Myślę, że zgodzicie się ze mną gdy napiszę, że dobrej parodii w dzisiejszych czasach ze świecą szukać. Czasy przezabawnych komedii Mela Brooksa, serii Naga Broń czy nawet pierwszych Strasznych Filmów bezpowrotnie minęły. Osobą, którą wiele osób kojarzy z tym gatunkiem jest dawno nie widziany na szklanym ekranie Mike Myers kojarzony przede wszystkim z roli Austina Powersa i doktora Zło, lecz również Wayne’a Campbella czy występów w programie Saturday Night Live. Po niemal dekadzie przerwy od grania Kanadyjczyk zagrał kilka mniejszych ról, a teraz na dobre powrócił w nowym serialu Netflixa zatytułowanym Pentawerat.

Sześcioodcinkowy serial to w jakimś stopniu hołd autora, wspomnianego Mike’a Myersa, złożony lokalnym dziennikarzom, głównym bohaterem jest tu bowiem taki jegomość. Nazywa się Ken Scarborough i jest uosobieniem pewnego stereotypu dotyczącego Kanadyjczyków – jest wręcz do bólu miły i zawsze postępuje słusznie.

Niestety nasz bohater wylatuje z roboty, ma jednak plan jak ją odzyskać. Zbliża się konwent dla miłośników konspiracji i właśnie tam Ken chce znaleźć wielki temat, dzięki któremu odzyska ukochane stanowisko w kanadyjskiej telewizji. Niebawem okazuje się, że sympatyczny bohater pakuje się w spisek mający na celu zniszczenie od środka tajnej organizacji zwanej Pentawerat, która z ukrycia zajmuje się utrzymaniem pokoju na świecie. Jak mówi narrator z intro serialu pan Jeremy Irons, od podobnych organizacji różnią się tym, że są… mili.

I tak Mike Myers nabija się z teorii spiskowych, sekretnych organizacji, ale także stereotypów dotyczących Kanady i Kanadayjczyków, z samego Mike’a Myersa, czy z poprawności politycznej panującej m. in. w produkcjach Netflix. Choć w kwestii humoru żarty sprawdzają się tylko w części, raz nie sposób się nie śmiać, a kiedy indziej czujemy zażenowanie, to w Pentawerat jest coś przyciągającego. Tym czymś, a raczej tym kimś jest wspomniany aktor, scenarzysta, producent i pomysłodawca serialu, który wciela się tu w bodaj 9 ról.

Gdybym miał krótko opisać Pentawerat, to powiedziałbym typowy Mike Myers. Mamy tu z jego strony mnóstwo przebieranek, naśladownictwa i absurdu. Choć fabuła serialu jest prosta jak budowa cepa to generalnie, jego seans jest naprawdę przyjemny. Być może gdyby znalazł się ktoś, kto byłby w stanie zapanować nad szalonymi pomysłami przez co serial byłby mniej kiczowaty i po prostu lepszy. Tak niestety nie jest.

Jeśli jesteście fanami kanadyjskiego komika to spokojnie możecie obejrzeć Pentawerat. Może nie sięga on poziomu pierwszego Austina Powersa, ale z pewnością nie jest to tak słaby i żenujący tytuł jak Guru miłości. To ten rodzaj zupełnie nie angażującej produkcji, której od czasu do czasu potrzebuje każdy z nas by spuścić trochę pary i się odstresować. Przekonajcie się sami.

Zdjęcia: Netflix

Leave a Reply

%d bloggers like this: