„Black Earth Rising” – Sprawiedliwość dla Rwandy

Od dawna telewizja i kino stanowią doskonałe medium do opowiadania o społecznie istotnych tematach takich jak choroby cywilizacyjne, ubóstwo, przemoc. Oglądanie takich produkcji nigdy nie należy do najłatwiejszych, ale nielicznym twórcom udało się je ubrać w odpowiednią formę, przejrzystą dla jak największej liczby odbiorców. Do tej grupy należy zaliczyć nowy serial Netflixa „Black Earth Rising”.

Mówiąc krótko, serial porusza temat wojny i ludobójstwa w Rwandzie oraz następstw tych wydarzeń. Po latach przed Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze mają zostać doprowadzone osoby za nie odpowiedzialne, ale nie wszystko idzie po myśli prawników. Rozpoczyna się rozgrywka o sprawiedliwość dla niewinnie zamordowanych osób.

Cała historia zaczyna się od uniwersyteckiej debaty, w której udział bierze Eve Ashby. Jeden ze słuchaczy podnosi temat zbrodni popełnianych w Afryce, dyskryminacji kontynentu oraz wykładni sądu w Hadze. Już w tym momencie twórcy narzucają pewien ton, za którym będzie podążać fabuła serialu. Temat jest współczesny i bardzo poważny, tylko czy nie zbyt poważny na serial fabularny?

Główną bohaterką jest Kate Ashby, przybrana córka Eve, którą ta uratowała będąc w Rwandzie. Poszła ona w ślady matki i została prawniczką. Nieprzewidziane okoliczności powodują, że angażuje się w śledztwo związane ze zbrodniami wojennymi we wcześniej wspomnianym afrykańskim państwie.

Przez osiem odcinków podróżujemy między Europą, a Afryką, chwilami jesteśmy też w Ameryce Północnej. Poznajemy kolejne informacje i odkrywamy tajemnice, a to wszystko ma prowadzić do skazania winnych, przede wszystkim zaś generała Simona Nyamoya i Patrice’a Ganimanę.

Pierwszy odcinek spokojnie zarysowuje nam fabułę, przedstawia większość graczy, ale prawdziwa akcja rusza dopiero pod jego koniec, gdy miejsce mają wstrząsające wydarzenia. O nich dowiecie się jednak już sami. Powiem tylko, że warto przetrwać tę pierwszą godzinę, bardzo informacyjną i powolną, bo wynagrodzenie jest sowite.

W główną rolę wcieliła się Michaela Coel i jest ona jedną z wielu osób w obsadzie o silnych afrykańskich korzeniach (Nyasha Hatendi, Noma Dumezweni, Wale Ojo, Sule Rimi) co w przypadku tej historii wydaje się być niezbędne. Postacią, która przykuła moją uwagę do tego projektu jest John Goodman, który tworzy z aktorką bardzo dobrą ekranową parę. Czuć między porozumienie i chemię, a wszystkie ich interakcje są wiarygodne i świetnie napisane.

Mocnym punktem serialu jest jego przywiązanie do faktów i powolne, stopniowe budowanie napięcia. Pomimo tego, że zagrożenie wydaje się być oddalone od głównych bohaterów, cały czas czuć czające się na nich niebezpieczeństwo. W każdym momencie ta historia mogłaby pójść w zupełnie innym kierunku, przez co widz często czuje się zaskoczony.

Ciekawym elementem „Black Earth Rising” okazały się być także jego animowane fragmenty, nakręcone w czarno-białych kolorach, odnoszące się bezpośrednio do zajść w Rwandzie. Potęgują one odczucia związane z ludobójstwem i dobitnie uświadamiają ich skalę i okrucieństwo. Co jednak ważne, serial pokazuje spojrzenie obu stron konfliktu na sytuację, która miała miejsce oraz jej skutki.

Świetna jest także ścieżka dźwiękowa łącząca zarówno rytmy afrykańskie, utwory muzyki klasycznej jak i muzykę pop. W klimat serialu doskonale wprowadza nas mroczne intro z piosenką Leonarda Cohena „You Want It Darker” w tle, zupełnie jakby została stworzona specjalnie na potrzeby „Black Earth Rising”.

Nie był to dla mnie łatwy seans. Sama historia i sposób jej przedstawienia przypadły mi do gustu. Mam jednak mieszane odczucia co do głównej bohaterki. Momentami wydaje się przyjmować dramatyczne wydarzenia na chłodno, jakby bez uczuciowo, szybko ruszając do przodu. Z innej strony są chwile gdy działa impulsywnie, pod wpływem emocji, a jej reakcje wydają się być wyolbrzymione. Przez ten dysonans w jej zachowaniu czasem ciężko śledzić fabułę, która została pokazana z jej perspektywy.

Do tego pojawiają się również pewne wątki, czy informacje dotyczące bohaterów, które ostatecznie nie mają większego przełożenia ani na ich życie, ani na samą fabułę. Można tu wspomnieć choćby o chorobie jednej z postaci, która najpierw przewija się w tle i wydaje się, że jest to istotny element tej historii, ale później ta kwestia zostaje ot tak rozwiązana, jakby zabrakło czasu by pociągnąć ten temat do przodu.

Świetnie spisuje się z kolei John Goodman. Do tej pory jeszcze nie widziałem go w tak wyważonej i stonowanej roli. Mimo to są jednak chwile gdy wydaje mi się, że grana przez niego postać zupełnie nie pasuje do tej historii. Do tego dochodzi jeszcze zakończenie, które wydaje się być zbyt proste i wyidealizowane, i raczej nie zostawia otwartej furtki na ewentualną kontynuację.

„Black Earth Rising” kupiło mnie poważnym tematem, nakreślonym tłem historyczno-politycznym i międzynarodowym śledztwie prawniczym, ale zostawiło mnie też nieco zagubionego i skonsternowanego przez niektóre nielogiczne wydarzenia i wybory postaci. Jest to jednak serial warty obejrzenia, istotny ze społecznego punktu widzenia. Z pewnością nie jest tak irytujący jak wiele coraz częściej wręcz narzucanych widzowi tytułów poruszających tematykę dotyczącą kultury, polityki i problemów czarnych społeczności.

Ocena: 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s