Recenzja filmu BigBug

Co by było gdyby sztuczna inteligencja obróciła się przeciwko swoim stwórcom? Na ten temat wypowiadało się już wielu pisarzy, komiksiarzy, czy filmowców. Tym razem wypowiada się o tym Jean-Pierre Jeunet. Reżyser takich filmów jak Amelia czy Obcy: Przebudzenie powraca w najnowszym filmie Netflixa zatytułowanym BigBug z niezwykle barwną, zabawną i dającą do myślenia komedią.

Akcja filmu toczy się w przyszłości, w 2045 r. Jak można szybko zauważyć, wszystko kręci się wokół nowoczesnej technologii. Istnieją roboty, które wyręczają ludzi praktycznie w każdej życiowej czynności, od odkurzania, przez sterowanie domem, aż po pilates.

Gigantyczny korek na francuskiej ulicy powoduje, że grupa osób zostaje zamkniętych w domu bez drogi wyjścia. Domowy system uznaje bowiem, że na zewnątrz panuje większe zagrożenie dla mieszkańców niż w środku i nie pozawala im opuścić domu. W ten oto sposób pewna pani domu oraz jej gość wraz z synem zostają uwięzieni z byłym mężem kobiety i jego narzeczoną, sąsiadką oraz nastoletnią córką, a przede wszystkim grupą domowych robotów, które boją się, że tracą zaufanie swoich właścicieli, więc chcą poczuć się jak ludzie.

BigBug pokazuje w jakim kierunku może zmierzać nasze uzależnienie od technologii. W mniejszym stopniu przedstawia również jak ludzie potrafią się zachowywać w ekstremalnych warunkach jakim zostają poddani odizolowani od świata zewnętrznego bohaterowie oraz jak technologia wpływa na międzyludzkie relacje.

W filmie podobał mi się zarówno humor, gra aktorska jak i sama warstwa wizualna. Te zdjęcia, dobrana kolorystyka, efekty specjalne składają się na atrakcyjną całość, która zapada widzowi w pamięć. Wnętrze mieszkania, w którym toczy się akcja BigBug zrobiło na mnie duże wrażenie. Przeszłość łączy się w nim z przeszłością, gratuluję twórcom tego pomysłu.

Wróćmy na chwilę do gry aktorskiej. Siłą filmu jest jego obsada. Nie jest to tytuł, w którym jeden aktor czy aktorka wyróżnia się na tle pozostałych. Wszyscy bardzo dobrze wywiązują się ze swoich ról, a mamy tutaj gromadkę naprawdę barwnych postaci. Jedna z głównych bohaterek Alice zaprasza do domu gościa Maxa, który przychodzi wraz z synem. Pomiędzy kobietą, a mężczyzną gołym okiem widać napięcie seksualne, a ich nieudane próby dokonania „konsumpcji” są jednym z zabawniejszych wątków w całym filmie. Max to po prostu napalony facet w średnim wieku, który chce zaliczyć. Sąsiadka Francoise ma seksualnego robota, były mąż Alice Victor przybywa wraz z narzeczoną w typie głupiutka sekretarka, a córka Alice, Nina to zbuntowana nastolatka. Obrazu dopełniają najciekawiej prezentujące się androidy. Jeden z nich to robot-zabawka, drugi odkurzacz, trzeci to super-inteligentna głowa, a czwarty to swego rodzaju pokojówka z przerażającym spojrzeniem.

Film trwa dwie godziny i naprawdę wciąga. Dopełnieniem tej absurdalnej komedii jest zakończenie wyjaśniające nam jak właściwie doszło do całej sytuacji, czyli zamknięcia bohaterów w domu. Można powiedzieć, że ostatecznie wygrywa człowiek, ale nauczkę ma na całe życie. BigBug to naprawdę przyjemne kino. Nie jest to może najbardziej złożony, czy poważny tytuł, ale ten styl i humor mnie kupił.

Zdjęcia: Netflix

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s