Człowiek para sezon 1. – recenzja serialu

Azjatyckie produkcje zdążyły mnie przyzwyczaić do najbardziej szalonych i oryginalnych historii. Choćby film z 1960 roku, którego główny bohater potrafił zamieniać się w parę. No i tak się akurat składa, że powrócono do tego pomysłu sprzed ponad 60 lat w najnowszym serialu koprodukcji Toho i Netflixa, zatytułowanym po prostu Człowiek para.

Pojawia się znikąd i od razu sieje chaos. Kim jest i czego chce? Tego nie wie nikt. Wydaje się jednak, że ma niecne zamiary, skoro wykorzystuje nadprzyrodzoną moc do zabijania. Prawda okazuje się być zgoła inna, lecz nim ją poznamy, czeka nas mnóstwo zwrotów akcji, niespodzianek i odkryć, a to wszystko w dobrze wyważonym, ani za poważnym, ani zbyt komediowym, za to dostarczającym mnóstwo rozrywki stylu. Właśnie to oferuje nam nowy serial Netflixa, a teraz sprawdźmy, z czym tak dokładnie mamy tutaj do czynienia.

Podczas transmitowanego na żywo wywiadu, pewien profesor zostaje zaatakowany przez tajemniczy gaz. Ten wnika do jego organizmu i doprowadza do makabrycznej śmierci na oczach milionów widzów. Śledztwo w tej sprawie prowadzi reporterka Kyoko Kono oraz przywrócony właśnie do służby detektyw Kenji Okamoto, których w przeszłości coś łączyło. Z czasem wychodzą na jaw kolejne informacje na temat zabójcy okrzykniętego mianem Człowieka pary, a jeden trop prowadzi nas do następnego, aż w końcu poznajemy zaskakującą prawdę na temat jego tożsamości i motywacji.

Bardzo spodobało mi się to jak niepozorni, czasem nawet schematyczni bohaterowie okazywali się wnosić wiele do fabuły, często sprowadzając ją w zaskakującym kierunku. Czy dotyczy to mocy tytułowego bohatera i tego jak ich używa, czy wiedzy jaką niektórzy z nich mają na temat Człowieka pary. Kolejne odcinki zaskakują, a aktorzy świetnie sprawdzają się w swoich rolach. Twórcy serialu spisali się świetnie, dodając historii dramaturgii i emocjonalnego ciężaru. Niby to tylko 8. odcinków, a jednak przywiązujemy się do postaci.

Człowiek para ma w sobie elementy kryminału i sci-fi, ale to nie tylko świetna rozrywka. Opowiedziana tutaj historia skłania do refleksji na temat ludzkiej odpowiedzialności, gdy dowiadujemy się jak tytułowy bohater zyskał moce i jaki łańcuch wydarzeń do tego doprowadził. Poza tym, przedstawione w serialu postaci są dalekiej od ideału, popełniają błędy, a nieraz poruszają się na granicy dobra i zła. To z kolei sprawia, że nieraz ciężko jest nam ocenić ich jednoznacznie dobrze lub źle mimo ich różnych działań i zachowań. Te z kolei zawsze z czegoś wynikają i dopiero pełna perspektywa pozwala nam ich ocenić.

Bardzo fajnie wypadają także efekty specjalne. Sceny, w których mamy okazję zobaczyć moce Człowieka pary w całej okazałości wyglądają świetnie. W jego gazowej formie jest coś niepokojącego, co dodaje opowieści elementu grozy. Nie dostrzegłem w CGI żadnych błędów. Nie silą się one na efektowność, a według mnie zostają idealnie wykorzystane, biorąc pod uwagę pewne ograniczenia budżetowe. Gdy do tego dorzucimy klimatyczne zdjęcia i bardzo dobrze zrealizowany montaż, otrzymujemy naprawdę solidną produkcję. Jedyny minus na jaki mógłbym wskazać, to momentami nierówne tempo narracji, ale nie umniejszyło mi to rozrywki.

Świetnie wykorzystano motyw z klasycznego japońskiego filmu, przenosząc go do współczesnych czasów, tworząc oryginalną, nieoczywistą historię. Mamy wątki dotyczące przestępczości, mediów oraz nadprzyrodzonych mocy, a twórcom udało się je naprawdę zgrabnie zebrać w jedną całość. 1. sezon w zasadzie przedstawia zamkniętą opowieść i spokojnie można by go po nim zakończyć, a ja byłbym usatysfakcjonowany. Finał pozostawia jednak furtkę na kontynuację, a ja bawiłem się z tym serialem tak dobrze, że jestem ciekaw, co jego twórcy mogliby wymyślić w następnym sezonie. Zarówno fani japońskich produkcji jak i widzowie, którzy nie są z nimi za pan brat, powinni być naprawdę pozytywnie zaskoczeni po obejrzeniu Człowieka pary.

Ocena: 7,5/10

Zdjęcia: Netflix

Leave a Reply