Jest kilka tematów, które co roku powracają w różnym wydaniu w japońskich animacjach. Musi się znaleźć miejsce na kosmos, szkolne życie, sztuki walki i… jedzenie. W końcu, kto z nas jest w stanie żyć bez jedzenia, prawda? A jeżeli gotowanie, ale przede wszystkim konsumowanie dań jest pokazane w ciekawy sposób, to ciężko przejść obok takiej produkcji obojętnie. Zwłaszcza, że japońska kuchnia ma nam sporo do zaoferowania. Najnowszą z animacji, które zaliczymy do tej kategorii jest The Food Diary of Miss Maid.
W sezonie pełnym intensywnych produkcji, ratowania planety przed kosmitami, bicia gangsterów na pustkowiach, czy szukania narzeczonej w trakcie zleceń, pojawia się The Food Diary of Miss Maid. W odróżnieniu od wspomnianych historii, działa na nas niczym gorąca, kojąca herbatka po ciężkim dniu pracy. Relaksuje, koi, a przede wszystkim sprawia, że chce się jeść. No bo o jedzeniu rzecz tutaj będzie, japońskim oczywiście, a tamtejszą kuchnię poznamy za sprawą głównej bohaterki w pewnych tarapatach.
Suzume Tachibana to pokojówka/sprzątaczka/gospodyni domowa, jak zwał tak zwał. Po tajemniczym incydencie w brytyjskiej rezydencji zostaje w zasadzie uziemiona na pełny rok w Japonii! Zamiast jednak rozpaczać, dziewczyna postanawia poświęcić ten czas na… poznawanie lokalnej kuchni. Pal licho skąd ma pieniądze, czy pracodawca wypłaca jej wynagrodzenie, mimo tego, że w ogóle nie pracuje. Mieszka w małym mieszkaniu, spaceruje sobie po ulicach, odwiedza targi i knajpki, próbując wszystkiego – od taiyaki, melonpanu i takoyaki po onigiri, karaage i inne specjały. No, a my mamy okazję doświadczyć tego jej oczami.
Każdy odcinek to nowa kulinarna przygoda, przeplatana lekkimi interakcjami z sąsiadami oraz babcią, której pochodzenie wyjaśnia nam co nieco na temat swobody z jaką Suzume porusza się i generalnie żyje w Japonii, w oczekiwaniu na powrót do Wielkiej Brytanii. Jedzenie jest w samym centrum tej niezwykle prostej, żeby nie powiedzieć wręcz banalnej historii, a twórcy anime potrafią odpowiednio je wyeksponować i przekazać nam emocje związane z odkrywaniem nowej kuchni. Inaczej, z pewnością byliby „ugotowani”, a widzowie nie skusiliby się na oglądanie tego serialu.

Animacja potraw jest rewelacyjna. Detale, gorąca para, tekstury, wszystko wygląda niezwykle apetycznie. Zresztą, całość serialu prezentuje się naprawdę barwnie i uroczo. Chciałoby się zastąpić bohaterkę choćby na chwilę, a za sprawą produkcji jesteśmy w stanie tego dokonać na dobre dwadzieścia minut. Czuje się, że twórcy kochają temat. Nie chodzi jednak tylko o jedzenie samo w sobie. Poszczególne odcinki pełne są smakowitych faktów na temat japońskiej kuchni, co sprawia, że anime działa też trochę edukacyjnie.
Urok głównej bohaterki sprawia, że ciężko oderwać się od oglądania. Entuzjazm Suzume zdecydowanie udziela się w trakcie oglądania, a my przypominamy sobie, że w życiu czasami warto cieszyć się prostymi rzeczami. Jej reakcje na jedzenie również są szczere i zaraźliwe – od zachwytu po lekkie zakłopotanie kulturą i japońskimi obyczajami. Nie ma tu wielkiej, oryginalnej fabuły, ale codzienność bohaterki jest przyjemna i niezwykle relaksująca. The Food Diary of Miss Maid to jedno z moich tegorocznych „guilty pleasures”.

Atmosfera utrzymana jest tutaj w spokojnym, ciepłym i odstresowującym tonie. W sam raz na wieczorny seans po dniu ciężkiej pracy oglądanie, gdy nie mamy siły, ani koncentracji na poważniejsze produkcje. Dodatkowo, muzyka i oprawa wizualna (szczególnie tła miast i parków) świetnie budują relaksujący klimat animacji. Sam styl może nie powala na kolana, ale bardzo fajnie podkreślono zachwyt daniami, a także czysto komediowe fragmenty serialu. Poza tym, naprawdę fajnie z Suzume uzupełniają się drugoplanowi bohaterowie, czy są to jej sąsiedzi, czy mieszkająca w Japonii rodzina i przyjaciółka. Potrafią ożywić historię i pozwalają nam zapomnieć o jej schematyczności.
No właśnie. Dla niektórych widzów anime będzie z pewnością zbyt schematyczne i monotonne – każdy odcinek kręci się wokół „Suzume je coś nowego”. Produkcji o bohaterach, pochłaniających kolejne japońskie dania mieliśmy już w końcu sporo, a wiele z nich mogło pochwalić się bardziej oryginalną i zdecydowanie głębszą fabułą. W tym przypadku wszystko zależy od tego, czego poszukujecie jako widzowie. Mamy kilka wątków, które chciałoby się lepiej poznać, jak historia angielskiej rezydencji, w której pracuje bohaterka, ale twórcy niemal całkowicie ją pomijają. Historia nie powala zatem na kolana.

Mimo braku oryginalności i wspomnianego schematu, The Food Diary of Miss Maid to w moich oczach jeden z najprzyjemniejszych, najprostszych, a przede wszystkim najbardziej relaksujących tytułów minionej wiosny. Spełnia swoją rolę w 100% – koi, bawi i wzmaga apetyt. Zapewne nie będzie to rewelacja dla fanów kuchennych opowieści, ale dla każdego, kto chce wyluzować, trochę się „odmóżdżyć”, a może nawet pomyśleć o nowym daniu, powinna to być pozytywna niespodzianka. Jeśli chodzi o mnie, jest to tego rodzaju przypadek, w którym historia w ogóle nie powaliła mnie na kolana, ani nawet nie zmusiła do ruszenie się w fotelu, a jednak z oglądania kolejnych odcinków miałem ogromną frajdę.
Ocena: 6,5/10
