Transformers tom 5 – recenzja komiksu

Z wojnami bywa tak, że nawet małe zdarzenie potrafi dać przewagę jednej ze stron konfliktu. A co jeśli mowa o trwającej miliony lat wojnie kosmicznych robotów? Autoboty wciąż toczą kolejne bitwy z Deceptikonami w serii Transformers, ale w jej piątym tomie pojawia się iskra nadziei dla tych pierwszych. Co z tego wyniknie? Sprawdźmy to.

Do tej pory w serii działo się mnóstwo rzeczy. Mieliśmy spektakularne zdrady, śmierć bohaterów, zaskakujące powroty, no i kompletną rozwałkę amerykańskich miast. Działo się, oj działo. Piąty tom stanowi w pewnym sensie punkt zwrotny historii. Zwalniamy tempo, następuje reorganizacja sił, a dla Autobotów w końcu pojawia się światełko w tunelu i szansa na przechylenie szali konfliktu na swoją stronę. Tylko, czy aby na pewno? O tym właśnie przekonujemy się z lektury najnowszej części komiksu.

Ten tom zdecydowanie wyróżnia się w całej serii spokojniejszym tempem akcji. Mamy mniej walk (choć ich nie brakuje i zostały nam tutaj zostawione na deser), za to więcej podejmowania istotnych decyzji dla przyszłości konfliktu z Deceptikonami. Niektórzy zastanawiają się, po której stronie się opowiedzieć. Inni trenują, szykując się do kolejnych bitew. Są też tacy, którzy obejmują nowe role. Komiks skupia się niemal w całości na perspektywie Autobotów, aczkolwiek otrzymujemy również krótki wstęp zarysowujący nam położenie Deceptikonów. Zwłaszcza niepokojący stan ich lidera, Megatrona. Widzimy jednak, że pod jego wodzą nie powiedzieli ostatniego słowa.

Choć jak już wspomniałem, tym razem mamy mniej akcji i wielkich walk, to nadal ma miejsce wiele istotnych wydarzeń dla rozwoju fabuły. Robert Kirkman pcha fabułę w nowym kierunku, rozbudowując historię przejętą po Danielu Warrenie Johnsonie. Mamy dużo gadania, nawet bardzo dużo, więc potrafię zrozumieć, że dla wielu czytelników taka zmiana w tym tomie będzie ciężka do przetrawienia. Ja nie miałem z tym problemu, gdyż w tle zarysowują się wciąż moralne dylematy, a dialogi nie służą jedynie rozpoczęciu nowych, czy kontynuacji starych wątków. Wielka przemowa Megatrona, mobilizująca Deceptikony robi piorunujące wrażenie. Podobnie rzecz się ma, gdy Optimus Prime podejmuje najważniejszą decyzję w swoim życiu, taką która może zmienić oblicze wojny na zawsze. W dużym stopniu nie mamy tu zatem do czynienia jedynie z czczymi słowami.

Ilustracje są jakby bardziej stonowane i wygładzone niż do tej pory. To coś innego niż ostry i dynamiczny styl Johnsona. Autoboty i Deceptikony nadal prezentują się jednak świetnie, choć wizualnie, mało która scena naprawdę zapada w pamięć. Ja wyróżniłbym te fragmenty, w których pojawia się Megatron, gdyż z jego oblicza zawsze biją bardzo silne emocje i nie inaczej jest tym razem. Jest jeszcze fantastyczny kadr, w którym w lśniącym torsie Optimusa odbija się oblicze innych Autobotów. Bardzo spodobał mi się ten pomysłowy i świetnie wykonany rysunek. Nie zawiodły mnie też sceny walki, mimo ich zdecydowanie mniejszej ilości. Są pełne emocji, a ilustratorzy przywiązują w ich przypadku ogromną uwagę do detali, pamiętając o zniszczeniach na najmniejszym poziomie.

Jeśli są jakieś elementy fabuły komiksu, których nie jestem w stanie na tym etapie jednoznacznie pozytywnie ocenić, to z pewnością dotyczą one tutaj wątków związanych z ludźmi. Nagle ludzie, a konkretnie armia USA, przychodzą z pomocą Autobotom, bo już wiedzą, że to ci dobrzy. Co więcej, oferują im to, czego tak bardzo potrzebują. Nie tylko sam Energon. Okazuje się bowiem, że od wielu lat prowadzili badania nad dwoma Autobotami, których fani marki zapewne skojarzą. Wydało mi się to trochę zbyt piękne, że nagle tak łatwo dajemy przewagę siłom Optimusa, trochę jak za pociągnięciem czarodziejskiej różdżki. W tle czujemy jednak, że coś jest nie do końca tak jak być powinno i pojawia się pewien spisek, co niejako wynagrodziło mi prostotę takiego fabularnego posunięcia.

Transformers w najnowszym tomie daje nam odetchnąć i przegrupować się tak jak zresztą i głównym bohaterom. Poziom serii zostaje podtrzymany, choć ta część historii może wydać się mniej ekscytująca niż do tej pory. Uważam jednak, że zarówno ilustracje, kolory jak i fabuła nie zawodzą. No i mimo wszystko, ciężko przewidzieć jak historia potoczy się dalej, nawet jeśli Autoboty wydają się mieć przewagę. Zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po piąty tom.

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu NAGLE!

We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://www.naglecomics.pl/transformers-tom-5/3-232-207

Leave a Reply