Bakuman – Tomy 1-4

Zapewne wiele osób na całym świecie nie było w stanie nigdy spełnić swojego największego marzenia. Czy to ze względu na status materialny, pochodzenie, sprzeciw rodziny, czy zdrowie. Nie każdy został policjantem, lekarzem, czy prezydentem, co nie oznacza, że nie warto podążać za swoimi marzenia. Najlepiej opowiada o tym niezwykła manga o , pt. „Bakuman”.

Mashiro ma wielki talent rysowniczy, lecz jego życie nie zdąża w żadnym konkretnym kierunku. Traf chce, że zapomina zabrać ze szkoły zeszytu od matmy, w którym naszkicował portret koleżanki z klasy, w której się podkochuje, a ten zostaje znaleziony przez Takagiego, najlepszego ucznia. Już wydaje się, że za chwilę nastąpi jakiś szantaż, aż tu nagle wspomniany Takagi wyskakuje z zaskakującą propozycją – „Połączmy siły by zostać mangakami”. Mashiro jest wobec tej idei bardzo sceptyczny, ale przeszłość jego wujka mangaki w połączeniu z niezwykłą energią i motywacją kolegi oraz… miłość sprawiają, że przystaje na nietypową propozycję.

„Bakuman”, to nie tylko opowieść o tym jak przebić się w świecie japońskiego komiksu. To również historia o spełnianiu swoich marzeń, o dorastaniu i dojrzewaniu, o łączeniu pracy z życiem prywatnym, o poświęceniu oraz o miłości, a o tym wszystkim możecie przekonać się już po przeczytaniu czterech pierwszych tomów mangi, która w Polsce została wydana przez Waneko, a w sumie liczy sobie 20 tomów.

Wiecie już jak ta historia się zaczyna. Duet postanawiają stworzyć Takagi i Mashiro. Pierwszy zajmie się scenariuszami, drugi ilustracjami. W tle toczy się jeszcze niezwykła jak na dzisiejsze czasy historia miłosna. Mashiro zakochany w Azuki, Azuki zakochana w Mashiro, ale postanawiają nie spotykać się ze sobą do czasu spełnienia swoich marzeń. Przed nimi jednak bardzo długa droga, przez którą spokojnie i dokładnie przeprowadzają nas twórcy mangi, również duet, Tsugumi Ohba i Takeshi Obata, których możecie kojarzyć jako autorów „Death Note”. Już w pierwszym tomie często odnoszą się do różnych mangowych tytułów i dają nam perspektywę na to jak wiele sił trzeba włożyć w stworzenie mangi.

Od przyborów do rysowania, przez sposoby opracowania scenorysów oraz analizowania konkurencji, aż po branżowe nagrody, już na samym wstępie Obata i Ohba zdradzają nam kulisy pracy przy komiksach w Japonii. Przy okazji skupiają się na tym by jak najlepiej zaprezentować nam charakter poszczególnych bohaterów, inteligentnego i często wybuchowego Takagiego, bardziej stonowanego, ale pełnego pasji Mashiro, czy wycofaną, nieco wstydliwą Azuki. Najbardziej zachwycają te szczegóły jak biurko rysownika, na którym dokładnie widzimy wszystkie pióra, ołówki, gumki, itp., regały pełne mangi, ale także same wizerunki bohaterów, bardzo charakterystyczne, dzięki którym po pierwszym spojrzeniu jesteśmy w stanie domyślić się z jaką postacią możemy mieć do czynienia.

To połączenie historii miłosnej z chęcią podążania ścieżką mangaki sprawia, że często mamy niespodziewane zwroty akcji, a autorzy potrafią zaskoczyć nas dosłownie w każdym momencie jak chociażby wtedy, gdy rozmowa Mashiro i Takagiego o wujku tego pierwszego po chwili przemienia się w wycieczkę pod dom Azuki i rozmowę z jej matką! Bardziej dostrzegamy jednak te niespodzianki w kolejnych tomach, gdy fabuła na dobre się rozkręca.

W drugim tomie tempie akcja „Bakumana” zaczyna na dobre się rozkręcać, w końcu marzenia głównych bohaterów są wielkie, a że są młodzi i pełni zapału, to chcą je spełnić jak najszybciej. Co jakiś czas okazuje się jednak, że nie można cały czas pędzić na złamanie karku, trzeba zwolnić i przemyśleć pewne kwestie by nie wrócić przypadkiem do punktu wyjścia. Takagi i Mashiro, jak przystało na czternastolatków, dość łatwo potrafią podekscytować się dobrymi wieściami, takimi jak chociażby jest spotkanie z redaktorem najpopularniejszego japońskiego magazynu Weekly Shounen Jump, panem Hattorim, który chwali ich postępy oraz zapał, choć nie zapomina o wytknięciu im pewnych problemów. Od tego momentu ich rozpędzająca się karierę na wykresie można by zapisać w formie sinusoidy. Jak to w życiu bywa, czekają ich wzloty i upadki.

Na tym etapie autorzy wprowadzają nas za kulisy powstawania mangi i rządzące tym wszystkim zasady. Dowiadujemy się jak długa droga czeka każdego początkującego autora od stworzenia pojedynczej historii, aż do ewentualnej serializacji ich historii w magazynie. Przy okazji zacieśnia się nie tylko więź między głównymi bohaterami, ale również między Mashiro i Azuki, którzy jakimś zrządzeniem losu zostają przypisani do siedzenia w jednej ławce w szkole, a także między Takagim, a najlepszą przyjaciółką Azuki, czyli Miyoshi, która pojawia się nagle i w iście wybuchowym stylu znajduje sobie miejsce w fabule, wnosząc do niej dużo energii i humoru. Czytając, ciężko uciec wrażeniu, że wszystko zostało tu dokładnie zaplanowane i idzie po myśli twórców „Bakumana”, a zupełnie przy okazji niezwykle wciąga, oferując zwroty akcji lepsze niż w wielu „bitewniakach”.

Dalej, na arenę wkraczają rywale, a wśród nich prawdziwy geniusz, piętnastoletni Eiji Niizuma oraz wybuchowy, opryskliwy i pewny siebie Shinta Fukuda i niespełniony mangaka, „wieczny” asystent Takurou Nakai. Mamy do czynienia również z poszukiwaniem własnego stylu, własnej niszy, rozwojem kariery Azuki oraz blokadą autorską Takagiego. Główni bohaterowie przekonują się, że stworzenie ciekawej historii na wysokim poziomie, która sprzeda się wśród czytelników. Do tego jeszcze dochodzą specjalne ankiety, które mają wpływ na to czy dany tytuł będzie serializowany czy nie.

Na koniec mamy czwarty tom. Jedną z najlepszych rzeczy jest tam fakt, że prace bohaterów nad detektywistyczną mangą odzwierciedlają się w ich życiu przez iście kryminalną intrygę w postaci opracowywania nowego tytułu w tajemnicy przed panem Hattorim. Jakby tego było mało, mangowa rywalizacja między Takagim i Mashiro – znanymi już pod pseudonimem Asshirogi Muto – z innymi aspirującymi do samego topu autorami wchodzi na coraz wyższy poziom, jednocześnie zacieśniając więzi między rywalami. Te wszystkie ciekawostki i informacje dotyczące tworzenia mangi sprawiają, że naprawdę ciężko oderwać się od lektury, a charakterystyczne postaci z krwi i kości oraz duża dawka humoru powodują, że „Bakuman” na tym etapie jest pozycją obowiązkową dla każdego fana japońskiego komiksu.

Autorzy „Bakumana” udowadniają, że są dobrzy nie tylko w odkrywaniu tajemnic swojego fachu, ale także w pokazywaniu nam jak bohaterowie łączą swoje życie zawodowe z życiem prywatnym. Wątki romantyczne, relacje Takagiego z Miyoshi oraz Mashiro z Azuki są świetnie prowadzone, w szczególności ten drugi, który w gruncie rzeczy napędza akcję mangi. Dodatkowo, cała manga pozostaje w bliskim realizmu stylu, a niekoniecznie w kojarzącym nam się z shounenowskimi hitami takimi jak „One Piece”, „Naruto”, czy „Bleach”.

Jako że w dzieciństwie sam miałem dużo marzeń i chciałem nawet rysować, choć nie rozwinąłem artystycznego talentu, a także od szczenięcych lat uwielbiałem czytać komiksy, także mangę, nie trzeba było mnie namawiać na przeczytanie „Bakumana” i tytuł ten szybko zaskarbił sobie moje uwielbienie. Sama fabuła, to jedno, a tutaj mamy jeszcze fantastyczne projekty postaci, dużo niespodzianek i emocji, sceny z życia wzięte, z którymi młody człowiek, a za takiego jeszcze się uważam, może łatwo się utożsamić. Mógłbym pisać i pisać o rzeczach, które spodobały mi się w tych czterech tomach mangi, ale myślę, że ta i tak długaśna recenzja wystarczy i polecam wam po prostu sięgnąć po mangę Tsugumiego Oby iTakeshiego Obaty.

Ocena: 9/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s