Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma – recenzja serialu

Powroty po latach bywają trudne. W dzisiejszych czasach wielu widzów oddaje się nostalgii. Często ekscytuje nas perspektywa wznowienia naszych ulubionych filmów/seriali po bardzo długiej przerwie. Upływ czasu ma jednak wpływ na każdego. Ciężko oczekiwać byśmy po dekadach otrzymali dokładnie ten sam produkt. Zmiany bywają skomplikowane i nie każdego zadowolą. Czy właśnie z takim przypadkiem mamy do czynienia w krótkiej kontynuacji jednej z najlepszych telewizyjnych komedii, którą w Polsce zatytułowano Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma? Przekonajmy się.

Od finału serialu Zwariowany świat Malcolma minęło 20 lat i tak też jest w jego kontynuacji. Jak możecie się łatwo domyślić, wszyscy bohaterowie są już starsi, choć niekoniecznie dojrzalsi. Jednym przybyło siwych włosów, inni wyglądają jakby wcale się nie zmienili. Niektórzy tkwią w tym samym miejscu co dwie dekady temu, trzymając się tych samych sztuczek, ale są też bohaterowie, którzy życie się zmieniło. Wśród nich znajduje się Malcolm, a takiego stanu rzeczy upatruje on w… odcięciu się od rodziny. Tylko, że teraz zbliża się specjalna okazja i bohater będzie musiał ponownie stanąć oko w oko ze swoją zakręconą rodzinką.

Malcolm wiedzie udane życie, prowadząc własną firmę i zajmując się charytatywną działalnością. Co więcej, samotnie wychowuje córkę i spotyka się z seksowną kobietą, która zdaje się odwzajemniać jego uczucia. Tylko, że reszta jego rodziny nie ma o tym pojęcia, bo od dawna trzyma ich wszystkich na dystans. Zbliżająca się 40. rocznica ślubu jego rodziców sprawia jednak, że prawda wychodzi na jaw i po latach spokoju, bohater zostaje ponownie wciągnięty w wir szaleństwa. No i co teraz?

Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma to raptem cztery odcinki. To taki jednorazowy powrót do rodziny Wilkersonów. Po dwudziestu latach sprawdzamy, co tam u nich słychać i ponownie mamy okazję doświadczyć absurdalnego poczucia humoru. Trzeba jednak przyznać, że to nie to samo, co kiedyś. W końcu bohaterowie to nie dzieciaki, więc ich szalonych wybryków tutaj nie ma. No, a sami twórcy jakby bardziej idą w elementy obyczajowe, robiąc z serialu komediodramat. Nie są już nawet tacy ostrzy w swoich żartach i spostrzeżeniach, dotyczących otaczającego nas świata, a ten przez dwie dekady znacząco się zmienił. Jest inaczej, choć na szczęście, wiele plusów oryginału udało się tutaj odtworzyć.

Dla wielu z was, podobnie jak i dla mnie, serial będzie przede wszystkim spotkaniem ze starymi znajomymi. Malcolm nie jest już nastolatkiem próbującym przetrwać w szalonej rodzinie, ale dorosłym człowiekiem, który przekonuje się, że życie wcale nie staje się prostsze wraz z wiekiem. Rodzinny chaos, absurdalne sytuacje i charakterystyczny humor nadal są obecne, choć tym razem są zdecydowanie dojrzalsze. No i niestety, ale przekradły się do serialu pewne elementy „woke”, a według mnie jest to coś, co w oryginale najpewniej w jakiś wyolbrzymiony sposób wyśmiano. Nie sprawia to co prawda, że nowej produkcji nie da się oglądać, ale kłuje to w oczy.

Pierwsze skrzypce wiedzie tutaj zdecydowanie Bryan Cranston wcielający się w Hala, ojca Malcolma. W jego przypadku najbardziej zachowane zostały ślady charakteru postaci, którą grał w oryginale. Przybyło mu jedynie wieku. W zasadzie, w przypadku pozostałych bohaterów ma się wrażenie, że ich siła zmalała, głównie ze względu na fakt, że mają swoje własne życie i inne problemy. Ciężko jest oceniać Deweya czy Jamiego, które w dawniej były zwykłymi szczylami i o wiele, wiele dalej było im do dorosłości niż Reesowi, czy Malcolmowi. Odniosłem wrażenie, że jakby wycięto ich z tej historii, to wiele by na tym nie straciła. Najsłabiej przedstawiają się nowi bohaterowie, czyli córka i narzeczona Malcolma oraz jego niebinarna siostra (ten wątek zresztą w ogóle tutaj nie pasuje). Nie wnoszą zbyt wiele do fabuły i bardziej stanowią kalkę cech innych osób, niż oryginalne postaci.

Jeśli chodzi o poczucie humoru, nie jest to do końca to samo. Twórcy musieli pomyśleć nad innego rodzaju żartami w związku z wiekiem bohaterów. W tym celu wykorzystują nowe realia – media społecznościowe, współczesne problemy rodzinne i wyzwania dorosłego życia. Dzięki temu, elementy komediowe w dużej mierze się sprawdzają, choć dla wielu widzów nie będą równie absurdalne jak w serialu z początków lat 2000. No i swoje w tym wszystkim robi nostalgia. Widzimy tych bohaterów, za którymi wielu z nas się stęskniło i mamy frajdę z samego faktu, że możemy znów z nimi obcować, w mniejszym lub większym stopniu. W rodzince nadal jest ta chemia, a Linwood Boomer często puszcza oko do fanów oryginału, nawiązując do niego w różnych gagach i scenach.

Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma to nie to samo. Mimo solidnej gry, humoru i realizacji, fabuła nie powala na kolana. Ma się trochę wrażenie, że jednak zmarnowano potencjał takiego powrotu. Za dużo miejsca poświęca się córce i siostrze Malcolma, a sama rodzina przez większość czasu jest podzielona. Ma się takie odczucie, że ta historia nie była nam do niczego potrzebna i to taka średnia próba zarobienia na fali nostalgii. Niby mamy elementy charakterystyczne dla oryginału, a jednak jakoś to wszystko nie działa, tak jak bym sobie to wyobrażał. Nie jest to produkcja zła, czy beznadziejna, lecz średnia, pod każdym względem z lepszymi i gorszymi momentami Dla osób powracających do tego uniwersum po wielu latach, może do pewnego stopnia być zawodem.

Ocena: 6/10

Zdjęcia: Disney Plus

Leave a Reply