„Rozłąka” sezon 1. – Ckliwe Science-Fiction bez potencjału

Czytaliśmy artykuły, oglądaliśmy zwiastuny, wyczekiwaliśmy wielkiego powrotu Hilary Swank i w końcu dostaliśmy „Rozłąkę” od Netflixa. I co? I balonik szybko pękł. Jeśli spodziewaliście się science-fiction wysokich lotów w połączeniu z emocjonalną drogą na odległego Marsa, to przykro mi was poinformować, że choć emocji jest dużo, to ten lot do wysokich nie należy.

Dziesięć odcinków, trwających około godziny, szybko może stać się waszą udręką. „Rozłąka”, to bowiem serial, który wbrew potencjałowi wszelkich katastrof jakie mogą mieć miejsce w kosmosie nie oferuje ani szybkiej akcji, ani intensywnych przeżyć, ani zbyt wiele napięcia.

Sam serial skupia się na dwóch przeplatających się wątkach. Pierwszy, to pierwsza misja na Marsa. Śledzimy losy piątki astronautów, którzy pod wodzą Emmy Green mają dokonać historycznego czynu i jako pierwsi ludzie postawić nogę na czerwonej planecie. Drugi, to z kolei losy ich najbliższych osób, pozostawionych hen daleko na Ziemi, przede wszystkim twórcy skupiają się na mężu i córce Emmy.

W kolejnych odcinkach poznajemy historię poszczególnych astronautów. Na pokładzie Atlasa zmierzającego na Marsa jest Misha, Rosjanin który zamiast zaopiekować się swoją córką po śmierci żony postanowił uciec w kosmos i przez długie lata tam pozostał. Jest Kwesi, dla którego najważniejsza w życiu jest wiara w Boga, jest także Lu, która swoją miłość musi pogodzić z polityką kraju. Ich historie są ciekawe i mają potencjał, ale niewykorzystany.

Mogłoby się wydawać, że skoro tempo tych dziesięciu odcinków jest dosyć spokojne, znajdzie się czas by dokładnie skupić się na bohaterach oraz ich problemach. Niestety, odniosłem wrażenie, że scenariusz w tym aspekcie kuleje i wszystko wydaje się tu być znajome, przewałkowane już w innych produkcjach, po prostu mało oryginalne. Oczywiście, aktorzy starają się tutaj jak mogą, a oglądanie Marka Ivanira, to wielka przyjemność, ale nawet oni ze słabego scenariusza niczego nie wyczarują.

Serial jest ckliwy. Chyba w każdym odcinku znajdzie się jakaś scena w której postacie płaczą. Rozumiem, że taka podróż z pewnością może wywołać wśród ludzi mnóstwo różnych emocji, ale tutaj mamy tylko 10 odcinków i widz nie chce oglądać cały czas bandy rozpłakanych astronautów. Nie zapominam też o przedstawionych tutaj kosmicznych problemach, czyli wszelkiego rodzaju awariach i sytuacjach, które mogą odbić się na powodzeniu misji, ale w ogóle nie czuć w ich trakcie napięcia i zagrożenia!

Słowo „nuda” dobrze podsumowuje serial Jessiki Goldberg i Andrew Hinderakera. Gdyby chociaż te łzy potrafiły we mnie wywołać jakieś wzruszenie, mógłbym wtedy powiedzieć, że coś twórcom naprawdę się udało. Oczywiście, zdjęcia są przyzwoite, a od czasu do czasu trafiają się naprawdę fajne sceny, a żarty Mishy potrafią poprawić humor, ale generalnie panuje nuda. Do tego jeszcze ta muzyka i wątek córki Emmy, który sprawia, że „Rozłąka” wydaje się być jak produkcja stacji CW, tylko z większym budżetem. Jeśli szukacie czegoś przy czym moglibyście posprzątać w domu, ugotować obiad, poprasować albo po prostu zasnąć, to trafiliście w dziesiątkę. Jeśli nie, lepiej trzymać się od „Away” z daleka.

Ocena: 5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s