„Ostre przedmioty” – Zbrodnia, czy rodzina? A może jedno i drugie?

Każda rodzina ma swoje problemy. Często udaje się je rozwiązać, ale zdarza się także, że nikt nie próbuje nawet zażegnać konfliktu. Mijają lata i wszystko wydaje się rozchodzić po kościach, aż tu nagle trzeba zmierzyć się ze swoją przeszłością i to w najmniej komfortowych okolicznościach.

Tak pokrótce można opisać serial „Ostre przedmioty” stacji HBO. Jest to adaptacja powieści Gillian Flynn autorki m. in. „Zaginionej dziewczyny”. Za realizację 10-odcinkowego projektu odpowiedzialna jest scenarzystka i producentka Marti Noxon, a za reżyserię wziął się sam Jean-Marc Vallee („Witaj w klubie”, „Wielkie kłamstewka”).

Przejdźmy do samej fabuły. Dziennikarka Camille Preaker mieszka i pracuje w St. Louis. Pewnego razu jej szef daje jej zadanie, które ma zachęcić ją do rozprawienia się z trudną przeszłością. Ma napisać artykuł o morderstwie dwóch dziewczynek w jej rodzinnym mieście, Wind Gap. Z jednej strony mamy okazję obserwować powoli rozwijające się śledztwo, a z drugiej poznajemy koleje losu rodziny głównej bohaterki, która niechętnie zgadza się na powrót do domu.

Największym atutem serialu jest jego umiejętność utrzymywania, a następnie odsłaniania tajemnic bohaterów i sprawy morderstwa. Bardzo szybko zaciekawiła mnie Camille, postać bardzo autodestrukcyjna, ale nie bez powodu i właśnie ten powód chciałem jak najszybciej poznać. Nawiedzające ją złe wspomnienia tylko potęgowały moją ciekawość i trzymały w napięciu, choć nie przez wszystkie odcinki.

Wind Gap będące miejscem akcji serialu od początku oferuje małomiasteczkowy, sielski klimat. Każdy wydaje się mieć tam określoną rolę i nikt nie zadaje zbędnych pytań. Zbrodnia poruszyła tym miastem, jakby wyciągnęła je z letargu i odsłoniła ludziom klapki z oczu, a ludzie też są interesujący.

Obok będącej w wyśmienitej formie Amy Adams, na pierwszy plan wysuwa się grająca rolę jej marki Patricia Clarkson. Jest zarazem wyniosła, nadwrażliwa i upierdliwa. Naprawdę ciężko polubić Adorę Crellin. U jej boku oglądamy podporządkowanego jej mężulka Alana, który wydaje się nie mieć własnego zdania na żaden temat, nie chcąc angażować się w nic prócz jego muzyki (w tej roli Henry Czerny). 

Jest też szeryf, który nie chce z nikim współpracować (Matt Craven) oraz przysłany z Kansas City detektyw Richard Willis, który podąża własnymi ścieżkami. Są też dzieciaki, a raczej nastolatkowie grani przez nastolatków, w tym przyrodnia siostra Camille, Amma z jednej strony posłuszna córeczka mamusi, a z drugiej balująca i siejąca spustoszenie młoda księżniczka. Nie zapominajmy też o szefie Camille, Franku Curry, który ma tutaj małą, ale bardzo istotną rolę mentora, czy swego rodzaju przybranego ojca bohaterki.

Jedną z rzeczy, która jako pierwsza rzuci się wam w oczy, a raczej w uszy, jest ścieżka dźwiękowa. Główna bohaterka jeździ swoją bryką, przesłuchując składanki pełnej rozluźniającej, refleksyjnej muzyki. Nie oznacza to jednak, że nie usłyszycie cięższych lub energetyzujących kawałków. Usłyszycie takich wykonawców jak choćby Led Zeppelin, The Acid, Bob Dylan, czy Snoop Dogg.

Nie jest to typowy thriller, który skupia się na rozwiązaniu zagadkowego morderstwa. Czasem schodzi ono na drugi plan, a zdecydowaną inicjatywę przejmują utarczki między Camille, a jej matką albo relacje między przyrodnimi siostrami. Jest wiele obrazowych scen, od których aż chce się odwrócić wzrok, a dotyczy to przede wszystkim głównej bohaterki w sytuacjach intymnych. Tytuł w końcu też ma swoje znaczenie. Jest to jednak element tej tajemniczej atmosfery jaką oferuje nam serial.

W pewnym momencie poczułem znużenie serialem, choć to tylko 10-odcinków! Odniosłem wrażenie, że historia stanęła w martwym punkcie. Ile można oglądać zmagania Camille z miastem i rodziną? Ile razy można oglądać jej podróże autem i dyskretne popijanie alkoholu? W końcu tu jest sprawa morderstwa do rozwiązania! Na szczęście po pewnym przestoju ostatnie dwa odcinki serwują prawdziwy roller-coaster emocji i wielki, WIELKI zwrot akcji. Radzę oglądać do samego końca, łącznie z napisami.

Podsumowując, „Ostre przedmioty” to serial, któremu warto poświęcić swój wolny czas. Właśnie takie oryginalne historie napędzają widzów do oglądania, a przede wszystkim do samodzielnego działania, do próby włączenia się w odgadnięcie wszystkich tajemnic. Przy tym jest on świetnie zrealizowany, zdjęcia mogłyby znaleźć się na wystawach w największych galeriach sztuki, a aktorzy zasługują na wszelkiego rodzaju wyróżnienia. I tylko strach pomyśleć, co oni dalej zrobią z tym projektem.

Ocena: 8,5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s