Grow Up Show: Himawari no Circus-dan – recenzja anime

Ponad dwadzieścia lat oglądania japońskich animacji przyzwyczaiło mnie do wielu oryginalnych historii. Dotyczy to zarówno dramatów obyczajowych jak i czystego fantasy. Tematyka, po którą tamtejsi twórcy sięgają potrafi często być naprawdę różnorodna i oryginalna. Z takim przypadkiem mamy właśnie do czynienia w jednej z letnich nowości, anime zatytułowanym Grow Up Show: Himawari no Circus-dan.

Na tyle, na ile się orientuję, tego jeszcze nie grali. Nie dość, że zgłębiamy sekrety funkcjonowania japońskiego cyrku i jego artystów, to jeszcze przenosimy się do końcówki lat 50. w Kraju Wschodzącego Słońca! Takiego oryginalnego tematu 13. odcinkowej animacji zupełnie się w tym roku nie spodziewałem. Jednakże, po obejrzeniu całości, jestem wdzięczny studiom A-1 Pictures i Psyde Kick Studio za stworzenie tej niezwykle ciepłej, przyjemnej i poruszającej produkcji.

Akcja naszego serialu rozgrywa się w czasie boomu gospodarczego w Japonii. To zupełnie inne czasy, gdy ludzie nie potrzebowali Internetu, smartfonów, czy nawet telewizji żeby się dobrze bawić. Jedną z dostępnych wówczas form rozrywki był cyrk. Liczne trupy artystów podróżują po kraju, zdobywając popularność, a także walcząc o kwalifikację do prestiżowego światowego festiwalu. Jednym z cyrków, który stara się osiągnąć te cele, jednocześnie próbując przetrwać problemy finansowe, jest tytułowy Cyrk Słoneczników. Fabuła anime rusza do przodu, gdy do zespołu dołącza (niechętnie) Mizuka Tsurumaki, która okazuje się być wielkim talentem, który jednak nie chce mieć nic wspólnego z cyrkiem.

Historia przedstawiona w animacji skupia się na codziennych zmaganiach, występach, problemach finansowych trupy cyrkowej, a także na relacjach między dziewczynami i ich osobistym rozwoju. Mamy okazję zobaczyć w akcji naprawdę barwną grupkę bohaterek, które dają nam mnóstwo humoru. Ich perypetie to jednak nie tylko komedia, ale także wplecione między nią motywy dramatyczne. Oglądając możecie zatem śmiać się do rozpuku i wzruszyć, aż do łez. To pełna emocji, niezwykle ciepła i angażująca produkcja, która zadowoli całą rodzinę.

Mamy tu nieśmiałą magiczkę, ambitną gwiazdę trapezu, porywczą akrobatkę, walczącą całym sercem za cyrk dyrektorkę, próbującą poskładać w całość finansowe braki trupy księgowa i wiele innych barwnych charakterów. A wszystkie spaja ten wolny duch, utalentowana, ale leniwa Mizuka. Klimat i tempo jest naprawdę spokojne. Pozwala nam to jednak doświadczyć tego rozwoju, który dokonuje się w bohaterkach. Nieraz bowiem popełniają błędy, by później wyciągnąć z nich odpowiednie lekcje. Może i nie jest to najbardziej oryginalny pomysł w historii, ale tutaj sprawdza i rozwija się znakomicie.

Duża część serialu utrzymana jest w humorystycznym tonie, ale im bliżej jesteśmy finału, tym bardziej dominuje w nim dramat. To z kolei prowadzi do przepięknego i poruszającego zakończenia animacji i bardzo fajnego wykorzystania Czarnoksiężnika z krainy Oz w występie bohaterek. Świetnie oddano wewnętrzne zmagania poszczególnych postaci, co ostatecznie prowadzi do pokonywania przez nie ich własnych demonów. Naprawdę można się wzruszyć, co nie oznacza, że nie obyło się bez problemów.

Istotnym problemem Grow Up Show: Himawari no Circus-dan jest styl animacji. Odniosłem wrażenie, że zdecydowaną większość sił postawiono na początek i na finał serialu. Jeśli chodzi o odcinki pomiędzy występy wyglądają słabiej, sztywniej i jakby brakuje im dynamiki i oddania tego trudu jaki wkładają w popisy bohaterki. Finał anime to wszystko wynagradza, ale wolałbym, żeby utrzymano równy poziom przez wszystkie epizody. Niektórzy mogą przez to zrezygnować z oglądania w połowie albo nawet wcześniej, a uważam, że historia zasługuje na to, by w pełni ją poznać.

Mało jest tak intrygujących historii, które serwują nam czyste emocje tak jak robi to Grow Up Show: Himawari no Circus-dan. Mimo pewnych niedostatków w kwestii wizualnej strony serialu, jest to naprawdę wciągająca, zarówno zabawna jak i dramatyczna opowieść z barwnymi bohaterkami, które najchętniej chciałoby się mieć za siostry. Czasem uczynne, kiedy indziej upierdliwe, ale zawsze dające z siebie 100%. Dla mnie to taka letnia perełka, której warto dać szansę.

Ocena: 6,5/10

Leave a Reply