Site icon Z innego świata

Schody – recenzja serialu HBO Max

Schody - plakat serialu

Nie od dziś wiadomo, że źródłem wielu historii opowiadanych przez seriale są faktyczne wydarzenia. Jedną z takich produkcji jest najnowszy tytuł HBO Max, który na wziął na rozkład głośną przed laty sprawę. Ginie żona, oskarżony o morderstwo zostaje jej mąż, ale nie przyznaje się on do winy, twierdząc że miał miejsce wypadek. Sęk w tym, że kobieta jest tak zmasakrowana, iż ciężko uwierzyć w słowa mężczyzny. A wszystkiemu miały być winne schody.

Schody to licząca osiem odcinków historia pisarza Michaela Petersona. Choć widzimy, że ma w sobie sporo arogancji, a jego stosunek do dzieci można by nazwać co najmniej obojętnym, to wydaje się być kochającym mężem, trochę taka ciapcia. Na pewno nie sprawia wrażenia osoby, która upozorowała wypadek małżonki. Sprawa śmierci stawia jednak wiele znaków zapytania, na które serial stara się odpowiedzieć, przedstawiając kolejne wydarzenia z tego niezwykłego, znanego wydarzenia.

Historia oparta na faktach

Serial przedstawia nam kolejne etapy procesu, w którym oskarżonym jest wspomniany Michael. Przyglądamy się pracy prokuratury, a także obrońców bohatera. Najciekawsze w tym wszystkim są jednak reakcje Petersona. Jeśli bowiem chodzi o jego gesty, mimikę i zachowanie już po śmierci żony Kathleen to wydają się one być sztuczne i wymuszone. W trakcie rozprawy sądowej ciężko uwierzyć, że to jej kochający mąż.

Schody uzmysławiają nam, że wszyscy skrywamy jakieś tajemnice. Zastanawiamy się czy jesteśmy w stanie w pełni się poznać, nawet jeśli jesteśmy małżeństwem z długim stażem. W przypadku tej historii szybko na jaw wychodzi najistotniejszy dla rozwoju wydarzeń sekret Petersona. Bohater stwierdza w końcu, że jest biseksualny, o czym nie wiedziała jego rodzina. Gdy się o tym dowiadujemy zaczynamy jednak myśleć, czy rzeczywiście jest biseksualny. Może jest to tylko wygodna przykrywka dla jego homoseksualizmu. Jeszcze jeden istotny szczegół jego historii zostaje nam przedstawiony na sam koniec serialu. Twórcy nie stawiają tu żadnego jednoznacznego stwierdzenia w tym temacie.

Schody – przede wszystkim świetna obsada

Serial HBO Max to przede wszystkim warta zobaczenia rola Colina Firtha jako Michaela Petersona. Myślę, że wiele osób wciąż kojarzących brytyjskiego aktora z ról przystojniaków i amantów pozna go tutaj z zupełnie innej strony. W takim wydaniu jeszcze nie miałem okazji go zobaczyć. Sprawia to, że ten występ jeszcze bardziej odciska się w mojej pamięci. Najważniejsze są tutaj detale i niuanse, nad którymi ma pełną kontrolę i z których doskonale korzysta.

W Schodach Firthowi partnerują Toni Collette, Sophie Turner, Dane DeHaan, Michael Stuhlbarg czy Juliette Binoche. Jak zatem widzicie obsada pełna jest znanych i uznanych nazwisk. Wszyscy dobrze sprawdzają się w swoich rolach. Nie da się jednak ukryć, że historia kręci się wokół Michaela i to on przykuwa większość naszej uwagi w trakcie oglądania.

Choć historia jest tutaj bardzo wciągająca, a odkrywanie kolejnych faktów i bliższe poznawanie Michaela Petersona jest niezwykłym doświadczeniem, to serial ma swoje wady. Pierwszą z nich jest powolne tempo narracji. Mniej więcej w połowie produkcji można odnieść wrażenie, że twórcy niepotrzebnie przeciągają fabułę. Przez to, momentami robi się naprawdę nudno. Widz ma wrażenie, że najważniejsze do tej pory fakty już poznał. Nieco irytujące jest również ciągłe skakanie między jednym okresem czasu, a drugim. Niekoniecznie ułatwia nam to przyswojenie historii. Po trzecie, wiele osób, które miały okazję widzieć serial dokumentalny z 2004 r., może w Schodach nie znaleźć nic ciekawszego, ani oryginalniejszego.

Podsumowanie

Ostatecznie, chęć zobaczenia Firtha w roli Michaela Petersona przeważa szalę i skłania do obejrzenia serialu. Nie jest to tytuł doskonały, ale występ Brytyjczyka zasługuje na wszelkie pochwały i już teraz śmiało można traktować aktora jako faworyta do zdobycia wszelkich telewizyjnych nagród za ten sezon.

Zdjęcia: HBO Max

Exit mobile version