Dla niektórych wejście w związek małżeński, to coś zupełnie normalnego i oczywistego. Dla wielu osób, znalezienie sobie życiowego partnera bywa jednak prawdziwą mordęgą, mimo ich wielkich starań. W niezwykle kolorowy, oryginalny, a momentami nawet absurdalny sposób opowiada o tym anime Marriagetoxin.
Dziś mam dla Was coś świeżego i zdecydowanie pokręconego. Dokładnie tak, jak tylko Japończycy potrafią to wymyślić. Marriagetoxin możecie kojarzyć za sprawą mangi wydawanej w Polsce od listopada 2023 roku. Dopiero teraz otrzymała jednak animowaną adaptację, która zadebiutowała wiosną. Jej 1. sezon liczy sobie 13. odcinków, za które odpowiada studia Bones Film. Jeśli lubicie miks akcji, komedii romantycznej i totalnie absurdalnego świata zabójców, to usiądźcie wygodnie, bo właśnie to tutaj otrzymacie.
Hikaru Gero jest dziedzicem jednej z potężnych rodzin, których członkowie mogą pochwalić się charakterystycznymi specjalizacjami, wykorzystywanymi przez nich w świecie zabójców na zlecenie. Bohater całe życie spędził w półświatku i nie ma pojęcia o normalnym życiu. Rodzina musi trwać, a by tak było, potrzebny jest związek, z którego w przyszłości narodzi się potomstwo. Tylko jak ten gość, który nie potrafi odnaleźć się w otaczającym go społeczeństwie, ma tego dokonać? Właśnie tego dowiadujemy się, śledząc jego perypetie.
Nim nasz bohater wyruszy w podróż ku swojemu miłosnemu przeznaczeniu, najpierw swoje musi zrobić szczęście i przypadek. W taki sposób poznaje bowiem, Mei Kinosaki, genialnego oszusta, crossdressera i specjalistę do spraw związków, którego Gero miał początkowo zlikwidować. Los chciał jednak inaczej i połączył dwójkę, co ostatecznie ma doprowadzić mężczyznę do szczęśliwej przyszłości małżeńskiej. Kolejne zlecenia plus lekcje randkowania, to kawał świetnej rozrywki.

Tak oto zaczyna się jedna z najdziwniejszych bitew w historii anime: zabójca i scammerka kontra randki! Do tego mnóstwo rodzin zabójców i kolejne tajniki świata romansu. Marriagetoxin wciągnęło mnie błyskawicznie, a powodów by ten tytuł śledzić jest sporo. Przede wszystkim, chce się kibicować Gero, a chemia między głównymi postaciami jest rewelacyjna. Hikaru to chodząca katastrofa w kwestiach sercowych. To z kolei często prowadzi do genialnych, przezabawnych i krępujących momentów. Z kolei Mei to jego przeciwieństwo. Otwarty, charyzmatyczny, sprytny i momentami totalnie nieprzewidywalny.
Po pierwszym odcinku sądziłem, że historia mocniej podąży w kierunku komedii romantycznej. Z czasem okazało się jednak, że anime skutecznie równoważny akcję i komedię. Tej pierwszej jest tutaj zdecydowanie więcej niż się tego spodziewałem. Fani walk z nadprzyrodzonymi zdolnościami w tle będą usatysfakcjonowani i się nie znudzą. Walki są dynamiczne, efektowne i świetnie wkomponowane w fabułę. Z kolei widzowie, którzy preferują wątki romantyczne też się nie zawiodą. Humor jest lekki, często absurdalny, a serial często trafnie analizuje problematykę związków.

Spodobał mi się również świat przedstawione w animacji. Zbudowany jest wokół różnych klanów z unikalnymi umiejętnościami. Odkrywanie kolejnych specjalizacji i posługujących się nimi bohaterów stanowiło dla mnie nie lada frajdę. To dodaje głębi fabule, wprowadzając element nieprzewidywalności dzięki epickim starciom, które prowadzą Gero w wytyczonym przez niego kierunku i nie są tutaj wrzucone na siłę. Pochodzenie naszego bohatera jest istotne i pozwala nam lepiej zrozumieć jego życiowe rozterki i problemy.
Co jeszcze? Sama animacja stoi na wysokim poziomie. Kolorystyka jest żywa i dynamiczna, projekty postaci przyjemne dla oka, a opening Kill or Kiss od Yuriny Hirate to prawdziwy banger. Sceny akcji wyglądają świetnie, a szybkie tempo akcji udało się naprawdę fajnie pokazać twórcom anime. 2. sezon został już zapowiedziany, więc jeśli będzie wam mało Marriagetoxin, to poczekajcie do 2027 roku lub sięgnijcie po mangowy oryginał. Warto.
Ocena: 7,5/10
