„Final Space” – sezon 1.

Jeśli oglądacie filmy i seriale sci-fi, zapewne dostrzegacie rosnący monopol „Gwiezdnych Wojen” na tym polu. Na szczęście są jeszcze odważni ludzie, którzy chcą opowiadać własne, oryginalne historie osadzone w odległej przestrzeni kosmicznej, a do takich niewątpliwie musimy zaliczyć „Final Space”.

Jakiś czas temu na Netflixie wyświetliła mi się nowość, serial animowany „Final Space”. Jako, że jestem fanem science fiction, a akcja wyżej wspomnianego tytułu dzieje się w kosmosie, to nie mogłem sobie odmówić obejrzenia go. Nawet się nie zorientowałem, a cały sezon był już za mną.

Niektórzy uznają, że 10 odcinków, to mało, ale ja należę do tej grupy osób, która ocenia stosunek jakości do ilości. Jeśli zatem można nakręcić coś ciekawego i zmieścić to w mniejszej liczbie epizodów, to nie mam żadnych przeciwwskazań. Z kolei, jeśli ktoś jest w stanie zmieścić swój pomysł w 20 odcinkach, nie nadszarpując historii i swojej wizji, to z pewnością obejrzę taką produkcję do końca. W przypadku omawianej przeze mnie animacji, śmiało można mówić o strzale w dziesiątkę.

Główny bohater serialu to Gary Goodspeed, wygadany, zbyt pewny siebie, może nawet charyzmatyczny poszukiwacz przygód, czy raczej kapitan, bo na początku tak o sobie mówi. Spotykamy go na pokładzie statku kosmicznego, gdy rodem ze Star Treka zapisuje swój dziennik pokładowy.

Po chwili okazuje się jednak, że Gary nie jest taką wybitną jednostką jaką się maluje i dowiadujemy się, że właśnie dobiega końca jego pięcioletnia kara więzienia, którą samotnie odbywa na pokładzie statku Galaxy One. No w zasadzie nie jest sam, bo towarzyszy mu pokładowa sztuczna inteligencja (H.U.E. czytane jak Hugh) oraz masa robotów, w tym niezwykle upierdliwy Kevin, którego bohater nie znosi.

Już sam sposób w jaki trafił do więzienia pokazuje, że mamy do czynienia z przemyślaną komedią przygodową, która nie będzie iść na skróty. Gary przystawia się do członkini Straży Quinn, udając pilota. Nie mija nawet minuta, a ogłoszony zostaje alarm i bohater musi zaprezentować swoje umiejętności kierowania statkiem kosmicznym, które kończą się zniszczeniem całej floty i małej meksykańskiej knajpki.

Wracamy na statek „Galaxy One”. Przypadek chce, że Gary rozpoczyna przygodę, o której mógł tylko zamarzyć. Trafia do niego sympatyczny, zielony stworek o niszczycielskiej mocy, którego nazywa Ciastuś. Ten jest jednak poszukiwany przez złego Lorda Przywódcę, który wysyła za nim swoje siły. Główny bohater pragnie ocalić swojego nowego przyjaciele, a po drodze do dokonania tego napotyka kolejne osoby, które mu w tym pomagają.

Widać, że twórcy pełną garścią czerpali z klasyki. Choćby taki Lord Przywódca przypomina Imperatora Palpatine’a, o nawiązaniu do Star Treka już wspominałem, a kosmiczne skafandry bohaterów posiadają interfejs niczym w zbroi Iron Mana. Przy tym udaje się jednak zachować oryginalność i wcale nie ma się wrażenia, że ktoś tu odgrzewa starego kotleta.

Pierwszą rzeczą jaka mnie uderzyła, był lektor! Zazwyczaj w tego rodzaju produkcjach możemy usłyszeć dubbing, jaki by on nie był, a do wyboru mamy także napisy. Z początku byłem zaskoczony i chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do lektora, by wyłapać głosy poszczególnych postaci.

A skoro już jesteśmy przy bohaterach, to głosy dwóch z nich od razu wpadną wam w ucho. Serialowemu złoczyńcy, czyli Lordowi Przywódcy głosu użycza David Tennant („Doctor Who”, „Jessica Jones”, „Broadchurch”), mówiąc nieco piskliwie i irytująco, a w Awokato wcielił się Coty Calloway o bardzo grubym, niskim i jednocześnie gładkim oraz aksamitnym głosie. Oprócz nich usłyszycie jeszcze kilka znanych osób jak choćby Rona Perlmana, Freda Armisena czy Conana O’Briena.

Podróż w kosmos umilą wam także dźwięki muzyki, która jest bardzo istotna dla głównego bohatera. W końcu nie może ruszyć w bohaterską akcję bez rytmów dynamicznych piosenek, choć czasem trafią się także bardzie liryczne, smutne utwory.

Twórca serialu, Olan Rogers wytyczył sobie pewien cel i fabuła 10 odcinków jest jemu podporządkowana. Po drodze odkrywamy historie poszczególnych bohaterów, ale na szczęście nie jest to kolejna produkcja, w przypadku której na każdy epizod przypada nowa przygoda bohaterów rodem z amerykańskich procedurali. Zachowana jest ciągłość wydarzeń, a przy okazji nikt nie jest oszczędzany, tak jak ma to miejsce w prawdziwym życiu.

W tej czasami absurdalnej fabule zasiano ziarno bolesnej prawdy, z którą bohaterowie muszą sobie poradzić. Twórcy z góry mówią widzowi, że wydarzy się coś złego i powoli odsłaniają kolejne elementy tej kosmicznej układanki. Zazwyczaj i tak trafia się szczęśliwe zakończenie, ale w tym przypadku możecie być pewni, że nie będzie tak kolorowo jak w bajkach Disneya, co jest mocną stroną „Final Space”.

Bardzo pozytywne wrażenie zrobiły na mnie wizerunki postaci, pojazdów i całego kosmosu. Jest w nich coś znajomego i jednocześnie zupełnie oryginalnego. Wszystko jest dopracowane do najmniejszego detalu zarówno pod względem wyglądu jak i charakteru bohaterów.

Bardzo pozytywne wrażenie zrobiły na mnie wizerunki postaci, pojazdów i całego kosmosu. Jest w nich coś znajomego i jednocześnie zupełnie oryginalnego. Wszystko jest dopracowane do najmniejszego detalu zarówno pod względem wyglądu jak i charakteru bohaterów.

Pomimo tego, że to kosmos, a bohaterowie starają się ocalić Ziemię, wszystko wydaje się być naturalne i wiarygodne. Nie brakuje też zwrotów akcji, które rozśmieszą, ale także doprowadzą do łez. Zakończenie z pewnością zaskoczy niejednego z was, pomimo tego, że twórcy od samego początku dawali nam do zrozumienia, że tak właśnie będzie.

„Final Space”, to zdecydowanie najlepsza kosmiczna przygoda jaką przeżyjecie w tym roku. Przemówi do was mnóstwo akcji, walk i pościgów w galaktyce, humor i dystans serialu do przedstawionych w nim wydarzeń oraz bohaterowie, którzy są tacy jak każdy widz, mają swoje marzenia i motywacje. To jest przepis na udaną przygodę dla nas wszystkich.

Ocena: 8,5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s