„Bloodshot” – Nie każdy sprawdza się jako bohater

Ostatnie lata, to istny wysyp hollywoodzkich produkcji stworzonych w oparciu o serie komiksowe. Oczywiście, prym wiedzie tu Marvel i DC, ale coraz więcej wytwórni chce mieć własne superbohaterskie uniwersum. Takie plany miało studio Sony (niestety dziś są już nieaktualne) i w ten sposób powstał film „Bloodshot”.

Produkcja oparta na komiksie o tym samym tytule opowiada o zawodowym żołnierzu Rayu Garrisonie, który wypełnia jedną misję za drugą. W końcu ma trochę wolnego czasu i postanawia spędzić go ze swoją żoną we włoskim miasteczku. Zaczyna się to jak sielankowa historia by za chwilę zniszczyć życie bohatera. On i jego żona Gina zostają bowiem porwani przez grupę najemników i choć Ray dla swojej ukochanej jest w stanie zrobić wszystko, to nie jest w stanie jej ocalić. Jak się okazuje, nie jest w stanie ocalić samego siebie.

W tym miejscu historia mogłaby się zakończyć. Ostatnią rzeczą jaką widział nasz bohater była wymierzona w niego broń i pociągający za spust niejaki Martin Axe. Ray jakimś cudem jednak przeżył, a to wszystko za sprawą cudownej technologii jaką dysponuje firma Rising Spirit Tech (RST) i jej główny naukowiec dr Emil Harting. Jak myślicie, co będzie chciał zrobić Ray gdy już dojdzie do siebie? Tak, będzie pragnął zemsty.

Największym minusem filmu w reżyserii Dave’a Wilsona jest jego przewidywalność. Już w momencie gdy główny bohater i jego żona zostają wcześnie uśmierceni, widz zaczyna się zastanawiać czy rzeczywiście oboje zmarli. Następnie podważamy pobudki dr Hartinga, który przywrócił Raya do życia tylko dlatego, że testuje nanotechnologię. Nie zdradzając więcej szczegółów, takich momentów które można przewidzieć jest tu po prostu zbyt wiele co sprawia, że szybko się nudzimy.

Co więcej, fabuła jest tutaj budowana bardzo powoli. Twórcy chyba myśleli, że wystarczy Vin Diesel w roli głównej, a dalej pójdzie już z górki. Niestety nawet Diesel tego filmu nie poprawi. Powiedziałbym nawet, że w roli Raya Garrisona jest zbyt wiele samego Vina czy Dominica Toretto! Twardziel, jeździ super brykami, leje każdego kto staje mu na drodze. Są oczywiście efektowne sceny walki i akcja, którą ogranicza jedynie wyobraźnia scenarzystów i reżysera. To jednak za mało by zaciekawić widzów, którzy takie rzeczy widzieli już w wielu filmach i oczekują czegoś innego, oryginalnego, a tego tutaj nie ma.

W filmie są momenty, które pozwalają myśleć, że może coś z niego będzie jak scena, w której jeden ze złoczyńców szykuje się do torturowania naszego bohatera w rytm piosenki „Psycho Killer” zespołu Talking Heads, czy występ jedynej oryginalnej, charyzmatycznej i zapadającej w pamięć postaci w całej produkcji czyli Wilfreda Wigansa. Prócz tych kilku momentów czeka nas jednak tylko przeciętna historia. Nawet efekty specjalne, których wykorzystano mnóstwo nie pomagają.

„Bloodshot” nie zapowiadał się niesamowicie i niestety okazał się być w moich oczach totalną porażką, filmem który można sobie puścić do poduszki. Vin Diesel niespecjalnie się stara i gra swoimi dwoma sprawdzonymi kartami – muskułami i niewieloma wypowiadanymi kwestiami. Ma się wrażenie, że jest tutaj potencjał na o wiele lepszą historię i jedyna nadzieja dla widzów w tym, że kiedyś ktoś postanowi z projektem „Bloodshot” zrobić coś o wiele ciekawszego, mroczniejszego i zaskakującego.

Ocena: 4/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s