Gwiezdne wojny Epizod II – Atak klonów – recenzja filmu 

Gdy większość Polaków myślami była już przy wielkim powrocie naszej piłkarskiej kadry na Mundial w 2002 roku, ja przed imprezą czekałem na powrót do zupełnie innego świata. Mowa o uniwersum George’a Lucasa i filmie Gwiezdne wojny Epizod II: Atak klonów, który miałem wówczas ogromną przyjemność obejrzeć w kinie. Dziś chciałbym wybrać się w nostalgiczną podróż do tej produkcji. Zapnijcie pasy i lecimy.

Wiedzieliśmy, że film musi podążyć w mroczniejszym i poważniejszym kierunku. W końcu prequele to historia upadku Anakina Skywalkera. Tytuł drugiego epizodu dał nam pewną wskazówkę na temat jego fabuły. W dużej mierze pomysł Lucasa pozostawał jednak niewiadomą. O ile starszy będzie główny bohater? Jak zawiąże się jego romans z przyszłą matką Luke’a i Lei? No i przede wszystkim, co z tym Jar Jarem? Na te i inne pytania dostaliśmy odpowiedź w lepszym lub gorszym stylu.

Akcja filmu przenosi nas o 10 lat w przyszłość względem poprzedniej części. Konflikt zarysowany w Mrocznym widmie rozrasta się, gdy kolejne planety zaczynają głośno wyrażać niechęć względem Republiki. Senator Amidala nieomal traci życie w zamachu. Sprawie przyglądają się oddelegowani przez Zakon Jedi Obi-wan Kenobi i jego padawan Anakin Skywalker. Pierwszy trafia na spisek pod auspicjami wspomnianego Dooku. Drugi zostaje osobistym ochroniarzem pani senator, co prowadzi do rozwoju uczucia między dwójką. A to wszystko w czasie, gdy trwają negocjacje nad utworzeniem Armii Republiki.

Wiele wątków zaserwował nam tutaj George Lucas, ale wyszło mu to nie najgorzej. Zdecydowanie najsłabiej sprawdza się romans Anakina i Padme, co głównie wynika ze sztywnych dialogów. Jako dzieciak w ogóle nie zwróciłem na to uwagi. Jako osoba dorosła, znając dalsze losy bohaterów, specjalnie mi to nie przeszkadzało. Jest to jednak słabsza strona filmu i tego gorącego uczucia, które ma dwójkę łączyć, specjalnie na ekranie nie widać, ani nie czuć. Na szczęście, reżyser wyciągnął pewne wnioski z zarzutów względem poprzedniej części, niemal całkowicie ukracając rolę Jar-Jar Binksa. Humoru jest mniej, co nie znaczy, że go brakuje. Relacja Anakina i Obi-Wana obfituje w żarciki, podobnie jak poczynania droidów i to jak najbardziej wystarczy.

Efekty specjalne i akcja wchodzą tutaj na wyższy poziom. Czy dotyczy to deszczowego pojedynku Obi-Wana z Jango Fettem, pościgu Jedi za zabójcą przez zatłoczone Corusant, czy kulminacyjnej, spektakularnej bitwy na Geonosis i debiutu Armii Klonów. W pamięć zapada też pierwsza walka Yody, jaką mieliśmy okazję zobaczyć w Gwiezdnych Wojnach. Świetnie wykorzystano CGI. Za jego sprawą z łatwością przenosimy się w przeróżne zakątki galaktyki. Po ponad dwudziestu latach wciąż robi to na mnie ogromne wrażenie, choć bardziej dostrzegam wykorzystanie green screena i drobne mankamenty z tym związane.

Co więcej można napisać o Ataku klonów? Wspomniana przeze mnie relacja Obi-Wana i Anakina wypada świetnie i naturalnie. McGregor i Christensen to dobrana para. Pierwszy jako poważny mistrz Jedi, jednak z dystansem do siebie i swoich wad, drugi jako nieco niepokorny i arogancki uczeń, gotowy do poświęcenia dla najbliższych. Uwielbiam te wszystkie żarciki z latania, dotyczące Obi-Wana! Fajne według mnie George Lucas pokazał kolejny etap przemiany bohatera i jego delikatnego zwrotu w kierunku mrocznej strony Mocy. Jest sporo emocji w zemście Anakina za śmierć jego matki, co zmienia nasze spojrzenie na padawana.

Dodatkowo, gdzieś spomiędzy kosmicznej przygody i malującej się na horyzoncie wojny, wybrzmiewa też głębsze, filozoficzne spojrzenie na życie jakie dyktuje nam George Lucas. Dotyczy ono Mocy i głównego bohatera. Choć z pozoru rozróżnienie na dwie strony mocy wydaje się być proste, a może wręcz banalne, odnajduje ono sens w naszym życiu codziennym. Sam reżyser wyjaśniał do w jednym z wywiadów.

Przemienia się w Dartha Vadera, ponieważ przywiązuje się do rzeczy. Nie potrafi odpuścić matki, nie potrafi odpuścić swojej dziewczyny. Nie potrafi odpuścić rzeczy. To czyni cię chciwym. A kiedy jesteś chciwy, jesteś na drodze do Ciemnej Strony, ponieważ boisz się, że stracisz rzeczy, że nie będziesz miał mocy, której potrzebujesz.

Gwiezdne wojny Epizod II: Atak klonów to zdecydowany krok do przodu względem Mrocznego Widma. Widać tutaj, że Lucas wyciągnął wnioski z krytyki pierwszej części, jednocześnie trzymając się swojej wizji uniwersum. Dialogi bywają dosyć nudne, ale aktorsko ciężko jest się do kogoś przyczepiać. Gwiazdy robią tutaj, co mogą. Ja na tyle zanurzyłem się w historii, że słabsze elementy filmu mnie nie raziły. Akcja pochłonęła mnie bez miary. Do tego, bardzo pozytywnie oceniam polski dubbing, a zwłaszcza pracę Jarosława Domina (Obi-Wan) i Tomasza Bednarka (Anakin). Jest nieco mroczniej i poważniej, ale nadal czuć ducha przygody. Produkcja nie zestarzała się wcale, aż tak bardzo jak się tego spodziewałem i ponownie sprawiła mi mnóstwo frajdy.

Ocena: 8/10

Zdjęcia: LucasFilm

Leave a Reply