Recenzja komiksu „Transmetropolitan” tom 2

Gdy codziennie rano wstaję i przeglądam wiadomości, często nie mogę wyjść z podziwu w jak szalonych czasach przyszło nam żyć. Zewsząd atakują nas fake newsy, a media coraz bardziej tracą wiarygodność na co wpływ ma wiele czynników. W takiej sytuacji przydałby się ktoś odważny, kto nie boi się niczego i nikogo, komu zależy na sprawiedliwości i opowie nam prawdę „prosto z mostu”. Potrzebujemy kogoś takiego jak Pająk Jeruzalem.

Bohater komiksu „Transmetropolitan”, ciągle naćpany, nachlany, nabuzowany, zakręcony dziennikarz z misją przekazywania prawdy powraca z wielkim reportażem. Drugi tom jego dziwacznej, ale jakże dającej do myślenia historii skupia się na kampanii prezydenckiej, w której według Pająka nie ma dobrych kandydatów, gdyż każdy ma coś na sumieniu, a władza demoralizuje. Pora odkryć brudne sekrety polityków z samego szczytu, a przy okazji nieźle się ubawić.

Stworzone przez duet Ellis-Robertson historie „Rok drania” i „Nowe męty społeczne” zabierają nas za kulisy wielkiej polityki i w charakterystyczny, obrazoburczy i wyolbrzymiony sposób pokazują nie tylko jakie mechanizmy wprawiają tę ideologiczną maszynę w ruch, ale również jak manipuluje się opinią publiczną i jakie miejsce w tym całym procesie zajmują media na czele z narwanym Pająkiem.

Nasz bohater przyzwyczaił nas w pierwszym tomie do dążenia do swoich celów po trupach. Jak trzeba kogoś zlać to z chęcią to zrobi. Gdy ma doła i potrzebuje energii to czemu miałby nie sięgnąć po najnowsze osiągnięcia w dziedzinie najbardziej zaawansowanych używek. Nie straszne mu wszelkiego rodzaju groźby i gdy na czymś się uweźmie to stara się doprowadzić sprawę do końca, choć zdaje sobie sprawę z ułomności otaczającego go świata.

W drugim tomie „Transmetropolitan” pojawia się nowa asystentka głównego bohatera Yelena Rossini. Choć z wyglądu zupełnie różni się od swojej poprzedniczki Channon Yarrow i na pierwszy rzut oka emanuje z niej sporo negatywnej, depresyjnej energii, nie ma lekko z Pająkiem. Ciągłe zgrzyty, kłótnie i niespodziewany, łóżkowy zwrot akcji sprawia, że relacje między współpracownikami są bardzo napięte i stają się źródłem wielu zabawnych sytuacji.

Pojawia się tu również ciągle uśmiechnięty, a przez to przerażający kandydat na prezydenta senator Gary Callahan. Taka buźka musi skrywać niejeden sekret i Pająk wychwytuje to błyskawicznie. Jego dziennikarska kampania nie należy jednak do najłatwiejszych choć w pewnym momencie ponownie zyskuje popularność, czego jednak nienawidzi gdyż ma ona negatywny wpływ na jego pisanie.

Drugi tom „Transmetropolitan” to kolejna porcja wyszukanych wulgaryzmów, jechania po bandzie, wywoływania sraczki, łapania się za jaja, itp. Najlepsze jest to, że w tym na swój sposób pokręconym chaosie twórcy potrafią w odpowiednich chwilach sprowadzić czytelnika na ziemię. Uzmysławiamy sobie bowiem, że nieważne jak szalone sytuacje przedstawia komiks, gdyż za każdym razem znajdują one odniesienie w realnym świecie, nawet ponad dwadzieścia lat po jego powstaniu!

Podobnie jak w tomie pierwszym tak i tym razem zostajemy zalani feerią kolorów, dopracowanymi i oryginalnymi wizerunkami postaci oraz całym otaczającym ich światem, do którego z wielką chęcią chciałoby się przeniknąć. Najbardziej podobają mi się jednak te fragmenty komiksu, w których na pierwszy plan wysuwa się umęczone, zaćpane, szalone oblicze Pająka. Wylewa się z niego tyle emocji, że aż nie wiadomo czy mu współczuć, czy się z niego śmiać.

Choć przedstawiona w komiksie historia wciąga na całego, to od samego początku podświadomie zdajemy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza. W końcu mamy do czynienia z destrukcyjną osobowością jaką jest Pająk Jeruzalem. W drodze do finału trafiamy na farmę bękartów, do nowego wypasionego mieszkania bohatera czy na zapyziałe ulice takie jak Clumy Square.

„Transmetropolitan” to jeden z tych komiksów, które śmiało mogłyby służyć jako podstawa dla naukowego wykładu z dziedziny mediów, socjologii czy filozofii. To świetna rozrywka, napisana i narysowany w oryginalny i genialny sposób, wręcz nie można się od niej oderwać. Gdy jednak dochodzimy do ostatnich stron i musimy zakończyć lekturę czujemy się jak alkoholik na kacu, który tylko czeka by sięgnąć po kolejną szklankę ukochanego trunku.

Ocena: 9/10

Zdjęcia: Egmont.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s