Dragon Ball ma to do siebie, że gdy wszystko zaczyna się układać po myśli głównych bohaterów, Akira Toriyama potrafi wywrócić fabułę do góry nogami. Na dodatek, nigdy się tego do końca nie spodziewamy, choć czasem powinniśmy. Właśnie tak w nowym, zaskakującym kierunku zmierza historia w czwartym tomie Dragon Ball Full Color: Saga o androidach i Cellu.
Vegeta i Trunks nareszcie opuścili Salę Treningową. Są gotowi by stawić czoło Cellowi. Zwłaszcza Vegeta, którego arogancja osiągnęła nowe wyżyny. Niebawem przekonujemy się, że to właśnie jego zachowanie doprowadza do czarnego scenariusza dla Goku i spółki, gdy… pozwala złoczyńcy pochłonąć Androida 18, tylko i wyłącznie dlatego, że jest przekonany o swojej wyższości i nie wierzy, by jego rywal był w stanie go pokonać. Niestety, wkrótce okazuje się, że jest zgoła inaczej.
Najnowszy tom Dragon Ball Full Color skupia się na konfrontacji Vegety z Cellem, pokazuje nowe możliwości Vegety, Trunksa i Cella. Nie zapomina również o Goku i Gohanie, którzy rozpoczynają swój własny trening. Okazuje się, że główny bohater ma nieco inną koncepcję na konfrontację z Cellem, której część zdradza. Do finałowej walki pozostaje jednak jeszcze trochę czasu i ciężko na tym etapie przewidywać jak uda się go pokonać. Zwłaszcza po tym, co zaprezentował po uzyskaniu ostatniej formy.

Odniosłem wrażenie, że zaskakująco szybko przeszedłem przez ten tom i jakby niewiele się w nim wydarzyło. Jednak miały miejsce ważne wydarzenia, które istotnie zniekształciły kierunek w jakim zmierza historia. Jeśli do tej pory wydawało się, że Cell jest najtrudniejszym rywalem dla wojowników, to po tym tomie te słowa nabierają nowego znaczenia. Toriyama po raz kolejny udanie zaskakuje czytelnika. Można się zirytować, że Vegeta nie dostał swojego momentu chwały, zwłaszcza, że do tej pory pozostawał w cieniu Goku. No, ale taka, a nie inna decyzja księcia Saiyan idealnie odpowiada jego charakterowi.
Kolejny raz fantastycznie wyglądają pojedynki, zwłaszcza w kolorowym wydaniu. Jest w nich jakaś prostota, ale zarazem nie są one infantylne, ani przewidywalne. Idealna jest też sama przemiana Cella. Patrząc na jej kolejne etapy, jej ostatnia forma faktycznie sprawia wrażenie perfekcyjnej i w jej przypadku również ciężko było cokolwiek zakładać, więc jest to jakaś niespodzianka. Spodobał mi się też Trunks w dłuższych włosach, a także Gohan w trakcie treningu. Wizualnie mamy do czynienia z absolutnym topem, jeśli oczywiście podoba wam się styl Toriyamy.

Trzeba przyznać, że kolejne tomy Dragon Balla są fantastycznie złożone. Praktycznie każdy z nich kończy się jakimś ciekawym cliffhangerem. Tym razem jest mowa o turnieju sztuk walki, który ewidentnie będzie ostateczną konfrontacją z Cellem, gdyż do końca tej sagi zostały jeszcze dwa tomy. Jest akcja i napięcie, fantastyczne ilustracje, niespodzianki. Manga ponownie nie zawodzi, a wydanie Full Color w pełnie spełnia swoją rolę i tylko podnosi ocenę tomu.
Ocena: 8/10
