Skrywanie uczuć względem osoby, z którą dzieli się jeden dach, nie należy do najłatwiejszych. Szczególnie, gdy ma się konkretny plan kiedy i jak zdecydować się na szczere wyznanie. Takie scenariusze, na dłuższą metę, nie kończą się dobrze. W mandze Niebieskie pudełko nie doszliśmy jednak jeszcze do tego momentu, a w jej drugim tomie wciąż przyglądamy się pierwszym staraniom zakochanego bohatera.
Powracamy do historii Taikiego i Chinatsu. Tym razem w dużej mierze skupiamy się na ostrym treningu chłopaka, który chce tak jak obiekt jego westchnień, dostać się na zawody regionalne. Tylko w jego przypadku, będzie musiał podjąć o wiele większe starania niż utalentowana młoda koszykarka. Zaczyna się od debla i pracy z wymagającym Haryū, a kończy na nowym rywalu, również zainteresowanym bohaterką.

Widzimy jak Taiki rozwija się jako sportowiec. Nie zbliża się jednak przez to w znaczący sposób do Chinatsu. Co nie znaczy, że wcale się nie zbliżają. Drobny żarcik przeradza się bowiem w nagrodę dla bohatera, który dzięki zwycięstwu udaje się z dziewczyną do oceanarium. Ciężko nazwać to prawdziwą randką, ale zawsze to krok do przodu w zacieśnieniu więzi z lokatorką przed wyznaniem jej miłości, co powolutku maluje się na horyzoncie.
Na „randce” jest kilka uroczych, niezręcznych momentów. Można jednak powiedzieć, że kończy się ona sukcesem. Taiki zdobywa kontakt do Chinatsu na komunikatorze Line. Choć ciężko stwierdzić, czy dwójka w przyszłości zostanie parą, to w tym miejscu mamy pewną namiastkę prawdziwego uczucia między nimi. Sport schodzi wtedy na dalszy plan, a dwójka nastolatków decyduje się na odrobinę szczerości. Daleko jednak do przełomowych decyzji.

Ciekawy zwrot akcji wprowadza postać Hiny. Utalentowana gimnastyczka i przyjaciółka Taikiego zaczyna podejrzewać, że coś jest między chłopakiem, a Chinatsu. Na ten trop wprowadza ją zupełny przypadek, ale ma istotne konsekwencje dla dalszego rozwoju mangi. Przekonujemy się bowiem, że coraz głębsza relacja głównych bohaterów wywołuje smutek, a ostatecznie płacz u Hiny. Dostrzega ona w końcu, że sama czuje coś do Taikiego. To mocny finał drugiego tomu, a wprowadzony w nim wątek może mocno namieszać w kolejnych rozdziałach. Zdecydowanie skłania do sięgnięcia po kontynuację, wprowadzając emocje i napięcie na wyższy poziom.
Niebieskie pudełko ponownie świetnie spisuje się w wiarygodnym pokazywaniu uczuć, stresu i motywacji nastolatków. Co ciekawe, Chinatsu ponownie odgrywa bardziej drugoplanową rolę, wciąż pozostawiając przed nami wiele tajemnic. Na razie mamy pewność co do perspektywy Taikiego, ale nie wiemy, czy dziewczyna w ogóle dostrzega te jego delikatne zaloty i emocje. Choć mamy mniej humoru, to bardzo fajnie zastępuje nam go wątek badmintonowy i treningi chłopaka. Poza tym, autorka z niczym się nie spieszy i takie tempo dobrze pasuje do tej historii.

Pod kątem wizualnym, manga zdecydowanie nie traci na jakości. Kreska jest pewna i dopracowana. Bardzo fajnie wypadają sceny sportowe, które wprowadzają do całości dynamikę i świeżość. No i wielkie oczy oraz emocje na twarzach bohaterów. Tutaj Miura bryluje, zawsze dobrze oddając, co siedzi w głowach i sercach poszczególnych postaci. Drugi tom mnie nie zawiódł, kontynuując dobrze zbalansowaną, sportowo-romantyczną historię.
Ocena: 7/10
