Japońskie komiksy wykorzystały już pomysły z różnych części świata, tworząc oryginalne historie z wieloma elementami, przywołującymi u czytelnika pewne skojarzenia. Tak było choćby z Wikingami, czy Mongołami. Mangi powołują się też na znane mity, czy baśnie i jednym z tego przykładów jest Magi: The Labyrinth of Magic.
Pani Shinobu Ohtaka zabiera nas do świata inspirowanego Księgą tysiąca i jednej nocy. Tam spotykamy Aladyna. Tak, Aladyna, choć daleko mu do bohatera znanego z przeboju Disneya. Dzieciak jest słodki i sympatyczny, ale już na pierwszych stronach udowadnia, że potrafi walczyć o przetrwanie. Pomaga mu w tym odrobina sprytu, ale także, jak możecie się domyślić, dżinn Ugo, który jest jego przyjacielem, ale tymczasowo przebywa we flecie i nie jest w stanie w całości się stamtąd wydostać. Dwójka jest w trakcie podróży w poszukiwaniu lampy, która najpewniej zostanie nowym domem magicznej istoty.

Tak zaczyna się magiczna przygoda Aladyna. Pierwszy tom mangi wprowadza nas do świata przedstawionego, zarysowuje głównych bohaterów i pcha fabułę do przodu. Poznajemy ważne szczegóły dotyczące podróży, w którą wyrusza chłopak, wyjaśniając nieco na temat tytułowego labiryntu, a właściwie labiryntów, gdyż tych jest znacznie więcej. Łączy je jednak ze sobą ukryte w nich bogactwo i magiczne artefakty, ale także czyhające w nich zagrożenie. Pojawiają się również kolejne postaci inspirowane arabskimi baśniami. Wspomina się o Sindbadzie, a kompanem Aladyna zostaje Alibaba. Co jednak najważniejsze, te postaci nie są żywcem wyrwane z oryginału i już na tym etapie historii przyjemnością jest odkrywanie podobieństw i różnic między nimi.
W tym pierwszym tomie dominuje bardzo fajna mieszanka przygody i humoru. Aladyn wyrasta na miłego, troszczącego się o potrzebujących chłopaczka, który jednak jak na swój wiek z łatwością wpada w objęcia hojnie obdarzonych przez naturę pań. No i porządnie zjeść też lubi, ale o tym dlaczego tak jest dowiadujemy się w jednym z rozdziałów. Z kolei Alibaba wydaje się być chytrusem, spryciarzem, który tylko wykorzystuje fakt, że dżinn pomógłby mu w osiągnięciu bogactwa, ale wyczuwamy w nim też dobre serce. Jest miejsce na ciekawy rozwój obu bohaterów, a na horyzoncie pojawia się też większy złoczyńca w osobie władcy feudalnego Jamila.

Magi: The Labyrinth of Magic nie powala na tym etapie nadzwyczajną akcją i super mocami, choć oba elementy są tutaj obecne. Czuć, że autorka daje sobie czas na rozwinięcie historii i nie chce przesadzić z żadnym ze wspomnianych aspektów mangi. Udaje jej się w naprawdę zrównoważony sposób zachęcić nas do czytania, dając przedsmak możliwości jakie płyną z tej przygody. Pozostawia jednocześnie wiele tajemnic, choćby to jak Aladyn dokładnie trafił na Ugo. Nie da się jednak ukryć, że fabuła naprawdę intryguje mimo pewnej prostoty.
Bardzo fajnie prezentują się z kolei ilustracje. Dopracowane są zarówno krajobrazy, budynki i całe arabskie tło, a także wizerunki postaci. Odpowiednio podkreśla także bardziej komediowe akcenty oraz poszczególne sceny walk. Styl rysunków dobrze odpowiada baśniowemu klimatowi tej opowieści. Jak na pierwszy tom, naprawdę byłem pod wrażeniem pewnej stabilizacji mangi pod względem wizualnym, bo na początku serii różnie z tym bywa.

Świetnie bawiłem się, czytając ten pierwszy tom. Może nie jest to póki co najbardziej zaskakująca i angażująca historia, ale sprawiła mi nie lada frajdę. Co najważniejsze, po jej przeczytaniu jestem ciekaw dalszego ciągu przygody, a pole do rozwoju jest tutaj naprawdę duże. Jest magia, humor, akcja, a jak dla mnie to dobry początek. Czekam na kolejnych bohaterów i tajemnice, a w tym miejscu polecam wam sięgnąć po tę odsłonę Magi: The Labyrinth of Magic.
Ocena: 7/10
