Choć zdecydowana większość animacji Disneya, na których się wychowałem, to dziś prawdziwe klasyki, nie dotyczy to wszystkich produkcji studia, które miałem okazję obejrzeć jako dzieciak. Nie kojarzę takiego tytułu od wytwórni Myszki Miki, przy którym bym się nudził, ale ich poziom, z różnych względów, zawsze się wahał. Dobrym tego przykładem są Nowe szaty króla.
Akcja animacji z 2000 roku toczy się w bliżej nieokreślonym starożytnym imperium, inspirowanym historią i kulturą Inków oraz innych ludów z Ameryki Południowej. Główny bohater jest dosyć nietypowy jak na produkcje Disneya. To młody, a przede wszystkim dosyć arogancki i samolubny cesarz, Kuzco, który widzi niewiele poza czubkiem swojego nosa.
Na życie Kuzco czyha rzekomo wierna doradczyni Yzma, która tak naprawdę chce przejąć władzę. W tym celu zleca swojemu pomocnikowi, Kronkowi, podanie cesarzowi eliksiru. Nie wszystko idzie jednak po ich myśli. Zamiast bowiem zginąć, bohater zamienia się w… lamę. Zagubiony w wielkiej dżungli, Kuzco stara się wrócić do domu, przekonany że Yzma zmieni go z powrotem w człowieka. Jedyne wsparcie otrzymuje jednak od poddanego, którego dom zamierza zniszczyć, by wybudować luksusowy kurort.
To, o czym jest ta opowieść, dostrzegamy bardzo szybko. Nowe szaty króla starają się pokazać widzom, przede wszystkim najmłodszym, co naprawdę jest w życiu ważne. Do prawdziwego szczęścia nie prowadzi bogactwo, materializm, czy dbanie jedynie o własne potrzeby. Nowe szaty króla uczą empatii i szacunku do innych oraz sztuki kompromisu, a także współpracy. Przedstawia wartości, które pozwalają nam zjednać sobie sympatię innych, a robi to w komediowym i bardzo rozrywkowym stylu.

Nie jest to najgłębsza z historii Disneya, choć jej przesłanie jest warte pochwały. Nie jest to również bardzo rozbudowana opowieść. Trzeba jednak podkreślić, że prostota działa na korzyść filmu. Akcja jest bowiem dynamiczna i pełna humoru. Choć dużo w niej przewidywalności, to jednak bawi widza, a jej seans mija błyskawicznie. Elementów komediowych, czy jest to slapstick, czy kontrast między Kuzco, a pomagającym mu Pachą, czy mnóstwo żartów, jest tu zdecydowanie więcej niż wspomnianej głębi. Nie wszystkie trafiają, więc wykres fabuły i jej „rozrywkowości” można by zapisać jako sinusoidę.
Niewątpliwie, jedną z najmocniejszych stron filmu, są jej bohaterowie. Naprawdę charyzmatyczni, charakterystyczni i zapadający w pamięć. Przerysowana Yzma, której uroda, a raczej jej brak, idzie w parze z nienawiścią do cesarza. Kuzco, który jest wyluzowanym, ale nie potrafiącym dostrzec swoich błędów narcyzem i arogantem. Sympatyczny, zawsze dbający o dobro rodziny i pełen empatii Pacha. No i w końcu Kronk, według mnie i wielu innych widzów najlepsza i najzabawniejsza postać, nie dostrzegający różnic między dobrem i złem, ciągle rozkojarzony, choć z głębi serca dobry pomocnik Yzmy.

Jest kilka punktów, według których Nowe szaty króla nie umywają się do innych klasyków Disneya. Pod kątek stylu animacji, nie mamy tutaj nic nadzwyczajnego, ani oryginalnego. Mamy barwną, ale co najwyżej przyzwoitą kreskę. Trochę tak jakby twórcy filmu nie mieli ciekawego pomysłu na przedstawienie tego świata w charakterystyczny sposób. No i nie wykorzystano według mnie również pełni potencjału jaką daje kultura starożytnych Inków, w odróżnieniu choćby od Mulan, czy Pocahontas. Jak już jednak podkreślałem, film stawia bardziej na rozrywkę i stąd takie, a nie inne wybory jego twórców.
Bardzo fajnie sprawdza się z kolei obsada głosowa. Zarówno oryginalna jak i polska. David Spade idealnie pasuje do Kuzco, tak samo jak John Goodman sprawdza się jako Pacha. Oprócz tego, możemy tu usłyszeć Patrick Warburtona, Earthę Kitt, czy Wendie Malick. Z kolei w polskim dubbingu popis dali między innymi Maciej Stuhr, Ewa Kolasińska i Jacek Mikołajczak.

Podsumowując, Nowe szaty króla nie mogą równać się z najpiękniejszymi bajkami Disneya, a jednak film sprawia mnóstwo frajdy. Nie nudzi, fabuła jest poprowadzona w niezwykle lekki sposób, a żarty w większość trafiają tak do starszego jak i najmłodszego widza. Nie ma epickości i baśniowości, ale jest dużo sarkazmu i slapsticku. No i jeszcze łamanie czwartej ściany i zwracanie się bezpośrednio do nas. Wypada to naprawdę fajnie, choć ma się poczucie, że mogłoby być jeszcze lepiej.
Ocena: 6/,510
Zdjęcia: Disney
