„Jonah Hex” – Kowboj z potencjałem (niewykorzystanym)

Trwa ekspansja kinowego uniwersum DC. Nie idzie ona jednak w parze z przychylnymi recenzjami krytyków. Zarówno Batman v. Superman jak i Legion Samobójców pozostawiły wiele do życzenia. Dziurawa i momentami bezsensowna fabuła oraz nudni złoczyńcy, to tylko niektóre ze stawianych im zarzutów. Jeśli jednak sięgniemy pamięcią nieco dalej wstecz, to okaże się, że największe doświadczenie DC ma w filmach o Mrocznym Rycerzu, a i te miały swoje problemy. Któż bowiem jest w stanie zapomnieć klapę jaką była „Zielona Latarnia”. Nie inaczej rzecz się ma z ekranizacją komiksu osadzonego w Dzikim Zachodzie, „Jonah Hex.

Jonah Hex to łowca głów, który w trakcie wojny secesyjnej zasłynął jako zabójca rdzennych amerykanów, ale dość szybko uderzyły go wyrzuty sumienia i postanowił z tym skończyć. Niestety, jego koledzy uznali go za zdrajcę i na jego oczach zabili jego rodzinę, a samego Hexa okaleczyli na twarzy. Tak zaczęła się krucjata w doprowadzaniu przestępców przed oblicze sprawiedliwości.

Na początek kilka słów o obsadzie, bo ta jest gwiazdorska. W głównej roli obsadzono Josha Brolina, faceta o twarzy zakapiora, który przynajmniej wyglądem może przypominać łowcę nagród. Jego nemezis, Quentina Turnbulla zagrał John Malković, a w filmie pojawiają się jeszcze Megan Fox, Michael Fassbender czy Will Arnett. Zatem chciałoby się powiedzieć „doborowe towarzystwo”, ale głośne nazwiska nie gwarantują widowiska na miarę oczekiwań fanów.

Wróćmy do fabuły. Hex przemierza dziki zachód, zbiera nagrody za głowy złoczyńców, ale w życiu nie ma większego celu. Gdy dowiaduje się, że Turnbull, który zabił jego rodzinę, żyje postanawia się z nim rozprawić. Tak przedstawia się cała historia. Wydarzenia na ekranie dzieją się zbyt szybko i w kilka minut przechodzimy od żołnierza Konfederatów, przez rodzica, aż do łowcy nagród. Autorzy próbują nam pokazać jak ważna jest dla niego rodzina, nawet po śmierci, a chwilę później Hex korzysta z usług prostytutki granej przez Megan Fox. Gdzie tu sens?

Ciężko powiedzieć coś ciekawego o którejkolwiek z postaci, gdyż jak już wspomniałem, akcja dzieje się bardzo szybko i nie ma czasu aby skupić się na którejkolwiek z nich. Do Hexa dołącza Lilah, z którą ten sypia, a okazuje się, że potrafi ona radzić sobie w walce. John Malković mówi tym swoim grubym, mrocznym głosem, ma nawet włosy i brodę, ale nic ciekawego z tego nie wynika. Na dodatek jak można wyjaśnić fakt, że gdy tylko główny bohater jest bliski śmierci, Indianie ratują mu tyłek i go uzdrawiają. To również nie zostaje nam wyjaśnione.

Podsumowując, film z 2010 r. idzie sobie z nami po łebkach. Wykorzystuje historię o bardzo dobrym potencjale i niesamowicie ją upraszcza. Nie ma to w sobie wiele ani z westernu, ani ze znanych nam komiksowych ekranizacji. Nie spodziewajcie się, że odnajdziecie tu wiele „easter egg’s”. Fabuła jest po prostu nudna, a sceny akcji też nie powalają. Jedyna rzecz jaka mnie zaciekawiła to rola Michaela Fassbendera. Przejrzałem jego filmografię i jak się okazało, zagrał w „Jonah Hex” jeszcze przed wielkim przyspieszeniem jego kariery, choć miał już na koncie ciekawe role. Zagrał szaleńca na usługach Turnbulla. Wiele nie zrobił, ale zapadł w pamięć. Dobry film na zaśnięcie, kiepski dla fanów komiksów. Jeśli go nie obejrzycie, to świat się nie zawali.

Ocena: 5,5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s