O miłości pisali już w starożytności. Powstało tyle różnych poematów, wierszy, a później opowiadań i powieści, że źródeł dla seriali o tej tematyce mamy całe mnóstwo. Można by, na przykład sięgnąć po baśnie Andersena i zreinterpretować jedną z nich w naprawdę oryginalny sposób. Właśnie taka sytuacja ma miejsce w anime Sayonara, Lara.
Japońska animacja została wyprodukowana z okazji 15-lecia studia Kinema Citrus, które ma na swoim koncie takie tytuły jak Code: Breaker, Made in Abyss, czy The Rising of the Shield Hero. Nie jest im zatem obca praca przy solidnych projektach, które w przeszłości udało im się przekształcić w niemałe hity. Czy ich jubileuszową animację będziemy mogli zaliczyć do tego grona? Po obejrzeniu całości, liczącej sobie 12. odcinków mogę powiedzieć, że raczej tak.
Tytułowa Lara, to córka króla Mórz Rowana i królowej Rigmor. Jest zafascynowana ludźmi, choć jakiekolwiek kontakty z ich światem są surowo zakazane. W końcu ta swego rodzaju obsesja doprowadza do tragedii. Jej ciotka, wygnana przez laty z królestwa, daje jej miksturę, która zamienia ją w człowieka. Jeśli jednak nie znajdzie prawdziwej miłości, zamieni się w morską pianę!
Wszystko zmierza jednak w dobrym kierunku. Zakochuje się w księciu, którego kiedyś uratowała. Wydaje się, że odwzajemnia on jej uczucia. Gdy w końcu ma dojść do pocałunku zakochanych, mikstura przestaje działać, a przerażony syreną książę wyciąga miecz z wrogimi zamiarami. Sytuacja doprowadza do tego, że bohaterka zamienia się w pianę. To z kolei doprowadza do upadku królestwa syren, którego mieszkańcy zapadają w sen. Jest jednak szansa na ich uratowanie. Po 200 latach snu Lara dostaje drugą szansę na znalezienie prawdziwej miłości.

Początek serialu zabiera nas do przeszłości, ale główna część fabuły toczy się w czasach nam współczesnych, w Japonii. Akcję do przodu popycha spotkanie Lary z Mari, która zabiera dziewczynę pod swój dach i niejako pokazuje jej jak wygląda życie w XXI wieku. Między dziewczynami tworzy się bliższa relacja, okazują sobie wzajemnie wsparcie, choć nie wygląda to wszystko od samego początku łatwo i pięknie. Są kłótnie, niesnaski i nieporozumienia. Czujemy jednak, że ta relacja będzie bardzo istotna dla zakończenia tej historii.
Sayonara, Lara, to przepiękna baśń i naprawdę ciekawa reinterpretacja Małej syrenki Andersena, bo na niej oparty jest do pewnego stopnia serial. Przede wszystkim, jest to niezwykle stylowa animacja, która wygląda pięknie, tak jak właśnie na baśń przystało. Paleta kolorów i kompozycja są po prostu zachwycające. Sposób kadrowania scen przyciąga wzrok i pokazuje, że każdy element został starannie przemyślany. Jest w niej ten magiczny element i nie mam tutaj tylko na myśli zaklęć, czy nadprzyrodzonych zdarzeń. Do tego świetna, emocjonalna ścieżka dźwiękowa no i właśnie te uczucia. W ten oryginalny sposób anime okazuje się być refleksją na temat miłości i wolności wyboru.

Razem z Larą odkrywamy, czym jest prawdziwa miłość. Twórcy animacji w bardzo przemyślany sposób podeszli do tego tematu, który według mnie nie obrazi żadnego widza, bez względu na wiek, orientację, czy rasę. Na dodatek, ten dylemat przed którym stoi bohaterka, rodzina vs miłość został świetnie ujęty i rozwijany na przestrzeni całego sezonu, a każdy z widzów mógłby się z nim utożsamić. Wewnętrzy konflikt dziewczyny został fantastycznie przedstawiony, a pomogła w tym cała gama barwnych postaci, które ją otaczają. Od walecznej i nieco krnąbrnej bokserki, Mari, przez ekscentrycznego malarza amatora, Lucę, aż po syrenią rodzinę głównej bohaterki. Problem polega jednak na tym, że o ile dobrze wspierają główny wątek, to można by jednak bardziej rozwinąć cały drugi plan serialu.
Mam jednak pewien problem z tym tytułem. Wszystko rozgrywa się w dobrym naturalnym tempie. Relacja głównych bohaterek zostaje fajnie zarysowana, powoli odkrywając przed nami prawdziwe uczucia dziewczyn. Aż tu nagle nadchodzi finał. Mam wrażenie, że jednak za szybko dochodzimy do tego zakończenia i gdzieś tam zabrakło przynajmniej kilku odcinków, które lepiej odniosłyby się do tajemnic, które wychodzą na jaw, dłużej się nad nimi pochylając. Przez to ten finał, choć naprawdę solidny, klimatyczny i dobrze podsumowujący tę baśń, troszeczkę rozczarowuje.

Sayonara, Lara to stylowe i oryginalne anime, fajnie czerpiące z baśni Andersena, nadając jej jednocześnie własny sznyt. Ogląda się je niezwykle przyjemnie, a niemal każdy odcinek to duża dawka emocji. Oczywiście, ma momenty mniej i bardziej angażujące, ale mimo pewnych scenariuszowych zakrętów, o których wspomniałem, a które nie przypadły mi do gustu, to jedna z perełek letniego sezonu w tym roku. Warto zobaczyć.
Ocena: 6,5/10
