„The Fresh Prince of Bel-Air” – Rozrywkowy i zabawny przegląd lat 90.

Największą zaletą serwisów streamingowych pokroju Amazon Prime, HBO GO czy Netflixa jest możliwość obejrzenia filmów czy seriali, które do tej pory nie były legalnie dostępne w naszym kraju, a przynajmniej nie w czasie gdy zostaliśmy telewizyjnymi i kinowymi widzami. W tym miejscu dochodzimy do produkcji, którą od dawna miałem na celowniku, a teraz chciałbym podzielić się z wami moimi wrażeniami na jej temat.

„The Fresh Prince of Bel-Air”, w polskiej wersji „Bajer z Bel-Air”, to serial telewizyjny produkcji amerykańskiej stacji NBC, który był transmitowany w latach 1990-1996, doczekał się sześciu sezonów i 148 odcinków! Przede wszystkim, serial okazał się platformą dla startu wielkiej kariery gwiazdy Hollywood, Willa Smitha.

Fabuła nie jest specjalnie skomplikowana, a niektórzy mogą ją nawet uznać za odrobinkę niedorzeczną, w szczególności zaś jej punkt wyjścia. Cała geneza została przedstawiona w bardzo pomysłowy sposób, w intro otwierającym każdy odcinek. Otóż mieszkający w Filadelfii Will Smith narzuca się pewnym osiłkom, a ze strachu przed tym co może mu się stać, matka wysyła go do bogatego wujka mieszkającego w Kalifornii, a konkretnie w Bel-Air.I tak to wszystko się zaczyna. Zderzone zostały ze sobą świat ulicy i klasy robotniczej z zamożną klasą do której należy rodzina Banksów. Dzięki różnicom pomiędzy Willem, jego wychowaniem i doświadczeniem, a sposobem postrzegania świata przez jego kuzynów – Hillary, Carltona i Ashleya, dochodzi do wielu zabawnych, a nierzadko także pouczających sytuacji. 

Waszą uwagę z pewnością przyciągnie grupa kolorowych, zapadających w pamięć bohaterów. Na ich czele stoi oczywiście Will Smith, który do perfekcji opanował sztukę, tzw. overacting, czyli przesadzania w swojej roli, a w tym przypadku nie jest to nic złego. Genialny jest wujek Phil, w którego wciela się James Avery, nadając swojej postaci doskonałej mieszanki powagi i komedii. Do tego mamy jeszcze trójkę bardzo charakterystycznych kuzynów, rozpieszczoną i zapatrzoną w siebie Hilary, słodką i niewinną Ashley oraz patrzącego na wszystkich z góry, wywyższającego się fana Toma Jonesa, Carltona. Żeby było zabawniej, jest też lokaj Geoffrey, który z idealną dawką sarkazmu komentuje wydarzenia z życia Banksów.

To właśnie bohaterowie są tym, co przyciąga uwagę do serialu, bo wiele historii przedstawionych w poszczególnych odcinkach, po latach od ich premiery nie wydaje się specjalnie oryginalna. Nie potrzeba jednak wiele czasu by przywiązać się do rodziny, do wygłupów i wpadek Willa i jego kuzynów, czy do przekomarzania się lokaja. A to wszystko jest jeszcze podsycone charakterystyczną energią. Często jesteśmy świadkami przezabawnych tańców, śpiewania, a te pozytywne wibracje udzielają nam się w trakcie oglądania.

W „The Fresh Prince of Bel-Air” nie brakuje gościnnych występów gwiazd. Pojawiają się tu muzycy, sportowcy, aktorzy. Jest młody Don Cheadle czy Chris Rock, swoje pięć minut ma Evander Holyfield czy Queen Latifah, a znalazła się nawet rola dla Donalda Trumpa, Kareema Abdula Jabbara, czy Williama Shatnera. Wśród tych występów na czoło wysuwa się jednak Tom Jones, idol Carltona, który śpiewa „It’s not unusual” razem z bohaterem.

Wiele żartów może nie być wcale takich łatwych do zrozumienia. Trzeba mieć jakieś pojęcie nie tylko o latach 90. w amerykańskiej popkulturze, ale przede wszystkim o afroamerykańskiej kulturze, mając rozeznanie chociażby w muzyce, w szczególności zaś rapie. Stąd serial idealnie pasuje do osób, które lubują się w owym okresie czasu i chcą poznać Stany Zjednoczone w nieco innym ujęciu.

Sam serial podzieliłbym na dwie części – sezony 1-3 i 4-6. Widać pomiędzy nimi pewną różnicę, może nie tyle w jakości, co w kierunku w jakim show chce podążać. Z początku odnosi się wrażenie, że „Bajer z Bel-Air” ma nie tylko śmieszyć, ale również pokazać problemy z jakimi zmaga się czarnoskóra społeczność oraz różnice między klasami w USA. 

Po trzech sezonach dostrzega się jednak pewną zmianę i produkcja pozwala sobie na więcej oderwanych od rzeczywistości, komicznych sytuacji i pewna ciągłość wydarzeń przestaje mieć znaczenie. Chyba najbardziej dobitnym tego przykładem jest sezon piąty, który zaczyna się w momencie gdy Will wrócił do Filadelfii i tak po prostu, w formie gagu zostaje odesłany do Bel-Air przez pracownika wyższej rangi z NBC. Następnie sezon kręci się wokół związku bohatera z Lisą, z którą chce się ożenić, by na sam koniec dojść do wniosku, że na to jeszcze za wcześnie i w ten sposób jego ukochana nie pojawia się już w serialu.

Godziny spędzone przy „The Fresh Prince of Bel-Air”, to godziny wypełnione śmiechem, dobrą zabawą, Willem Smithem jakiego dziś wiele osób może nie kojarzyć. Nie oznacza to jednak, że brakuje momentów wzruszenia, a na kilku odcinkach można się po prostu popłakać. Serial o rodzinie, w przypadku którego wierzysz, że aktorzy są niczym rodzina, to chyba najlepsza reklama tego popularnego sitcomu. Polecam, bo dzisiaj takich komedii, to tylko ze świecą szukać.

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s