Mało jest autorów mang, którzy mogą pochwalić się więcej niż jednym cenionym i popularnym tytułem. Wśród nich możemy wymienić Hiromu Arakawę, autorkę kultowego Fullmetal Alchemist. Po jego sukcesie, nikogo nie zdziwił fakt, że jej kolejne utwory trafiały na mały ekran. W 2026 roku przyszła pora na kolejny z nich, który szybko okazał się być hitem. Mowa o Daemons of the Shadow Realm.
Tytuł, który w Polsce znamy jako Kontraduety z zaświatów, wydawany w naszym kraju od niemal trzech lat, doczekał się animowanej adaptacji w kwietniu 2026 roku. Na jego 1. sezon (2. został już zapowiedziany) składają się 24. odcinki i jeśli jesteście miłośnikami fantasy, to z pewnością zainteresuje się produkcją studia Bones Inc., którą spokojnie można uznać jedną z najlepszych, a według statystyk także najpopularniejszych w tym roku.
Tak więc, o czym tym razem opowiada nam Hiromu Arakawa? Akcja tej historii toczy się w świecie, w którym istnieją nadprzyrodzone istoty, tytułowe Daemons (demony). Fabuła serialu zaczyna się jednak bardzo niepozornie. W odizolowanej od świata wiosce poznajemy rodzeństwo, bliźnięta, którym przeznaczone są wielkie rzeczy, ale jedną z tych rzeczy może, podkreślam może być doprowadzenie do końca świata. Yuru, młody myśliwy, zrobi wszystko by ochronić swoją siostrę, która trzymana jest w klatce, co mam mieć związek z jakimś „obowiązkiem” względem wioski. Co jednak najważniejsze, panuje w niej spokój, którego zaburzenie rozkręca fabułę animacji.
Wszystko zaczyna się od ataku na wioskę, który odkrywa przed nami jej tajemnice. Okazuje się, że mamy współczesne czasy, ale specjalna bariera dosłownie odizolowuje to miejsce od reszty świata. Nagle Yuru widzi helikopter, choć przed chwilą wydawało się, że to smok! Militarna jednostka atakuje, a na jaw wychodzą kolejne tajemnice. Nic nie okazuje się takie, jak nam się to wydawało. Siostra nie jest siostrą, a rodzice chłopaka mieli przed laty uciec i żyją w świecie zewnętrznym. By przetrwać, a następnie poznać prawdę, bohater budzi starożytnych strażników wioski – Daemony Left (Hidari) i Right (Migi). Tak zaczyna się to niezwykłe anime.

Magia miesza się tutaj z nowoczesnością. Jednocześnie mamy zewnętrzny świat, który odkrywamy oczami oszołomionego nim Yuru, nie wiedzącego co to samochód, telefon, czy Internet oraz demony o niezwykłych mocach, ich ludzkich partnerów oraz wielkie klany, które chcą wykorzystać drzemiące w bliźniętach moce na własny użytek. Mamy barwne postaci, zaskakujące zwroty akcji i efektowne walki. Świetny poziom utrzymuje się przez cały sezon, zarówno jeśli chodzi o animację jak i samą fabułę. Niczego innego nie oczekiwałbym po historii, która wyszła spod pióra pani Arakawy.
Początkowo miałem tylko jeden problem z serialem. Zobaczyłem tutaj niejedną postać, która ze względu na wygląd i cechy charakteru przywiodła mi na myśl bohaterów Fullmetal Alchemist, czyli największego hitu autorki mangi. Przez to nie mogłem od razu wciągnąć się w fabułę. No bo raz widzę niską, wyszczekaną dziewczynę o rysach twarzy, przypominających Eda Elrica, a sam Yuru ma w sobie coś z Lizy Hawkeye. No i tak znalazło się jeszcze kilka postaci i wiem, że autorka nie będzie przecież rezygnować z charakterystycznego dla siebie stylu ilustracji, ale przez pewien czas jakoś nie mogłem zostawić w spokoju takich porównań. Na szczęście, minęło to po kilku odcinkach i im więcej na temat świata przedstawionego i jego bohaterów się dowiadywałem, tym mniej myślałem o jakimkolwiek zestawieniu z innymi pracami Arakawy.

Na pewno jednym z największych plusów Daemons of the Shadow Realm są postacie demonów. Autorka komiksowego oryginału wykazała się nie lada oryginalnością w zestawianiu wyglądu i mocy wielu z nich. Wielka latająca szczęka, wzorki yin i yang, absorbujące obiekty, czy nawet demony w formie mieczy. Jedne sprawiają bardziej humorystyczne wrażenie, a inne potrafią wzbudzać postrach. Niektóre mają formę zwierząt, a inne czerpią z japońskiego folkloru. W 1. sezonie jest ich wiele, a do końca historii wciąż daleko, więc spokojnie możemy spodziewać się kolejnych ciekawych wizerunków i mocy!
A co jeśli chodzi o ludzi? Mamy wybuchową i porywczą Gabby, chroniącą Asę, która zyskuje w naszych oczach z kolejnymi odcinkami, po tym jak na początku wydaje się być bezwzględną zabójczynią. Dera, który jest pośrednikiem między wioską, a zewnętrznym światem i zostaje opiekunem Yuru, choć charakter hazardzisty raczej nie pomaga w przekazywaniu odpowiednich wartości chłopakowi. Asa ma fioła na punkcie swojego brata, gdy już ma z nim styczność. Można by wręcz nazwać to kompleksem, który tutaj jest źródłem dużej dawki humoru. No, a Yuru jest silny i lojalny, ale zawsze najpierw szuka siłowych rozwiązań, a zewnętrzny świat mocno go przytłacza. To tylko kilka z głównych postaci, ale mogę was zapewnić, że jest tutaj więcej barwnych charakterów, które stanowią o sile tej historii.

Po 24. odcinkach nie jestem w stanie powiedzieć w jakim kierunku może dalej potoczyć się ta historia. Dlatego jestem strasznie ciekaw jej dalszego ciągu! Choć serial może nie wciągnąć was od samego początku, to jeśli tylko dacie mu czas, to z każdym kolejnym odcinkiem rozkręca się i już nie zwalnia. Dla mnie to idealnie wywarzona dawka fantasy i współczesnego świata, która co tydzień dostarczała mi świetnej akcji, humoru i niespodzianek. Wydaje mi się jednak, że wciąż jest miejsce na rozwój i może być jeszcze lepiej. Głęboko wierzę też, że większość z was się tym tytułem nie zawiedzie.
Ocena: 7,5/10
