Void Rivals tom 5 – recenzja komiksu

W każdym konflikcie dochodzi do pewnego punktu krytycznego. Co jednak, gdy takie zdarzenie sprawi, że wrogowie będą musieli zostać… sojusznikami? Co, gdy będzie trzeba stanąć przed trudnym wyborem między zniszczeniem odwiecznego rywala, a przetrwaniem w obliczu inwazji? Z takim zaskakującym scenariuszem mamy do czynienia w najnowszym, piątym tomie serii Void Rivals.

Inwazja Quintessonów wywraca fabułę serii do góry nogami w jej najnowszej odsłonie, całkowicie skupiając się na konfrontacji z kosmicznym najeźdźcom. Wojna Agorrian z Zertonianami musi zostać odłożona na bok w obliczu zdecydowanie bardziej wymagającego rywala. Tempo akcji wchodzi na zdecydowanie wyższy poziom, na jaw wychodzą kolejne sekrety, a we wszystko są jeszcze zaangażowani Cybertronianie.

Mnóstwo akcji, emocji i niespodzianek. Najnowszy tom Void Rivals nie zawodzi, dostarczając nam mnóstwo fajerwerków. W trakcie wojennego chaosu wychodzą na jaw istotne informacje, choćby na temat zaskakującej tożsamości Proximusa. Pojawiają się kolejni przybysze z odległej planety, a do akcji chce wkroczyć nawet Zerta. Bohaterowie zostają osądzeni i wydaje się, że nie ma już nadziei na ich przetrwanie. Upadek jest coraz bliżej, ale kolejne grupy postaci, choć oderwane od siebie, zaczynają myśleć w podobny sposób. Mimo wszystko, wciąż istnieje nadzieja na odparcie Quintessonów, ale czy ta sztuka się uda? Z takim pytaniem pozostawia nas finał tego tomu.

Spodobał mi się ten niespodziewany zwrot w kierunku fabuły komiksu. Do tej pory głównie odkrywaliśmy tajemnice dwóch rywalizujących ze sobą kosmicznych cywilizacji. Teraz otrzymaliśmy kawał dynamicznej akcji oraz szersze spojrzenie na historię w kontekście Energon Universe. Wojna jest chaotyczna, czyli dokładnie taka jaka być powinna. W trakcie walki ciężko nam przewidzieć jak dokładnie się ona potoczy, więc finał piątego tomu jest dla nas wielką zagadką i niespodzianką. Myślę, że to najbardziej ekscytująca jak do tej pory część tej serii.

Nie zawiodły mnie również ilustracje. Ponownie utrzymane w ciemnych odcieniach, które dobrze pasują do kosmicznego otoczenia historii. Tym razem mamy zdecydowanie większą ilość akcji, a mnie chaos, który ze sobą niesie wyjątkowo przypadł do gustu. Pochwaliłbym zwłaszcza kadry, dzięki którym dobrze i płynnie przechodzi się przez kolejne fragmenty walk. Z łatwością wizualizują się one przed nami. Świetne są także emocjonalne sceny, bo w zgiełku konfliktu twórcy znajdują na nie miejsce. Rysunki dowożą na tym samym poziomie, co fabuła.

Piąty tom Void Rivals bardzo fajnie wpisuje się też do Energon Universe. Dostajemy coraz więcej wątków, które wiążą historią Daraka i Solili z Transformers, a nawet G. I. Joe. Jednocześnie, komiks pozostaje wierny swojemu stylowi i nie pozwala się przytłoczyć tym wątkom, lecz umiejętnie wplata je w główną oś fabularną. Widać rozwijający się powoli zamysł Kirkmana i niezwykłą zdolność do porządkowania wielu wątków, które tutaj się ze sobą splatają.

Jak dla mnie, ten piąty tom jest najlepszym jak do tej pory w całej serii. Czy chodzi o fabułę, zwroty akcji, czy ilustracje. W zasadzie jedyne do czego można by się przyczepić, to fakt, że mamy tu mniej miejsca na rozwój dwójki głównych bohaterów. No, ale we wcześniejszych odsłonach poświęcono już mu sporo miejsca, więc mnie zupełnie to nie przeszkadzało. Jestem pod wrażeniem i nie mogę doczekać się, by poznać kolejny rozdział tej kosmicznej historii!

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania komiksu chciałbym podziękować wydawnictwu NAGLE!

We własny egzemplarz komiksu możecie zaopatrzyć się pod poniższym linkiem: https://www.naglecomics.pl/void-rivals-tom-5/3-232-208

Leave a Reply