Thanos

Za sprawą filmów studia Marvel nową popularność zyskali nie tylko kultowi bohaterowie komiksów, nieco mniej znane, a czasem nawet obskurne postaci, ale także złoczyńcy. Wśród nich najbardziej w oczy rzuca nam się Loki, który stał się ulubieńcem widzów. Ja chciałbym skupić się jednak na postaci największego jak do tej pory zagrożenia dla uniwersum Marvela, czyli na Thanosie. A chcę skoncentrować się właśnie na nim za sprawą kolejnego tomu kolekcji Ciemna Strona Marvela, zatytułowanym po prostu Thanos.

Tym razem, w ramach kolekcji mamy do czynienia z raptem dwoma historiami. Za scenariusz obu z nich odpowiada Jim Starlin, twórca postaci Thanosa, specjalista jeśli chodzi o wydarzenia rozgrywające się w kosmicznej części uniwersum Marvela. Jednakże, tylko w jednej z tych historii Szalony Tytan odgrywa pierwszoplanową rolę. W drugiej jest on raczej postacią epizodyczną, ważnym elementem historii, pozwalającym prawdziwemu herosowi dojść do określonego celu, ale nie głównym bohaterem. Taki wybór dziwi, gdyż ten tom powinien być w pełni poświęcony złoczyńcy.

Fioletowy spotyka Zielonego

Zacznijmy od komiksu, w którym Thanosa mamy mniej. Jest to w miarę świeża historia, bo z 2014 r., nosząca tytuł Thanos kontra Hulk. To naprawdę zabawne, gdyż szybko przekonujemy się, że to nie Thanos będzie największym zmartwieniem zielonego bohatera. Ten zostaje bowiem porwany do Strefy Negatywnej, gdzie swój złowieszczy plan przejęcia niezwykłych mocy Hulka planuje niejaki Annihilus.

Jako, że w to wszystko wmieszał się pewien zabawny, teleportujący się troll Pip. Zaślepiło go uczucie do pewnej panienki i ta chciwość sprawiła, że wszedł w konszachty ze wspomnianym Annihilusem, dostarczając mu Hulka. Na szczęście, po czasie się zreflektował i zaczął planować jakby tu bohatera uwolnić. A że w przeszłości miał okazję współpracować z Thanosem, to pomyślał, że wykorzysta go do pomocy. I tak oto nasz Tytan znajduje swoje miejsce w tym komiksie.

Niewątpliwie jednym z najfajniejszych momentów w komiksie jest starcie Thanosa z Hulkiem. Tytan nie jest skory do pomocy, ale do bitki już jak najbardziej. Przekonujemy się, która z tych potężnych postaci jest silniejsza. Pojedynek jest po brzegi wypełniony niszczycielską siłą, ale sami musicie przekonać się kto wyszedł z niego zwycięsko. Dodam tylko, że nie toczy się on w znanej nam rzeczywistości, więc może nie powinniśmy traktować jego rezultatu aż tak na serio?

Thanos

Choć w kwestiach wizualnych jak i fabularnych jest to historia naprawdę przyzwoita, to jakoś mnie nie urzekła. Mam wrażenie, że akurat takich komiksów w Marvelu jest na pęczki. Poza tym nie wnosi ona zbyt wiele ani do postaci Hulka/Bannera, ani tym bardziej Thanosa. Poza tym wątek z odbieraniem, czy kopiowaniem mocy Hulka jest mocno oklepany i dobrze nam znany. Naprawdę nie wiem czemu akurat Thanos kontra Hulk znalazł miejsce w tym komiksie. Jest on jednak przyzwoitą przystawką przed daniem głównym.

Thanos i jego kamienie

Tym jest komiks Wyprawa Thanosa z 1990 r. Muszę przyznać, że właśnie za takie pod wieloma względami nieszablonowe i oryginalne historie kocham Marvela. Już na samym wstępie Starlin zaznacza, że nie mamy tu do czynienia z postacią dobrą. Poznajemy bohatera zakochanego w pani Śmierci. Do tego stopnia, że jest w stanie zrobić dla niej absolutnie wszystko, łącznie ze zniszczeniem wszechświata. W krótkim czasie autor doskonale zarysował obsesję Tytana, jednocześnie kusząc czytelnika jego osobowością, wyborami i planami.

W dużym skrócie, Thanos wyrusza na poszukiwania Kamieni Mocy, którym z czasem sam nadaje nazwę Kamieni Nieskończoności. Jednakże, w odróżnieniu od filmów Marvela, zdobywa je walcząc, czy przechytrzając szereg unikalnych, w części bliżej nam nieznanych postaci. Przemierza cudownie ukazaną przestrzeń kosmiczną, mierząc się z Kolekcjonerem, Wielkim Mistrzem, In-betweenerem, Czempionem, Ogrodnikiem i Biegaczem. Każdy z jego pojedynków jest oryginalny i nieprzewidywalny, lecz bohater jest o krok przed swoimi rywalami, znając pełnię możliwości Kamieni.

Jest pewna pociągająca pustka i tajemniczość w postaci Thanosa. Choć jest chytry, a nawet bezwzględny, to z wielkim zaciekawieniem śledzimy jego dalsze losy. Starlin tworzy bardzo złożonego bohatera, niejednoznacznego i w zaskakujący sposób kończy Wyprawę Thanosa. Do tego po prostu piękne i idealnie pasujące do tej narracji są rysunki Rona Lima. Jakże kolorowe, błyszczące, pełne energii i swego rodzaju kontrolowanego chaosu. Bardzo przypadł mi do gustu ten styl i cała historia, dla której warto zainwestować w ten właśnie komiks.

Thanos

Ocena: 7,5/10

Leave a Reply

%d bloggers like this: