Wiele japońskich filmów i seriali dotyka historycznych wątków. Jest to dość popularny motyw, a niejedna legendarna postać przewijała się w całej serii różnych tytułów. Tak bogate, barwne i inspirujące są losy tego kraju. Ostatnio miałem okazję się o tym przekonać za sprawą serialu Song of the Samurai.
Serial jest adaptacją mangi Chiruran: Shinsengumi Requiem autorstwa duetu Shinya Umemura-Eiji Hashimoto. Wydawano ją przez 13 lat i doczekała się 36 tomów, więc materiału źródłowego jest sporo. Mimo tego, 1. sezon produkcji liczy sobie raptem 8 odcinków. Jeśli chodzi o fabułę, to śledzi on historię powstania elitarnego oddziału lojalnego wobec szogunatu, który rozprawiał się z jego przeciwnikami.
Przedstawioną tutaj historię śledzimy z perspektywy legendarnego szermierza, Hijikaty Toshizo w Japonii lat 50. XIX wieku. Tutaj jest on ulicznym wojownikiem, który uważa się za najlepszego na świecie i szukając nowych wyzwań trafia na dojo Kondo Isamiego, gdzie wkrótce znajduje swój dom. O jego losach opowiada starszy już Nagakura Shinpachi, jeden z jego przyjaciół z dojo, na którego natrafia wnuczka bohatera. Kolejne odcinki pokazują jak zacieśniają się więzi między głównym bohaterem, a jego nowymi „braćmi”. Skupiają się również na kolejnych, spektakularnych pojedynkach, które zostają wplecione w polityczne i historyczne tło fabuły.
Na wyraźnie zaznaczonym tle historycznym rozgrywa się historia o braterstwie, dumie, lojalności, czy dojrzewaniu. Choć w głównej mierze przechodzimy od jednego spektakularnego pojedynku do kolejnego, to epickie walki zostały obudowane solidną dawką emocji, sylwetkami charyzmatycznych bohaterów i świetną realizacją. Od scenografii, przez kostiumy, aż po fryzury, makijaż, itp., serial pozwala nam za łatwością przenieść się w czasie o ponad 150 lat wstecz i poczuć klimat ówczesnej Japonii.

Największą siłą 1. sezonu pozostają postacie. Yuki Yamada tworzy przekonującego Hijikatę – porywczego, impulsywnego, ale stopniowo dojrzewającego do roli przywódcy. Dużo dobrego wnosi również Nobuyuki Suzuki jako Kondō Isami. Bohater staje się moralną opoką dojo, stanowiąc przeciwwagę dla wybuchowego charakteru Hijikaty. W pamięć zapada również Serizawa Kamo (w tej roli Gô Ayano), wprowadzając sporo nieprzewidywalności i chaosu, będąc jedną z najbardziej niejednoznacznych i trudnych do rozszyfrowania bohaterów. Postaci jest zresztą o wiele więcej i naprawdę wielu z nich odgrywa mniejszą lub większą rolę w rozwoju fabuły. Ta ilość potrafi być niekiedy przytłaczająca, ale nikt nie zaprzeczy, że jest tu mnóstwo fajnych kreacji.
Realizacja, zwłaszcza scen akcji, ale nie tylko, jest tutaj na naprawdę wysokim poziomie. Chyba w żadnej innej produkcji nie widziałem tak wspaniałej choreografii walk. Nawet, gdy część z nich wykracza poza ludzkie możliwości i jakąkolwiek wiarygodność. W żadnym razie nie przypominają hollywoodzkich popisów i efektów specjalnych, a jednocześnie wyglądają po prostu świetnie. Potrafią być krwawe, brutalne, a finały wielu z nich nieprzewidywalne. Dzięki temu każda konfrontacja wydaje się niebezpieczna i ma znaczenie dla dramaturgii.

Pewne problemy sprawia tempo narracji. Początek jest dynamiczny i wciągający, ale potem tempo nieco siada. Do fabuły wkrada się pewna schematyczność. Twórcy starają się jednak jak najlepiej nakreślić tło historyczne i polityczne, tak by widzowie nie czuli się zagubieni, a historia nabrała większej głębi. Wbrew pozorom, nie jest to jedynie nieustający popis akcji, ale też ciekawy, choć uproszczony wgląd w historię i kulturę Japonii. Świetnie zbudowano klimat produkcji, który dodatkowo podkreśla przyjemna dla ucha ścieżka dźwiękowa.
1. sezon Song of the Samurai jest efektowny, pełen emocji i zrealizowany na wysokim poziomie. Nie jest to produkcja stricte historyczna i biograficzna i ma w sobie element rozrywkowy. Serial jakby znikąd pojawił się na HBO Max i z miejsca stał się jednym z moich ulubionych w 2026 roku. Mimo drobnych minusów, pozostawia naprawdę dobre wrażenie i ma potencjał by w kolejnym sezonie wejść na jeszcze wyższy poziom. Miłośnicy Japonii koniecznie powinni go sprawdzić.
Ocena: 7/10
Zdjęcia: HBO Max
