„Stargirl” sezon 1. – Nadchodzi młode pokolenie herosów

Gdy ponad rok temu usłyszałem, że dla platformy streamingowej DC powstaje projekt, pt. „Stargirl”, pomyślałem sobie, że marka DC Comics rozmienia się na drobne. Nie potrafią uporządkować historii o swoich najpopularniejszych bohaterach, a biorą się za historie, które wydają się być kiczowate i mało oryginalne. Moje oczekiwania wobec serialu były jeszcze mniejsze gdy okazało się, że wspomniana platforma okazała się być niewypałem, bez wielkiego zainteresowania. Ostatecznie okazało się jednak, że „Stargirl” to bardzo pozytywne zaskoczenie, a oto dlaczego.

Zaczynamy z kopyta, w sposób bardzo zaskakujący. Jesteśmy świadkami wielkiej walki, która miała miejsce 10 lat przed wydarzeniami serialu. Amerykańskie Stowarzyszenie Sprawiedliwych (JSA) toczy bitwę ze swoim przeciwieństwem czyli Amerykańskim Stowarzyszeniem Niesprawiedliwych (ISA). Bohaterowie prowadzeni przez Starmana ścierają się ze złoczyńcami, na czele których stoi Icicle. Bitwie nie brakuje rozmachu i świetnych efektów specjalnych, ale najważniejszy jest jej rezultat. Wygrywają bowiem źli.

Ruszamy wspomniane 10 lat naprzód. Courtney Whitmore wraz z rodziną przeprowadza się do Blue Valley. Jest to niezwykła rodzina. Swojego prawdziwego ojca nigdy nie poznała, a z ojczymem j jego synem nie łączą jej najcieplejsze stosunki. Z samej przeprowadzki też nie jest specjalnie zadowolona, nie wie jednak, że za chwilę jej życie wywróci się do góry nogami.

Jej ojczym, Pat Dugan był kiedyś pomocnikiem Starmana i jest ostatnią pozostałością po JSA. Do Blue Valley nie trafia z rodziną przypadkiem gdyż stara się wyśledzić złoczyńców oraz odkryć i powstrzymać ich niecne plany. Tak. Pomysł jest głupi, bo facet w średnim wieku, bez żadnych mocy, raczej nie powinien walczyć ze złem na taką skalę. Co on w ogóle ma w głowie, prawda? Jak to jednak często bywa w komiksowych historiach, jeden przypadek potrafi zmienić wszystko. Tym przypadkiem jest fakt, że Pat posiada należące do dawnych członków JSA artefakty dające ich posiadaczom niezwykłe umiejętności no i Courtney trafia na jeden z nich. I tak zaczyna się zabawa.

W kolejnych odcinkach poznajemy złoczyńców, którzy ukrywają się w Blue Valley i mają wielki plan. Nasza charyzmatyczna bohaterka szybko orientuje się, że walce ze złem nie może być sama i szuka sobie sojuszników, których obdaruje wcześniej wspomnianymi artefaktami, a w tym wszystkim najciekawsze jest dla mnie to, że młodzi i zupełnie niedoświadczeni ludzie będą musieli zmierzyć się ze starymi wygami świata przestępczego.

Wiem, że powyższy opis fabuły może sprawić iż serial jawi się nieco kiczowatym, ale ten kicz i ta niedorzeczność walki dzieciaków ze złem i towarzyszących temu co jakiś czas dziur logicznych stanowią urok najnowszej produkcji DC, a przynajmniej przyciągnęła moją uwagę. To jednak nie jedyny plus „Stargirl”.

Serial z pewnością trafi do młodzieży. Jest tu typowe w ostatnim czasie dla tego typu produkcji dobre połączenie muzyki rozrywkowej z akcją, a tej jest naprawdę dużo. Są walki z użyciem nadprzyrodzonych mocy, ale są też stare, dobre bijatyki na gołe pięści. Jest też ogromny robot i wiele nieoczekiwanych wydarzeń jak choćby odkrycie, że woźny jest zaginionym… rycerzem.

Czas ze „Stargirl” mija naprawdę szybko, a fabuła cały czas posuwa się do przodu. Momentami można odnieść wrażenie, że akcja toczy się zbyt szybko i lepiej byłoby poświęcić więcej czasu poszczególnym wątkom czy bohaterom. Po obejrzeniu całości, takie tempo nabiera jednak sensu i według mnie stanowi dobrze wyważoną rozrywkę.

Nie możemy zapominać o aktorach. Pole do popisu dostała młodzież, której możecie szerzej nie kojarzyć. Jako Courtney doskonale spisuje się Brec Bassinger. Jest ona po prostu idealnym połączeniem optymizmu, odwagi i serca, które pokazuje w każdym odcinku. Luke Wilson jako Pat, to też świetny wybór. Potrafi świetnie pokazać mieszankę ojcowskiej fajtłapowatości z walecznością pomagiera superbohaterów, który sam żadnej mocy nie posiada. Oprócz tego z dobrej strony zaprezentowali się Yvette Monreal, Anjelika Washington czy Cameron Gellman oraz doświadczeni Amy Smart, Neil Jackson albo Christopher James Baker.

Pomimo wielu fantastycznych superbohaterskich akcji, „Supergirl”, to w gruncie rzeczy serial o rodzinie i różnych do niej podejściach. Ukrywanie pewnych faktów by bronić najbliższych, walka rodziców i dzieci ramię w ramię, buntowanie się przeciw ojcowi złoczyńcy. Relacje rodzinne zostały tu przedstawione w bardzo wiarygodny sposób choć posłużyły do tego mało prawdopodobne środki.

„Supergirl”, to serial rozrywkowy, który sprawił mi zaskakująco wielką przyjemność. Jeszcze kilka lat temu przeszedłbym obojętnie obok takiej produkcji, nawet na nią nie zerkając. Nie sili się on na wielką dramatyczność i powagę, a stawia na luz, humor i walkę dobra ze złem. Rezultaty są dosyć przewidywalne, ale nie ma się poczucia straty czasu. Samo zakończenie pozwala wierzyć, że powstanie kolejny sezon, a jednocześnie stanowi dobry finał tej historii. Naprawdę warto sprawdzić co to za „Stargirl” trafiła do telewizji.

Ocena: 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s