Perfekcyjna historia ze świata Człowieka-Pająka – recenzja filmu Spider-Man: Bez drogi do domu

Spider-Man prawdopodobnie przeżył więcej jako nastolatek niż większość herosów Marvela przez całe swoje życie. Brał udział w konflikcie Avengersów, walczył u boku Iron Mana, Doktora Strange’a i Strażników Galaktyki przeciwko Thanosowi, musiał poradzić sobie z utratą swojego mentora, kogoś kto był dla niego jak ojciec, a na sam koniec cały świat poznał jego tożsamość. Przyznacie, że niełatwo to wszystko przetrawić. Teraz przyjazny pajączek staje jednak przed największym wyzwaniem.

Spider-Man: Bez drogi do domu to już trzeci film o przygodach Człowieka Pająka, który powstał przy współpracy Sony i Marvel Studios. Tytuł ten jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z produkcji Spider-Man: Daleko do domu i rozpoczyna się od trzęsienia ziemi w życiu naszego bohatera. Teraz wszyscy już wiedzą, że Spider-Man to Peter Parker!

Co, gdzie, kiedy i jak?

Obserwujemy jak nasz bohater stara się poradzić sobie z tą sytuacją. Widzimy jaki wpływ ma to na jego najbliższych, ciocię May, Happy’ego, Neda i MJ. Spodziewamy się, że nie będzie łatwo, ani przyjemnie i tak też jest. Peter to tylko nastolatek, co bardzo mocno podkreślano w poprzednich dwóch filmach o Spider-Manie. Zamiast ratować świat powinien cieszyć się urokami dojrzewania, spędzać czas z przyjaciółmi i dziewczyną, a nie walczyć z kosmicznym najeźdźcą.

Jak to często bywa w filmach Marvela, przypadek powoduje że Peter wpada na pomysł jak poradzić sobie z tą sytuacją. Wśród starych halloweenowych ozdób dostrzega postać czarodzieja i od razu na myśl przychodzi mu Doktor Strange’a. Kto jeśli nie mag będzie w stanie znaleźć sposób na posprzątanie tego bałaganu, prawda?

Wszystko zmierza ku wykonaniu zaklęcia. Świat ma zapomnieć, że Peter Parker to Spider-Man. Wykonywanie zaklęć to jednak delikatna sprawa, a ciągłe nawijanie naszego bohatera i kolejne prośby by czar nie uwzględniał jego najbliższych powoduje, że nawet wielki Doktor Strange ma problemy i ostatecznie robi fuszerkę. Nie udaje mu się wykonać zaklęcia. Co więcej, ma to swoje efekty uboczne. Z innych światów przedostali się niebezpieczni osobnicy, których trzeba będzie odesłać. I tak Spider-Man razem z przyjaciółmi staje naprzeciw znanych nam z innych filmów wrogów superbohatera.

Spider-Man: Bez drogi do domu czyli Człowiek-Pająk pełną gębą

Spider-Man: Bez drogi do domu stanowi kwintesencję tego za co fani na całym świecie kochają Człowieka-Pająka. Z jednej strony mamy tutaj typową dla Marvela rozrywkę stanowiącą połączenie humoru, dynamicznej akcji i pewnej dawki dramatu. Mnóstwo efektów specjalnych i wspaniałych scen walki. Z drugiej strony, mamy skupienie się na Peterze i jego dojrzewaniu. Bohater będzie musiał dojrzeć do wielkiej odpowiedzialności jaką jest wielka moc, którą posiada. Będzie musiał dokonać najtrudniejszych wyborów w swoim życiu, poświęcając to co kocha najbardziej by ocalić świat. Właśnie to poświęcenie, droga Spider-Mana, który nie zabija złoczyńców, a stara się im pomóc, stanowi motyw przewodni filmu.

Reżyser filmu Jon Watts świetnie opowiada o misji Spider-Mana. Doskonale poradził sobie z wyzwaniem jakim było wrzucenie do jednego worka kultowych wrogów superbohatera, których fani bardzo dobrze pamiętają czy to z trylogii Sama Raimiego czy filmów Marca Webba. Potrafił sprawić, że tak absurdalny pomysł jak zaklęcie Strange’a nikogo nie zażenował. Podczas seansu, na który się udałem widownia żywo reagowała na ekranowe wydarzenia, śmiejąc się, wzdychając, wydając z siebie okrzyki zaskoczenia, płacząc, a na koniec puentując wszystko ograniczoną przez pandemię burzą braw.

Gdy raz wejdziesz do tego świata, na zawsze w nim zostajesz

Czas na duże spoilery, bo te w dużym stopniu czynią Spider-Man: Bez drogi do domu filmem, który trzeba obejrzeć. Do ról ikonicznych złoczyńców wracają znani nam aktorzy. Pojawia się Willem Dafoe jako Zielony Goblin, Alfred Molina jako Doktor Octopus czy Rhys Ifans jako Jaszczur. Mamy też Sandmana i Elektro, czyli kolejno Thomas Haden Church i Jamie Foxx. Nie dość, że wszyscy sprawiają wrażenie jakby nigdy nie wyszli ze swoich ról, to jeszcze dają nam coś ekstra. Fantastycznie złowieszczy jest Defoe, Molina pozytywnie zaskakuje, pokazując pierwiastek dobra doktora, a Jamie Foxx kradnie show swoimi żartami.

Swoje robi również Benedict Cumberbatch jako Doktor Strange. Dzięki efektom specjalnym jesteśmy w stanie zobaczyć jako potężnym bohaterem stał się mag. Świetnie wypada jego relacja ze Spider-Manem. Nie jest on zastępcą Tony’ego Starka i mentorem, ale raczej starszym, podirytowanym błędami pajączka przyjacielem. Na pochwałę zasługują jednak przede wszystkim Zendaya i Tom Holland. Świetnie ogląda się związek Petera i MJ, tak niewinny i ciepły. Aktorzy naprawdę dają z siebie wszystko i czuć, że Spider-Man: Bez drogi do domu to coś specjalnego.

Choć postaci jest tutaj tak wiele, to udało się uwypuklić charakterystyczne cechy każdego z nich. Wrogowie pajączka, to jednak nie koniec niespodzianek, gdyż tak jak większość z nas się tego spodziewała, w filmie pojawiają się Tobey Maguire i Andrew Garfield, którzy ramię w ramię z Tomem Hollandem stają naprzeciw złoczyńców. Również w ich przypadku ma się poczucie, że nigdy nie rozstali się ze Spider-Manem. Pomaga w tym świetny scenariusz, za który odpowiadają Chris McKenna i Erik Sommers.

Oglądając Spider-Man: Bez drogi do domu nie mogłem uciec wrażeniu, że wszystkie dowcipy, dialogi i kombinacje jakie chciałem zobaczyć i usłyszeć przy spotkaniu trójki Spider-Manów oraz powrocie Zielonego Goblina i spółki znalazły się w filmie. To trochę tak jakby scenarzyści bardzo umiejętnie przeczytali w umysłach wszystkich fanów i chwała im za to. Większość osób śmiała się do łez gdy Andrew Garfield nastawiał kręgosłup Maguire’a, gdy ta dwójka spotkała się po raz pierwszy w domu babci Neda. Fantastyczny było również to jak doświadczenia poszczególnych Spider-Manów się przenikały i jak każdy z nich mógł dzięki tej sytuacji osiągnąć swego rodzaju katharsis, by wspomnieć chociażby Petera Parkera, który nie zdołał ocalić Gwen Stacy, lecz tutaj udało mu się uratować MJ.

Fantastyczny finał

W trakcie seansu niejeden raz uroniłem łzę, ale to jego zaskakujące zakończenie najbardziej mnie poruszyło. Peter w końcu rozumie, że wielka moc to wielka odpowiedzialność i jest gotowy na największe poświęcenie. Ten rozdział przygód Spider-Mana został pięknie podsumowany. Jednocześnie, finał Spider-Man: Bez drogi do domu otworzył przed franczyzą mnóstwo możliwości i nowych dróg do obrania.

Spider-Man to mój pierwszy i ulubiony superbohater. Oglądając kolejne części filmów o jego przygodach zawsze brakowało mi czegoś u odtwórców głównej roli. Nie czułem się w pełni tak jak w dzieciństwie gdy zaczytywałem się w komiksach i oglądałem serial animowany o perypetiach pajączka z sąsiedztwa. Zaczęło się to zmieniać wraz z pojawieniem się Toma Hollanda, a to zwieńczenie pewnego rozdziału w historii bohatera jakim jest Spider-Man: Bez drogi do domu okazało się być dla mnie niesamowitym przeżyciem. To zdecydowanie najlepszy blockbuster 2021 r., który zarazem jest świetną produkcją familijną, tytułem o dorastaniu i o superbohaterach. Obyśmy długo nie musieli czekać na kolejną porcję takich opowieści!

Zdjęcia: https://www.spidermannowayhome.movie/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s