Ixbunieta tom 2 – recenzja komiksu

Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale Polska naprawdę wciągającymi komiksami stoi. Oczywiście, znaczna część dostępnych na rynku tytułów to zagraniczne propozycje, ale nasi rodzimi artyści, mimo wielu przeszkód, potrafią stworzyć świetne, klimatyczne historie. Jedną z nich miałem okazję poznać niecałe dwa lata temu w komiksie Ixbunieta. Teraz, po dłuższej przerwie, wracam do tej opowieści i jej głównej bohaterki w drugiej części, zatytułowanej Serce dżungli.

W końcu powracamy na XVI-wieczny Jukatan. Jak sam tytuł wskazuje, do samego centrum jednej z tamtejszych dżungli. Tylko, co tam spotkamy? Na dobry początek, Catalinę, główną bohaterkę, którą poznaliśmy lepiej w pierwszym tomie. Kontynuując jej perypetie, obserwujemy jak prowadzi wyprawę konkwistadorów, poszukujących w tym miejscu skarbów. Są jednak na nieznanym lądzie. Ba, nawet my nie wiemy do końca, czego możemy się tam spodziewać. Tylko Catalina zdaje się mieć w głowie wizję tego, co może się wydarzyć i tak rozpoczyna się ten drugi tom cyklu.

Cały drugi tom komiksu skupia się na wyprawie przez dżunglę. Niecałe pięćdziesiąt stron popycha fabułę do przodu, budując napięcie w drodze do finału i serwując w nim zaskakujący zwrot akcji. Widzimy z jakimi zagrożeniami można mieć do czynienia w tak egzotycznym miejscu. Wiedza i doświadczenie głównej bohaterki doskonale sprawdza się w walce z dzikami, czy rojem os. Co jednak ważniejsze, w grupie pojawiają się pewne pęknięcia, za sprawą chciwego i podejrzliwego Gonzalo. Do tego dochodzi wybuchowe i zaskakujące zakończenie, które zmienia dynamikę całej wyprawy i nie zwiastuje nic dobrego dla Cataliny. Mogę tylko narzekać na to, że ta część historii nie jest dłuższa.

Ilustracje ponownie mnie tutaj zachwyciły. Czarno-biały komiks ma w sobie dużą dawkę realizmu i pozwala czytelnikowi z łatwością wczuć się w klimat opowieści i poczuć się jak w tytułowej dżungli. Ona wręcz żyje na kartach drugiego tomu serii. Zachwycają detale (pnącza, drzewa, rzeka, cała flora i fauna). Pomaga to zbudować gęsty klimat oraz poczucie czyhającego na wyprawę niebezpieczeństwa. Zresztą, sami bohaterowie też prezentują się świetnie, w zgodzie z okresem, w którym rozgrywają się przedstawione tu wydarzenia. Co zaś tyczy się scen akcji, choć te nie stanowią znaczącej części historii, to również wypadają bardzo fajnie. Nie brakuje w nich brutalności charakterystycznej dla konkwistadorów. Ma się wrażenie, że to, co nam tutaj pokazano, to jednak dopiero przedsmak tego, na co stać przybyszów z Europy.

Ixbunieta przyciąga mnie też sposobem narracji. Nie ma tutaj zbędnych kombinacji. Historia rozwija się w prosty i zrozumiały sposób. Świetnie wpisują się w to realia historyczne. To opowieść w tzw. „starym, dobrym stylu”, która na myśl przywodzi mi scenariusze z filmów przygodowych z XX w. Główni bohaterowie są niezwykle wyraziści i z ciekawością śledziłem perypetie Cataliny. Wisienką na torcie jest fakt, że to nasi polscy autorzy – Sławomir Zajączkowski i Krzysztof Wyrzykowski – dają tym tytułem popis swoich umiejętności.

Jeśli pierwszy tom Wam się spodobał – bierzcie bez wahania. Akcja powoli nabiera tempa, ilustracje i fabuła trzymają równy, wysoki poziom z pierwszej części komiksu. Znawcy tematyki konkwisty znajdą tu dla siebie dodatkowo kilka smaczków. Nie ma żadnej rewolucji, ale jest klimat, a fabuła angażuje. Obyśmy tylko nie czekali na kontynuację zbyt długo!

Ocena: 7/10

Leave a Reply