Recenzja mangi „Jujutsu Kaisen” Tom 1

Japoński rynek mang od kilkudziesięciu ostatnich lat jest zdominowany przez jeden tytuł – „One Piece”. Jednakże w ostatnim czasie coraz częściej słyszy się o rekordach sprzedaży bitych przez zupełnie nowe tytuły, a nie tylko przez kolejne tomy pirackiej przygody, którą wymyślił Eiichiro Oda. Na sam szczyt w zeszłym roku wdrapały się takie pozycje jak „Miecz zabójcy demonów”, „Spy x Family” czy „Jujutsu Kaisen (wszystkie dostępne w naszym kraju) i to właśnie ten ostatni przykuł moją uwagę, gdyż właśnie w Polsce nakładem wydawnictwa Waneko ukazał się jego pierwszy tom.

Już na samym starcie tej historii zdajemy sobie sprawę z tego, że będzie bardzo nietypowa. Oto trafiamy bowiem do pewnego liceum, w którym trwa zebranie klubu… okultystycznego. W Japonii może i jest to coś normalnego, ale bądźmy szczerzy, nam, Polakom nad samym faktem, że ktoś może interesować się demonami, klątwami, itp. ciężko przejść do porządku dziennego. Wróćmy jednak do fabuły. Jednym z członków klubu jest niejaki Yuuji Itadori, obdarzony niezwykłymi, wręcz nadludzkimi umiejętnościami atletycznymi chłopak, który jest członkiem tego kółka przede wszystkim ze względu na fakt, że daje mu to czas na odwiedzanie chorego dziadka w szpitalu.

Pewnego dnia główny bohater natrafia na tajemniczego jegomościa, Fushiguro, który chce odzyskać rzekomo przeklęty przedmiot, będący w posiadaniu klubu okultystycznego. Rzekomo, bo kto normalny uwierzyłby w istnienie klątw, prawda? Okazuje się jednak, że one istnieją i jak to podkreśla Fushiguro „Gdy ludzi przepełniają takie uczucia jak ból, żal lub wstyd… w pobliżu zjawiają się klątwy, które na nich żerują„. Tak się akurat składa, że ów przeklęty przedmiot – ludzki palec – jest bardzo potężny i takiego też demona może obudzić do życia zerwanie z niego pieczęci, do czego oczywiście dochodzi.

W tym momencie dowiadujemy się z czego zrobiony jest Yuuji, który bez wahania rusza na ratunek dwójki swoich kolegów, choć do końca nie wie z czym, ani w jaki sposób przyjdzie mu się zmierzyć. W taki oto sposób trafiamy do świata klątw i poznajemy ludzi, którzy robią z nimi porządek. Przekonujemy się, że nie jest to taka łatwa sprawa, a starcie z Sukuną Dwulicy zostaje przez naszego głównego bohatera przypłacone ogromną ceną, ceną która nadaje bardzo ciekawy kierunek całej historii. Itadori zostaje bowiem postawiony przed następującym wyborem umrzeć na miejscu bądź umrzeć gdy zostaną skompletowane wszystkie przeklęte przedmioty składające się na całość wspomnianego wyżej demona, a żeby było jeszcze ciekawiej, to bohater musi je najpierw zjeść!

Od tej pory Yuuji dzieli ciało z demonem i zmierza w kierunku nieuchronnej śmierci, na którą zostaje skazany po zjedzeniu palucha Sukuny Dwulicy. Na szczęście dla siebie, bohater potrafi w jakiś niewytłumaczalny sposób zapanować nad potworem rezydującym w jego ciele i dzięki słowom swojego dziadka o pomaganiu innych, nie daje się przybić myślą o śmierci i dołącza do technikum Jujutsu w Tokio, stając się tym samym częścią ekipy zajmującej się zwalczaniem klątw. No to już wiecie o czym opowiada „Jujutsu Kaisen”.

Jednym z najlepszych elementów mangi są wspomniane klątwy, które dają autorowi duże pole do popisu. Mogą w końcu przyjmować różne formy, kształty, rozmiary. Mogą być potężne lub słabiutkie, przerażające lub słodkie i już w pierwszym tomie poznajemy niejednego takiego demona, z których każdy na swój sposób robi piorunujące wrażenie. Jednakże nie samymi potworami ta historia stoi, przejdźmy zatem do jej bohaterów.

Przedstawiłem wam już sylwetkę Yuujiego, więc w tym miejscu mogę jedynie dodać, że pozory potrafią mylić. Nie sprawia on bowiem wrażenia najmądrzejszego, ani nawet po prostu mądrego, ale odznacza się niezwykłą inteligencją, a braki nadrabia siłą i odwagą. Generalnie, jest jednak jeszcze zbyt wcześnie by wskazywać ulubioną postać z mangi. Megumi Fushiguro, to z kolei racjonalnie myślącym chłodny, niewątpliwie ambitny i nieco zadufany w sobie zaklinacz. Jest też jego pewny siebie i wyluzowany, ciągle zasłaniający oczy nauczyciel Satoru Gojou, a pod koniec pierwszego tomu poznajemy jeszcze jednego ucznia, a właściwie uczennicę technikum Jujutsu Nobara Kugisaki, patrząca z góry na innych, mająca o sobie wysokie mniemanie zaklinaczka z prowincji. Generalnie, każda do tej pory zaprezentowana nam postać odznacza się bardzo silnym charakterem i wyróżnia się na tle pozostałych przez co śledzenie ich dalszych losów zapowiada się bardzo ciekawie.

Autor mangi Gege Akutami zręcznie operuje cieniem i potrafi świetnie wprowadzić towarzyszącą klątwom atmosferę strachu i mroku. Choć z horrorem radzi sobie bardzo dobrze, to nie oznacza to, że „Jujutsu Kaisen”, to tylko zabijanie potworów na poważnie, wyśmienicie sprawdzają się tu bowiem również elementy komediowe. Pierwsze miejsce zajmują jednak klątwy, o czym wspominałem na początku recenzji. Jako fan wszystkiego co dziwne i nienaturalne, raczej nie będą mi się śnić po nocach, ale potrafię sobie wyobrazić, że niejeden dzieciak na ich widok mógłby mieć koszmary, a to oznacza dobrze wykonaną pracę.

Co zaś tyczy się samej historii i tego jak może ona się potoczyć, już sam fakt, że w teorii nasz główny bohater na sam koniec tej opowieści powinien zginąć sprawia, że chcę wiedzieć jak potoczą się jego losy i jak dotrzemy do punktu kulminacyjnego. Już w tym pierwszym tomie okazuje się, że będzie to droga wyboista pełna zaskakujących zwrotów akcji czy trzymających w napięciu zakończeń poszczególnych rozdziałów. Dopiero poznajemy świat klątw oraz poziom zagrożenia z jakim przyjdzie się zmierzyć bohaterom, więc na początek nasze oczekiwania nie powinny być zbyt wygórowane.

Pomimo faktu, że manga naprawdę mnie zaciekawiła i wciągnęła, nie wiem jeszcze co takiego mogli dostrzec w niej inni czytelnicy, że stała się światowym fenomenem i bestsellerem. Być może jest po prostu za wcześnie na wyciąganie jakichkolwiek wniosków, a z czasem „Jujutsu Kaisen” stanie się dla mnie pozycją obowiązkową. W tej chwili stwierdzam jednak, że jest dobrze, ale nie bardzo dobrze i oczekiwałbym po kolejnym tomie więcej informacji na temat świata klątw, bliższego poznania bohaterów, a może nawet nieco spowolnienia tempa i nie skupiania się przede wszystkim na walkach z demonami. Już w lipcu przekonamy się czy moje życzenia się spełnią, a może po prostu okaże się, że byłem w błędzie.

Ocena: 7/10

Zdjęcia: Własne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s