„Wonder Woman” – Niesamowity film z niesamowitą kobietą

Po długim czasie wyczekiwania na DVD i Blu-Ray w końcu pojawił się film o przygodach księżniczki Amazonek. Ponad 800 mln dolarów zarobionych na całym świecie, nominacje oraz nagrody, a przede wszystkim uznanie fanów i krytyków sprawiło, że niezadowolenie wielu osób po starciu Batmana z Supermanem zostało zrehabilitowane, ale czy na pewno?

Na dobry początek przenieśmy się w czasie. Oglądamy dorastającą Dianę, córkę królowej Amazonek, Hippolity. Mamy okazję zobaczyć Themyscirę, jej rodzinną wyspę odizolowaną od reszty świata. Nie mija wiele czasu, a na wyspę trafia amerykański pilot Steve Trevor. Opowiada on o trwającej Wielkiej Wojnie, a główna bohaterka szybko podchwytuje temat i za głównego winowajcę trwającego chaosu uznaje Aresa. Postanawia więc pomóc rozbitkowi trafić do Londynu w zamian za wskazanie jej miejsca pobytu boga wojny. W ten sposób wyruszamy w podróż i dowiadujemy się jak powstała legenda Wonder Woman.

Największym atutem filmu jest niezaprzeczalna chemia między dwójką głównych bohaterów, w których wcielili się Gal Gadot i Chris Pine. Jako, że Diana nie wie zbyt wiele o zewnętrznym świecie, na przedmioty i wydarzenia, które dla przeciętnej osoby są zwyczajne reaguje zdziwieniem, zachwytem, po prostu całą skalą emocji. Stąd też przezabawne są jej konwersacje ze Stevem, w końcu Amazonki mieszkają na wyspie pełnej kobiet, gdzie zapewne nie postała stopa żadnego mężczyzny. Show kradnie scena, podczas której toczy się rozmowa dotycząca, mówiąc wprost, seksu. Jest ona tak krępująco słodka i śmieszna, tak jakby zawstydzony rodzic próbował wytłumaczyć dziecku jak te sprawy działają. Takich scen jest zresztą więcej i fakt, że spowalniają nieco tempo akcji wcale nie przeszkadza w przyjemnym oglądaniu filmu.

Powiem wprost, film był dla mnie odrobinę przydługi. Odniosłem wrażenie, że znalazło się w nim zbyt wiele zdarzeń, które można by uprościć, a tym samym przyspieszyć fabułę. Bohaterowie zatrzymują się w miejscu i rozmawiają, zatrzymują się w następnym miejscu i znów rozmawiają. I choć dialogi są naprawdę dobre i często zabawne, to niekoniecznie wnoszą wiele do akcji. „Wonder Woman” na szczęście jest nie tylko o gadaniu, ale także o walce.

Gal Gadot świetnie wypada we wszystkich numerach kaskaderskich, w których wzięła udział. Siła głównej bohaterki zostaje podkreślona przez kadry pokazujące ją na zbliżeniu w zwolnionym tempie. Żołnierze padają jeden za drugim w starciu z Amazonką, ale jednocześnie nie zostaje ona ukazana jako postać całkowicie nie do pokonania, choć niemieckim wojskom zdecydowanie brakuje sprytu.

„Batman v. Superman. Świt Sprawiedliwości” zapoznał nas z jednym z najlepszych motywów muzycznych jakie słyszałem, nie tylko w kinie superbohaterskim. I ta melodia powraca razem z kilkoma innymi dźwiękami oddającymi pochodzenie Diany, a także wprowadzającymi nas w klimat trwającej I wojny światowej. Zazdroszczę wam jeśli jeszcze jej nie słyszeliście, bo będziecie mogli jej doświadczyć po raz pierwszy, a ten z pewnością będzie niezapomniany.

Reżyserka, Patty Jenkins potrafiła uchwycić zarówno świat nieskalany walką jak i brutalność wojny oraz wszystkie emocje związane ze śmiercią osób nam bliskich. Doskonale wiedziała kiedy powinna skupić się na samej Wonder Woman, a kiedy wyróżnić pozostałych bohaterów. Duża w tym zasługa scenarzysty Allana Heinberga.

Oprócz Gal Gadot i Chrisa Pine’a, którzy według mnie spisali się fantastycznie, w filmie występuje cała plejada aktorów, być może szerzej nieznanych, ale naprawdę utalentowanych. Jest Robin Wright („Forrest Gump”, „House of Cards”), David Thewlis („Harry Potter I Insygnia Śmierci”, „Fargo”), Danny Huston („Aviator”, „Robin Hood”) czy Elena Anaya („Skóra w której żyję”, „Uwikłani”).

Jednym z problemów „Wonder Woman” jest bolączka, która trapi większość produkcji kina superbohaterskiego, a mianowicie chodzi mi o złoczyńców. Głównym wrogiem Diany jest Ares, a bohaterka sama potwierdza że jej przeznaczeniem jest pokonać boga. Problem w tym, że wcale nie jest tak łatwo go odnaleźć. W ten sposób zostajemy pozostawieni z żołnierzami armii niemieckiej oraz generałem Erichiem Ludendorffem, inhalującym się specyfikiem wzmacniającym jego siłę. Nie poznajemy jednak szczegółowo postaci i jej motywacji, ale los bohatera można z łatwością przewidzieć. Na szczęście droga do starcia z Wonder Woman jest na tyle ciekawa i wciągająca, że sposób w jaki ostatecznie toczy się ta walka nie powinien was zezłościć.

„Wonder Woman” zdała według mnie egzamin. Sam film nie obył się bez kilku wad i problemów, ale jego generalny wydźwięk, atmosfera oraz poziom rozrywkowości można, a nawet trzeba ocenić pozytywnie. Autorom udało się znaleźć pozytywne przesłanie wyłaniające się z odmętów wojny światowej. Najlepiej ujęła to główna bohaterka, stwierdzając, że „Tylko miłość może naprawdę ocalić świat. To jest moja misja teraz i zawsze.” Po takim seansie pozostaje nam tylko czekać na jeszcze więcej miłości, która w dzisiejszych czasach jest nam wszystkim bardzo potrzebna.

Ocena: 7,5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s