Kusonoki’s Garden of Gods – recenzja anime

Jedną z największych zalet japońskich animacji jest fakt, że za ich sprawą, choćby nie wiem jak niedorzeczne i fantazyjne były to historie, mamy często okazję „liznąć” tamtejszej kultury, tradycji i obyczajów. Nie da się nie dostrzec pewnego waloru edukacyjnego wielu z tych egzotycznych produkcji. Niedawno natrafiłem na kolejną z nich, która oprócz wspomnianej zalety, jest po prostu wciągającym i niezwykle relaksującym tytułem, a mowa o Kusonoki’s Garden of Gods.

Tak. Tutaj mamy do czynienia z jednym z tych niedorzecznych punktów wyjścia, o którym wspomniałem we wstępie. Oto bowiem poznajemy Minato Kusunokiego. Jak dowiadujemy się już w pierwszym odcinku, od dziecka widzi istoty nadprzyrodzone. Gdy rodzina powierza mu opiekę nad opuszczoną, nawiedzoną posiadłością na wsi, chłopak nieświadomie oczyszcza cały teren swoją ogromną mocą duchową. Zamiast duchów i złych mocy do ogrodu zaczynają przybywać jednak ekscentryczni bogowie i bóstwa, traktując dom Kusunokiego jak swój azyl. Tak oto nasz bohater zostaje gospodarzem dziwacznej, boskiej społeczności.

Kolejne odcinki, to kolejne bóstwa pukające do drzwi głównego bohatera, a że ten jest dobrze wychowany, przyjazny i ma szlachetne intencje, gości ich jak należy, co sprawia, że wielu zostaje z nim na stałe. Sam Minato jest dosyć nijaki i bardziej stanowi postać spajającą całość historii niż charyzmatycznego gościa. Na pierwszy plan wysuwają się wspomniani bogowie i przyznam, że z wielką ciekawości poznawałem każdego z nich. Zaczyna się od Yamagamiego, potężne bóstwo pobliskich gór, który ma słabość do słodyczy i bywa kapryśny w kwestii posiłków, które zdają się być jego największym hobby. Zresztą, jednym z najfajniejszych i najzabawniejszych elementów fabuły jest fakt, że poszczególne bóstwa mają konkretne gusta kulinarne i to jedzenie oraz picie w dużej mierze sprawiają, że pozostają u boku Minato.

Wśród innych barwnych postaci mamy tutaj trójkę sług Yamagamiego – Seri, Torika i Utsugi. Te japońskie kuny lubią japońskie słodycze i zachodnie ciastka, wesołe i trochę nieśmiałe/niezależne. Jest też Fujin i Rajin, czyli bóg wiatru i bóg piorunów, w dziecięcych formach, lubujący się w alkoholu i chaosie. Jest żółw Reiki, który raczy się sake, czy feniks Ho’o, Bogowie nie tylko zostają u Minato, ale nieraz upiększają i wzbogacają jego ogród, czy to o piękne rośliny, czy nawet wodospad, tworząc niezwykłą aurę. Sam bohater z czasem wykorzystuje z kolei swoje rosnące moce do czynienia dobra i wypędzania złych duchów, dzięki czemu poznaje chociażby boginię słońca, Amaterasu. Postaci jest co nie miara, a samo ich pojawienie się zachęca nas do zgłębienia ich historii, która w serialu zostaje zazwyczaj pobieżnie wyjaśniona. Gdy jednak poznajemy je lepiej, jeszcze bardziej doceniamy scenariusz animacji i wysiłek jej twórców.

Wystarczy kilka odcinków by chcieć zamieszkać w takim miejscu! Dom i ogród Kusunokiego to prawdziwy raj dla widzów, a zwłaszcza miłośników gatunku iyashikei. Piękne tła, spokojna prowincja i codzienne życie z boskimi sąsiadami tworzą bardzo przyjemny klimat. Poza tym, każdy bóg ma swoją osobowość – od poważnych po totalnie zwariowanych – co daje sporo komicznych momentów. No i sposób w jaki zostają przedstawieni oraz ich formy czasem bawią, kiedy indziej nawet szokują, ale zawsze imponują i intrygują.

Anime świetnie balansuje między spokojnym klimatem, a subtelnym komizmem. Nie ma tutaj głębokiej fabuły, a jednak serial nas wciąga. Po prostu obserwujemy, jak Minato radzi sobie z boskimi gośćmi. To z kolei okazuje się być niezwykle przyjemnym i relaksującym doświadczeniem. Przynajmniej ja bawiłem się świetnie, a jednocześnie po seansie każdego z epizodów czułem się wypoczęty i wyluzowany. Świetnie nadaje się na wieczorne oglądanie, gdy szukamy czegoś prostego i bezstresowego.

Tu gdzie pojawiają się plusy, od razu można wskazać na minusy, ale zależą one głównie od tego, co chcemy obejrzeć. Wspomniałem już, że sama struktura i fabuła animacji jest prosta. Nie każdego zafascynują zabawne historii o kolejnych charakterystycznych bóstwach i ich kubkach smakowych. Nie ma tu wiele dynamicznej akcji, choć zdarzają się popisy nadprzyrodzonych mocy. Mamy dużo humoru, nastrojową atmosferę i barwnych bohaterów, ale w zasadzie nie wiele poza tym. Dla wymagających widzów może być to za mało.

Kusonoki’s Garden of Gods to kolejna z niezwykle przyjemnych i relaksujących tytułów wiosennego sezonu 2026. Przed obejrzeniem nie spodziewałem się zupełnie niczego specjalnego, a na koniec zostałem bardzo mile zaskoczony. Anime wciągnęło mnie bardziej niż niejedna rozbudowana historia, najważniejsze aspekty fabuły oddając według mnie idealnie. Nie jest to arcydzieło, ale z ręką na sercu mogę napisać, że koi nerwy i zostawia na naszej buzi uśmiech na długo po seansie. Liczę na więcej odcinków w przyszłości!

Ocena: 7,5/10

Leave a Reply