Odrodzony jako galareta – Tomy 1-3

Świat fantasy daje autorom duże pole do popisu. Magia, potwory, walka dobra ze złem, to zawsze dobry punkt wyjścia do stworzenia ciekawej historii, choć przy ilości tytułów jakie można dzisiaj przeczytać czy obejrzeć nie jest to takie łatwe zadanie. Trzeba być oryginalnym i takim też był artysta pod pseudonimem Fuse, który postanowił, że główny bohater jego opowieści odrodzi się jako… galareta!

Zacznijmy od tego, że manga „Odrodzony jako galareta” znajduje swoje początki w wydawanej on-line powieści z lat 2013-2016. Historia była tak popularna, że wyświetlono ją ponad 400 milionów razy! Nic zatem dziwnego, że prędzej czy później ktoś musiał zainteresować się tym tytułem i wydać to light novel w formie papierowej. Ta z kolei sprzedała się w ponad 4,5 milionach egzemplarzy, więc nic dziwnego, że kolejnym kierunkiem dla historii stała się manga, która w Japonii ukazuje się od marca 2018 r., a w Polsce za sprawą wydawnictwa J.P.F. od kwietnia roku 2019.

Na dobry początek chciałbym przybliżyć wam historię zawartą w trzech pierwszych tomach tego niezwykle oryginalnego i wciągającego tytułu. Opowiada on o przygodach zupełnie zwyczajnego i przeciętnego faceta, Satoru Mikami, który chroniąc swojego przyjaciela i jego dziewczynę zostaje dźgnięty nożem i odchodzi do innego świata. Dosłownie. Umiera i budzi się w zupełnie innym, nieznanym miejscu. Jego życie zaczyna się od nowa, jest jednak pewien mały szkopuł. Nie jest już człowiekiem, ale galaretą!

Historia zaczyna się interesująco i bardzo tajemniczo. Sam bohater słyszy jakiś głos, który później okazuje się być „Wielkim Mędrcem”, a ten opowiada o jakichś zdolnościach i bardzo rzeczowo odpowiada na pytania Satoru. Na początku czeka nas ciemność, cisza, wielka pustka, no bo niby jak galareta miałby widzieć, słyszeć, czuć. Twórcy fantastycznie wymyślili sposób by zaprezentować nam ten początek nowej przygody bohatera, który mógłby się wydać nudny przez tą nicość. Okazuje się bowiem, że nasza galareta rzeczywiście ma pewne zdolności i to nie byle jakie. Może przyswajać sobie róże umiejętności i dzięki temu krok po kroku, razem z nią poznajemy tajemniczy, nieznany świat.

Nie dość, że robi to ogromne wrażenie wizualne, to na dodatek jest jeszcze naprawdę zabawne, a to dopiero start. Zaraz czeka nas spotkanie ze smokiem, wcale nie takim złym, pochłanianie potworów za pomocą zdolności „Drapieżnik”, przemierzanie wielkiej jaskini w poszukiwaniu przyjaciół. Szczególnie ten ostatni aspekt jest ciekawy, gdyż Satoru nie wydawał się gościem, którego cokolwiek lub ktokolwiek obchodzi, a przynajmniej na to wskazywałby krótki wstęp. Rozumiem jednak, że postanawia coś zmienić, dostaje drugą szansę i swoje życie chce poprowadzić inną ścieżką.

A gdzie tak właściwie zmierza ta historia? Od momentu zaakceptowania przez bohatera faktu, że jest galaretą, fabuła przypomina w jakimś stopniu RPG-a. Satoru rozwija swoje umiejętności w wybrany przez siebie sposób, następnie znajduje sobie swego rodzaju bazę wypadową do dalszych przygód i choć na horyzoncie maluje nam się pewien główny wątek tej historii, to bohater zajmuje się najpierw pobocznymi zadaniami, rozwija społeczność, na której zbudowaniu bardzo mu zależy. Twórcy nie spieszą się z rozwojem historii przez co ta w pierwszych tomach zachowuje element tajemniczości i nieprzewidywalności, a manga wciąga niczym świetna gra.

Czas na nieco szczegółów. W kolejnych rozdziałach tomów 1-3 „Odrodzonego jako galareta” poznajemy nowe potwory, nowe rasy, nowe postaci. Najlepsze w tym wszystkim jest zaś to, że często istoty, które mogłyby wydawać nam się z natury złe i straszne, tutaj okazują się być zupełnie inne, nierzadko bardzo ludzkie i łatwo jest nam zrozumieć ich motywacje i działania. Zaczynamy od wioski sympatycznych goblinów i kolejnego fantastycznie oryginalnego pomysłu jakim jest nazywanie przez galaretę tych – jak się okazuje bezimiennych – istot, co sprawia, że zmieniają one formę i ewoluują! I tak gobliny mogą stać się hopgoblinami, a na przykład ogry diabłami.

W pierwszym tomie prócz wspomnianych goblinów mamy również do czynienia z walką z wargami oraz podróżą do „Zbrojnego Państwa Dwargon”, w którym spotykamy różne istoty, a przede wszystkim krasnoludy, które mają naszym bohaterom pomóc w rozbudowie wioski. Oczywiście, w tak zwanym międzyczasie wpadają w tarapaty, więc ani na chwilę się nie nudzimy. Poznając ten świat, szybko dostrzegamy istniejące w nim podziały i pewną hierarchię, w której potwory są na samym dole i niestety gobliny za takie są traktowane.

Wspomniane wyżej kłopoty galarety i spółki wynikają z bójki z ludźmi gardzącymi potworami. Próba ich wystraszenia okazuje się być nieudana i tak oto trafiamy przed oblicze samego króla Gazela Dwargo! Skazanie za niewinności, to dość przerażająca perspektywa, ale również zupełnie niespodziewana, na szczęście bohaterom udaje się jej uniknąć i kolejny raz pomimo różnych przeszkód Satoru znany od czasu spotkania ze smokiem jako Rimuru Tempest powoli zmierza do osiągnięcia swojego celu. Pomagając innym sam otrzymuje niezbędną pomoc, a w ślad za nim ruszają doskonali rzemieślnicy, płatnerz i architekt, czwórka krasnoludów Kaijin, Garm, Dord i Miro.

Od jednej przygody ruszamy do następnej, a przy okazji poznajemy kolejne postacie, tym razem są to ludzcy poszukiwacze przygód z królestwa Blumund Eren, Gido i Kabal. Trochę tych bohaterów zdążyliśmy już poznać i jakimś sposobem dla każdego z nich znalazło się odpowiednio dużo miejsca w tej historii oraz odpowiednia rola. To dzięki nim spotykamy wspominaną na początku pierwszego tomu bohaterkę, a jest to władająca ogniem Shizue Izawa, która wedle przepowiedni szklanej kuli jest przeznaczona galarecie. Nasz bezinteresownie działający Rimuru postanawia uratować ją od opętania przez ifryta, co ostatecznie nie kończy się dla każdej strony najlepiej, ale dzięki temu zdajemy sobie sprawę, że choć galareta jest niesamowicie potężna, a nawet z każdym rozdziałem coraz silniejsza, to ma swoje granice i limity, zdecydowanie nie jest doskonała. A na horyzoncie wraz z pojawieniem się tajemniczego jegomościa szykuje się wojna!

I trzeci tom Diabły! Złe czy dobre? Uciekają po tym jak ich pobratymcy zostali zdziesiątkowani przez orków, którzy generalnie nie sieją postrachu w magicznej krainie. Coś spowodowało jednak, że połączyły siły i postanowiły przejąć kontrolę nad Puszczą Jurą, którą zamieszkują m. in. nasze gobliny i hopgobliny. Poznajemy też kolejną rasę, jaszczuroludzi, którzy dostrzegają zagrożenie ze strony orków. Nowi sprzymierzeńcy i nowi wrogowie. Czyli cały czas do przodu, nie zatrzymujemy się ani na chwilę, mamy coraz więcej interesujących zdolności Rimuru, zwroty akcji oraz barwnych bohaterów!

Przejdźmy teraz do momentów, które w tych trzech tomach najbardziej zapadły mi w pamięć. Na pewno sam początek odrodzenia bohatera jako galarety oraz fakt, że tak mała i nijaka istota jest w stanie wyrażać tak wiele emocji jak to zaprezentowano na planszach mangi. Sam wizerunek postaci projektu Mitz Vaha zasługuje na ogromne wyróżnienie, tym bardziej, że jest ich tutaj naprawdę mnóstwo. Dodatkowo całe środowisko i otoczenie sprawia, że czytając czujemy jakbyśmy przenieśli się do fantastycznej, magicznej krainy. Bardzo spodobał mi się również niepozorny, zabawny, pakujący się w tarapaty i nieco wścibski goblin Gobuta! Jest jeszcze krótki, aczkolwiek emocjonujący pojedynek Rimuru z ifrytem, no i odrobina pikantniejszego, lekko zboczonego humoru gdy do akcji wkraczają piękne panie diablice i elfki. Jak zatem widzicie, plusy znajdujemy na różnych polach, a minusów póki co jeszcze się nie doszukałem.

Należy jeszcze wspomnieć, że sama manga została wzbogacona o dziennik smoka Veldory przebywającego w żołądku galarety i czekający na uwolnienie z zaklęcia „Wieczne Więzienie”. Dzięki temu na koniec każdego tomu dostajemy krótkie podsumowanie dotychczasowych wydarzeń z zupełnie innej perspektywy. Mówiąc krótko, kolejny oryginalny pomysł. Dodatkowo, wraz z trzecim tomikiem otrzymujemy również mapkę świata oraz krótką charakterystykę najważniejszych bohaterów tej opowieści, w końcu zaczyna ona poważnie się rozwijać.

Gdy pierwszy raz usłyszałem tytuł „Odrodzony jako galareta” pomyślałem, że Japończykom znów odbiło i wpadli na szalony pomysł na jaki tylko oni potrafią wpaść. W końcu Japonia to kraj, w którym miejsce ma Festiwal Penisa, istnieje teleturniej polegający na zgadnięciu do której dziewczyny należy dany tyłek, a firmy mogą adoptować pracownika! Właśnie dlatego początkowo tylko wyśmiałem ten tytuł i nie przywiązywałem do niego żadnej wagi. Gdy jednak jego popularność zaczęła rosnąć i rosnąć, postanowiłem sprawdzić o co chodzi z tą galaretą, a lektura pierwszych trzech tomów przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Okazało się bowiem, że pod wieloma wymienionymi przeze mnie w tej recenzji względami jest to pozycja fantastyczna, czytając którą świetnie spędza się czas, pełna humoru, przygody i stylu. Warto zatem nie kierować się tytułem czy nawet krótkim opisem fabuły i sięgnąć po mangę współautorstwa Fuse i Taikiego Kawakami!

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s