Wirtualna Lain – recenzja anime

Są takie tytuły, w przypadku których im dłużej oglądasz, tym bardziej zastanawiasz się, o co tak dokładnie chodziło ich twórcom. Czasem możemy odnaleźć w nich więcej niż jedno znaczenie. Kiedy indziej, jeszcze na długo po obejrzeniu mamy w głowie mętlik. Zawsze dają one jednak do myślenia i zachęcają do dyskutowania na temat ich znaczenia. Jednym z klasyków, który dobrze oddaje powyższe słowa jest anime Wirtualna Lain.

Mamy końcówkę lat 90. Internet i związane z nim technologie zaczynają się dopiero rozkręcać. Niektórzy zaczynają już wariować w związku z rzekomą „pluskwą milenijną”, która miała doprowadzić do awarii systemów informacyjnych na ogromną skalę. W kinach nie pojawił się jeszcze Matrix, ale za to zadebiutowała limitowana seria, w przypadku której widzimy pewne porównania z kultowym filmem. O czym zatem opowiada ta japońska animacja?

Lain to nieśmiała, trzymająca się na uboczu nastolatka. Dość niespodziewanie, otrzymuje ona tajemniczego e-mail od rówieśniczki, która… niedawno popełniła samobójstwo. Co to może oznaczać? Wkrótce bohaterka coraz bardziej zagłębia się w świat Wired, swego rodzaju Internetu/wirtualnej rzeczywistości. Granica między tym co realne, a wirtualne zaczyna się zacierać. Zarówno dla dziewczynki jak i dla nas. Pojawiają się tajemniczy panowie, koczujący pod jej domem, a my dostrzegamy, że dziwne zachowanie wielu osób, a zwłaszcza Lain. Oglądamy i zastanawiamy się, do czego to wszystko doprowadzi.

Z kolejnymi odcinkami mamy coraz więcej wątpliwości na temat tożsamości głównej bohaterki, czy nawet tego w jakim świecie tak naprawdę rozgrywa się akcja serialu. Czy to prawdziwa, a może wirtualna rzeczywistość? Czy Lain jest w ogóle człowiekiem? Rozwojowi fabuły towarzyszy atmosfera tajemnicy i napięcia. Dodatkowo, wiele ujęć, zwłaszcza te zwracające nagle naszą uwagę na sieć elektryczną na japońskich ulicach, trochę rodem z Lyncha, potęguje nasze poczucie niepewności. To samo robi zresztą bardzo oszczędna ścieżka dźwiękowa. Czuć niepokój, jakby na naszych oczach działo się coś naprawdę złego, tylko nie wiemy jeszcze do końca co. Rzadko trafia się na tak klimatyczny serial.

Co więcej, styl wizualny również świetnie odpowiada wspomnianemu przeze mnie klimatowi! Niejako zgodnie z tytułem, jest on w pewnym stopniu eksperymentalny. Czasem możemy wręcz odnieść wrażenie jakby to był jeden wielki haj, w którym mieszają się ze sobą kolory, a nawet pojawiają się zakłócenia. Studio Triangle Staff dało się tutaj ponieść wyobraźni i wyszło im to na dobre. Świetne są długie ujęcia i zwolnione tempo, budujące napięcie i każące nam cały czas zastanawiać się nad tym, czego jesteśmy świadkami. Podobnie rzecz się ma również z muzyką, o której już napomknąłem. Minimalne środki idealnie pasują do atmosfery tego anime.

Towarzysząca historii dziwność jest dla mnie wielkim plusem tej produkcji. Zdecydowanie lubię klimat niepewności, zagłębianie się w psychologię postaci i różne niedopowiedzenia. Ta nuta surrealizmu obecna przez całość serialu sprawia, że jest on jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem. Nie dla każdego będzie to pozycja łatwa do obejrzenia i przyswojenia, właśnie ze względu na wyżej wymienione przeze mnie elementy, ale myślę, że większość widzów zgodzi się, że w Wirtualna Lain mamy do czynienia z czymś niezwykłym, mocnym i wbijającym się w pamięć.

Ocena: 8/10

Leave a Reply