Dobry i wciągający początek to zdecydowanie za mało, by przekonać do siebie widza, jeśli nie pójdzie za tym interesująca fabuła. Niejedna produkcja zaczynała się wręcz świetnie, by błyskawicznie zawinąć się z ekranów naszych telewizorów. W takich przypadkach możemy mówić o wielkim szczęściu, gdy dostaje ona cały sezon. Jeśli chodzi o nowości ze świata anime (lato 2026), to takim tytułem jest Black Torch.
Pod koniec 2025 roku w Polsce zadebiutowała manga, którą później zaadaptowano na potrzeby animacji. Dobrze pamiętam, że widziałem w przedstawionej tam historii niezły potencjał. Dlatego z przyjemnością przyjąłem wiadomość o powstaniu anime na jej podstawie. Nie znając jeszcze dalszej części fabuły miałem jednak pewne obawy. Dowiedziałem się bowiem, że całość zawiera się bowiem w raptem pięciu tomach. Czyżby nie dano autorowi pola do rozwoju i tytuł ten nie był tak popularny jak mógł na to wskazywać jego początek. Niestety, po obejrzeniu całych 12. odcinków serialu, okazało się, że moje obawy były uzasadnione.
Jeśli chodzi o fabułę serialu, jego głównym bohaterem jest nastoletni Jiro Azuma. Na pozór nie wyróżnia się niczym, dopóki nie przekonujemy się, że potrafi rozmawiać ze zwierzętami! Już robi się ciekawie. Później ratuje czarnego kota. Zresztą, często pomaga zwierzakom w potrzebie, więc dla niego to nic specjalnego. Tylko, że ów kot, Rago, okazuje się być mononoke (jap. zjawa, duch, demon, yōkai) o wielkiej mocy! Wkrótce pojawia się nawet specjalna jednostka, która zajmuje się tego typu zjawiskami, a bohater staje się częścią tzw. Black Torch.
Tak to wszystko się zaczyna i według mnie, ten start daje solidne podstawy dla fajnego, wciągającego, pełnego akcji anime. Tylko, że potem już tak ciekawie nie jest. Przede wszystkim, całość mangi zamyka się w 12. odcinkach. Jak zatem możecie się domyślić, nie ma tu zbyt wiele miejsca na rozwój postaci. Akcja gna na złamanie karku. Ledwo pojawiają się nowi partnerzy Jiro, a zaraz poznajemy „wielkiego złola”. Kolejna chwila i dochodzimy do finałowej konfrontacji. Zakończenie niby jest otwarte i można by wrócić do tej historii, tylko, że ona nie zarysowuje wątków do kontynuowania w przyszłości.

W sumie, nie mamy czasu by bliżej poznać, a co dopiero polubić bohaterów. Tak naprawdę, serial skupia się na Jiro i Rago, tego pierwszego w nowej sytuacji, w której próbuje się odnaleźć, a jeśli chodzi o naszego mononoke, to poznajemy jego przeszłość i tzw. background (skąd się wziął, itp.). W ekspresowym tempie dowiadujemy się też czegoś o jego partnerach, ale nie ma się poczucia, że następuje to naturalnie, a bardziej na siłę. Po wszystkim nawet nie zapamiętałem jak się nazywali.
Do akcji nie ma się, co przyczepiać, to fakt. Jest naprawdę dynamiczna i ogląda się ją przyjemnie. Zresztą, pod względem wizualnym też jest solidnie. Nie zauważyłem tu żadnych niedociągnięć. Tylko, że przy miałkim scenariuszu nawet najlepsze efekty specjalne nie pomogą, a z takim przypadkiem mamy tutaj do czynienia. Po porządnym starcie robi się nudno. Jest wiele o niebo lepszych krótkich animacji, które naprawdę wciągają. Black Torch dla mnie do takich nie należy. Mimo solidnej realizacji, mocno zawiodłem się na tej historii.
Ocena: 5,5/10
