Mało jest japońskich autorów i autorek komiksów, którzy mogą pochwalić się więcej niż jedną popularną i powszechnie cenioną serią. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w tym gronie jest Rumiko Takahashi, twórczyni takich tytułów jak Inuyasha, Ranma 1/2, czy Urusei Yatsura. W tym roku, kolejna z jej niezwykle udanych mang doczekała się animowanej adaptacji, a jest nią MAO.
Anime, które zadebiutowało w 2026 roku, doczekało się dwóch części. W sumie składa się na nie 26. odcinków, a ostatni został wyemitowany 26 września. Serial nie zamyka jednak całej historii, choć na moment pisania tego tekstu nie wiemy nic na temat potencjalnego 2. sezonu. Zaznaczę jednak, że jeśli jakaś seria zasłużyła w tym roku na kontynuację, to według mnie jest nią właśnie MAO, tytuł który zasługuje na więcej uwagi niż przez ostatnie tygodnie mu się poświęcało.
O czym opowiada produkcja studia Sunrise? Jej akcja rozpoczyna się w czasach współczesnych, ale nie jest to jedyny okres jaki tutaj odwiedzamy. Tam poznajemy Nanokę, uczennicę gimnazjum, która w dzieciństwie przeżyła traumatyczny wypadek, mający nie lada znaczenie dla rozwoju fabuły. Gdy pewnego dnia wraca na miejsce wypadku i przechodzi przez bramę opuszczonej dzielnicy handlowej, nagle przenosi się do ery Taishō (1912-1926)! Tam poznaje tytułowego Mao, enigmatycznego onmyōji, eksperta od klątw, duchów, demonów, itp. Wkrótce, przeszłość obojga połączy ich na drodze do zdjęcia potężnej klątwy kota-demona, Byōki.
MAO to niezwykle stylowa, mroczniejsza niż większość utworów pani Takahashi historia. Pierwsze odcinki skupiają się na śledztwach wspomnianej dwójki, poszukujących informacji na temat Byōkiego, a przy okazji pomagających potrzebującym. Razem badają serię dziwnych, krwawych zdarzeń związanych z klątwami, ayakashi i mrocznymi siłami, które przenikają obie epoki. Po pewnym czasie, wątek schodzi na nieco dalszy plan, a serial skupia się na tajemniczej przeszłości tytułowego bohatera.

Serial w umiejętny i wciągający widza sposób łączy elementy horrorów, tajemnicy, walki z demonami i delikatnej relacji między bohaterami z różnych czasów. Bywa mroczny i krwawy, ale między poważne tony udaje się wpleść elementy humoru, które pozwalają widzowi odetchnąć od pełnej napięcia fabuły. Pojawiają się nawet pewne wątki romantyczne, jak to u pani Takahashi bywa, ale w tym 1. sezonie są one bardzo delikatnie zarysowane i nie odgrywają większej roli. No i część bohaterów może być w tej kwestii ślepa, choć my dostrzegamy gołym okiem co jest na rzeczy. Podsumowując tę część recenzji, fabule nie brakuje głębi, różnorodności i klimatu, w oryginalny sposób wykorzystując japoński folklor i motywy fantasy.
Historia nie byłaby wciągająca, gdyby nie bohaterowie i łączące ich relacje. Mao i Nanoka to zdecydowanie przeciwieństwa. Mężczyzna jest chłodny, zdystansowany i skupiony niemal wyłącznie na swoim celu. Nie zamyka się jednak na potrzebujących, prowadząc swego rodzaju klinikę ds. klątw, w czym wspiera go stworzony przez niego shikigami, niezwykle sympatyczny, pracowity i rzeczowy Otoya. Z kolei Nanoka jest energiczna i odważna. Często przechodzi do akcji zamiast najpierw spokojnie się zastanowić nad planem działania. Nieraz kłóci się z Mao, a ich różnice zdań często popychają fabułę serialu do przodu. Z czasem pojawiają się kolejni onmyōji, dysponujący nadprzyrodzonymi mocami i silnymi charakterami, ale to wyżej wymieniona trójka trzyma historię „w kupie”.

Generalnie, mój największy problem z tym tytułem, to powolne tempo akcji. Rozumiem, że wspiera ono budowanie napięcia i atmosfery tajemnicy. Czasem odnosiłem jednak wrażenie, że serial długo stał w miejscu, trochę jakby brakowało dobrego pomysłu by pchnąć akcję do przodu. Ten w końcu się pojawiał, ale kilka razy miało to miejsce, według mnie, zbyt późno i można było już poczuć lekkie znużenie i rozkojarzenie. Poza tym, odejście od wątku zdjęcia klątwy Byōkiego na rzecz odkrywania kolejnych sekretów z przeszłości Mao potrafi wybić z rytmu, a odcinków jest w końcu, aż 26.
Poza tempem, nie miałem większych problemów z MAO. Naprawdę spodobała mi się strona wizualna serialu. Animacja postaci jest stabilna i przejrzysta. To samo dotyczy zresztą scen akcji. Fajnie oddano kolorystyczną różnorodność różnych epok, nadając teraźniejszości cieplejsze barwy, a przeszłości stonowane, nieraz mroczniejsze kolory, które dają nam poczucie obcowania z czymś nadprzyrodzonym. Bardziej odpowiada klimatowi horroru, czy thrillera. Poza tym, oba wspomniane przeze mnie okresy czasu wyglądają naprawdę wiarygodnie i widać tutaj dużą dbałość o detale. Wizualnie, anime to według mnie pierwsza klasa jeśli chodzi o produkcje w 2026 r.

MAO to jedna z ciekawszych nowości minionego lata. Unikalna historia, łącząca przeszłość i przyszłość oferuje świetny klimat i wciągającą historię. Do tego dochodzi wiele tajemnic i równie dużo akcji, fajnie splecionych z japońskim folklorem. Zarówno miłośnicy japońskiego horroru jak i fantasy zaintryguje adaptacja najnowszego dzieła Rumiko Takahashi, która pod względem fabuły i głównych bohaterów jak zwykle nie zawodzi. Produkcja niejeden raz was zaskoczy, ale musicie dać jej kilka odcinków zanim na dobre w nią wsiąkniecie. Zróbcie tak, a nie będziecie żałować.
Ocena: 7,5/10
