Eren the Southpaw – recenzja anime

Uwielbiam animacje, które zaskakują poważną fabułą, dotykającą ludzkich dylematów i dramatów. Bądźmy bowiem szczerzy, z takimi tytułami nie mamy do czynienia często. Dominują produkcje fantasy, historie z nadprzyrodzonymi mocami i zjawiskami, czy seriale bardziej komediowe. Do żadnej z tych kategorii nie zalicza się jednak Eren the Southpaw, który był dla mnie jednym z odkryć wiosennego sezonu anime.

W świecie, w którym anime coraz częściej zaskakuje nas historiami o pasji i dojrzewaniu, Eren the Southpaw skupia się na skomplikowanej drodze do osiągnięcia sukcesu w szeroko rozumianym świecie sztuki. To nie jest lekka szkolna komedia, lecz historia o ambicji, strachu przed porażką, cenie talentu i tym, co zostaje, gdy marzenia zderzają się z rzeczywistością. Sezon wyreżyserowany przez Signal.MD i Production I.G ma swój specyficzny, melancholijny klimat i szybko uderza w nasze emocje.

Głównym bohaterem tej opowieści jest Koichi Asakura – licealista marzący o zostaniu projektantem i karierze w świecie designu. Jego plany zostają wywrócone do góry nogami, gdy na ścianie muzeum pojawia się spektakularne graffiti autorstwa tajemniczej Eren Yamagishi. To właśnie wokół jej postaci kręci się cała fabuła. Eren to leworęczna artystka/buntowniczka ogromnym talencie, która po traumatycznym wydarzeniu z przeszłości ukryła swoją pasję. Spotkanie dwójki staje się swego rodzaju katalizatorem dla ich dalszych losów.

Koichi zainspirowany talentem dziewczyny, zaczyna pogoń za doskonaleniem swoich umiejętności. Z kolei Eren powoli wraca do świata sztuki, poszukując owej inspiracji. Na swój sposób, krocząc własnymi ścieżkami muszą zmierzyć się z lękiem, rywalizacją, a nawet pytaniem: co zrobić, gdy nie jest się geniuszem? Serial świetnie pokazuje różnicę między wrodzonym darem, a ciężką pracą. Koichi nie jest cudownym dzieckiem – musi harować, popełniać błędy i mierzyć się z frustracją. Eren z kolei reprezentuje ten „zahamowany geniusz”, który boi się znów otworzyć. Dynamika ich perypetii jest sercem sezonu i niesie ze sobą mnóstwo emocji.

Kolejne odcinki animacji potrafią zaskoczyć. Często przeskakuje ona dalej w przyszłość, pokazując w jakim miejscu znaleźli się bohaterowie, kiedy trzeba stosując retrospekcje, by wyjaśnić niektóre wydarzenia. Bardziej skupia się na zmianach w życiu postaci i ich położeniu, niż na pokazywaniu kroczek po kroczku ich kolejnych życiowych wyborów. Produkcja stara się przybliżyć nam tym samym jak najszerszą perspektywę na poruszane w niej tematy i ta sztuka jej się udaje.

Anime w interesujący sposób pokazuje również zderzenie czystej pasji artysty z rynkiem. Koichi w agencji reklamowej szybko odkrywa, że „dobra sztuka” to nie to, co piękne czy osobiste, ale to, co się sprzedaje, spełnia życzenia klienta i mieści się w deadline’ach. Pojawiają się toksyczne hierarchie, narcystyczni dyrektorzy kreatywni, wyzyskiwanie młodych talentów i kultura karoshi (śmierć z przepracowania). Początkowo, oglądając serial w ogóle nie spodziewamy się, że takie wątki poruszy, bo sprawia on wrażenie typowej, szkolnej historii ze sztuką w tle. Z czasem skręca jednak w interesujących i zaskakujących kierunkach, wciągając bez reszty.

Oprawa wizualna to kolejny plus Eren the Southpaw. Twórcy dbają o detale i często w oryginalny sposób przedstawiają zwłaszcza te fragmenty, gdy Eren daje się w pełni ponieść swojemu talentowi. Sceny graffiti, proces tworzenia, uliczne murale wyglądają dynamicznie i inspirująco. Kolorystyka jest żywa tam, gdzie trzeba (sztuka), i bardziej stonowana w codziennym życiu bohaterów. Problematyczne jest z kolei tempo akcji, które często zwalnia, ale też tematyka serialu i tematy w nim poruszone zmuszają do takiego, a nie innego wyboru.

Skoro już przy tematyce jesteśmy, anime nie unika trudnych kwestii – presji otoczenia, traumy z przeszłości, strachu przed byciem „średnim” w świecie, który wielbi geniuszy. Końcówka przynosi kilka naprawdę mocnych, refleksyjnych momentów i satysfakcjonujący finał. Chciałoby się jednak by niektóre z wątków, dotyczących pobocznych postaci, były bardziej rozwinięte. Bohaterowie drugiego planu nie dostają tyle miejsca, ile by mogły.

Eren the Southpaw to perełka wśród animowanych dramatów i obyczajowych historii, choć przedstawiona tu tematyka nie porwie każdego widza. Trzeba tu wykazać się pewną cierpliwością, gdyż z czasem fabuła zaczyna nabierać sensu, co niekoniecznie możemy powiedzieć po obejrzeniu dwóch, czy trzech odcinków. Serial wyróżnia się jednak na tle tegorocznych produkcji, jest świetnie zrealizowany i zagrany, a miłośnicy świata sztuki będą nim oczarowani.

Ocena: 7,5/10

Leave a Reply