walce napięcie i ogromne emocje są nie do podrobienia. Coś niesamowitego!

Uważam też, że Hayden Christensen i Ewan McGregor wykonali kawał dobrej roboty pod kątem aktorskim. Nadali odpowiedniej powagi temu finałowemu wątkowi w trylogii prequeli, bez którego film mógł się nie udać. Zwłaszcza Christensen dobrze oddaje tragizm postaci Anakina Skywalkera, jego upadek u przejście na ciemną stronę mocy.

Dla mnie Zemsta Sithów to zdecydowanie „topka” wśród produkcji spod znaku Star Wars. Emocjonująca, świetnie zrealizowana, a przede wszystkim umiejętnie spinająca wątki z prequeli z oryginalną trylogią. No i warstwa filozoficzna, polityczna i społeczna jest tu obecna, ale nie przytłacza i nie odrywa od akcji, dobrze się z nią komponując. Bardzo przyjemnie wraca się do tej części sagi.

Ocena: 9/10

Leave a Reply