Z latami 90. mam wiele skojarzeń. Jedno z nich dotyczy faktu, że w tym okresie czasu doczekaliśmy się całej masy filmów z gatunku sci-fi, które dziś uznajemy za klasyki. Matrix, Faceci w czerni, czy Ghost in the shell, to tylko kilka z nich. Wiele tytułów zapadło mi w pamięć, a jednym z najlepszych, tym bardziej, że to sequel, jest według mnie Terminator 2: Dzień sądu.
Niby pomysł jest ten sam, ale jednak pewne zmiany w zestawieniu z większym budżetem, większą ilością akcji i lepszymi efektami specjalnymi, w moich oczach czynią kontynuację filmu z 1984 r. lepszą od oryginału. Śmiem nawet twierdzić, że to większy klasyk gatunku. Sprowadzając jednak to wszystko do podstaw, po prostu produkcję z 1991 r. ogląda się świetnie i to ponad 30 lat od jej premiery.
Do przeszłości ponownie zostają wysłanie przedstawiciele dwóch walczących ze sobą stron – ludzi pod wodzą Johna Connora oraz sztucznej inteligencji, czyli Skynetu. Jeden ma zniszczyć przywódcę buntu, gdy jest on jeszcze dzieckiem. Drugi ma go ochronić. Sęk w tym, że obaj to roboty! Terminator, a konkretnie model T-1000 zmierzy się z klasycznym Terminatorem, który został przeprogramowany by ochronić Connora. Już ta zmiana czyni film bardziej intrygującym i ekscytującym, a to tylko jeden z jego bardzo pozytywnych aspektów.
Sceny akcji to tutaj totalny sztos! Roboty idą na totalną rozwałkę w 1995 r. James Cameron nie oszczędza ulic, sklepów, ciężarówek, motocykli, policjantów, a nawet niewinnych przechodniów. Rozwałka wchodzi na wyższy poziom, a akcja jest dynamiczna i to nawet jak na dzisiejsze standardy. Czasem widać, kiedy z aktorami zmieniają się kaskaderzy, ale generalnie te przejścia są płynne i niezauważalne. Nawet pewne nawiązania do pierwszego filmu, jak sam początek, w którym roboty pojawiają się w przeszłości, wypadają świetnie. Tak jakby reżyser chciał po prostu udowodnić, że z większą kasą może zrobić to, co w pierwszej części jeszcze lepiej i po prostu to robi.

Efekty specjalne to także jest po prostu inny stan umysłu. Są po prostu rewolucyjne jak na lata 90., a i dzisiaj wciąż dają radę. Widz długo zbiera gębę widząc przemiany jakie przechodzi T-1000. W połączeniu ze świetną charakteryzacją, Oscar za VFX nie był tutaj przypadkiem. Do tego oczywiście dochodzą te wszystkie wybuchy i totalna rozpierducha jaką widzimy na ekranie, ale to efekty komputerowe są jednym z najbardziej imponujących aspektów produkcji. Jak dorzucimy do tego ścieżkę dźwiękową (Oscar za najlepszy dźwięk i najlepszy montaż dźwięku), podkręconą nutami z oryginału, mamy kolejne zapadające w pamięć elementy, a to jeszcze nie koniec.
Odkładając na bok stronę techniczną, scenariusz zdecydowanie zdaje tutaj egzamin. Do trzymającej w napięciu i pełnej akcji historii, którą kojarzymy z filmu z 1984 r. dodane zostały bardzo fajne motywy, które idealnie wpasowują się w fabułę (relacja dziecko-rodzic, czy kwestia granic człowieczeństwa). Pojawienie się Terminatora wprowadza ciekawy i niespodziewany wątek ojcostwa, gdy bohater grany przez Schwarzeneggera staje się swego rodzaju zastępczym rodzicem młodego Johna, nawiązując z nim bliższą więź, choć jako maszyna pozostaje pozbawiony emocji. Zresztą austriacki aktor oprócz samych scen akcji sprawdza się w tej roli świetnie. Nie gorzej wygląda to w przypadku debiutującego Edwarda Furlonga, ale nie możemy też zapomnieć o Lindzie Hamilton, która ponownie zagrała Sarah Connor, nadając postaci niezwykłej siły charakteru, nieugiętości, ale również nuty szaleństwa i nieprzewidywalności. W końcu spotykamy ją w szpitalu psychiatrycznym, z którego próbowała już uciec.

Muzyka, efekty specjalne, akcja, aktorstwo, scenariusz. Wszystko w Terminator 2: Dzień sądu zagrało świetnie. Trzeba jeszcze wspomnieć o rozbudowaniu mitologii tego świata, choćby o kwestię tego, kto stworzył Skynet, co też wypada bardzo fajnie. No i jeszcze emocjonalne zakończenie, którego ja się nie spodziewałem i pewnie wielu widzów podobnie. Seans filmu mija tak szybko, że od razu chce się wrócić do początku. Wciąga jeszcze bardziej niż pierwsza część i spokojnie można go nazwać definicją udanego sequela.
Ocena: 8/10
