Jest w anime kilka franczyz, które regularnie, po krótszych lub dłuższych przerwach, powracają z nowymi produkcjami. Na myśli przychodzi chociażby Yu-Gi-Oh!, Beyblade, czy Digimon. Ostatnich z nich doczekała się najnowszej serii – Digimon Beatbreak – w październiku 2025 roku. Niecały rok oglądania, ale czy serial wnosi coś nowego lub oryginalnego do ukochanego przez wielu fanów na całym świecie świata? Sprawdźmy to.
49. odcinków, to jak na standardy tej franczyzy standard, choć w ciągu ostatniej dekady powstawały dłuższe produkcje z tego uniwersum. Niemniej jednak, widzowie zawsze mogli liczyć tutaj na mnóstwo akcji i emocji. Kolejne odsłony przyzwyczaiły nas również do tego, że nie były ze sobą powiązane (za wyjątkiem samych początków serii), lecz w różny sposób wplatały tytułowe cyfrowe stworki w rzeczywistość przedstawioną w serialu. Nie inaczej jest w przypadku Digimon Beatbreak.
W serialu przenosimy się do niedalekiej przyszłości. Ludzkie myśli i emocje generują tutaj energię zwaną e-Pulse. Zasila ona urządzenia AI o nazwie Sapotama (asystenci w formie swego rodzaju jaj). Nad ich stworzeniem i funkcjonowaniem czuwa wielka organizacja World Union. Nie są to jednak urządzenia idealne. Gdy następuje w nich glitch, związany z silnymi emocjami użytkownika, w naszym świecie materializują się Digimony, które dla przetrwania muszą spożywać e-Pulse. Ich obecność pozostaje tajemnicą dla społeczności, dla której część z nich potrafi stanowić zagrożenie. Stąd pojawiły się grupy łowców, którzy ze swoimi cyfrowymi stworkami wykonują zlecenia, broniąc potrzebujących. Właśnie w związku z jedną z nich, poznajemy głównego bohatera animacji.
15-letni Tomoro Tenma, spotyka Digimona, Gekkomona, który pojawia się z jego Sapotamy. Jego starszy brat poświęcił się, ratując go przed dzikimi stworkami, chcącymi pożreć jego e-Pulse. To z kolei doprowadziło go do swego rodzaju śpiączki, zwanej „cold heart”, na którą nie znaleziono lekarstwa. Tomoro jednak nie ma zamiaru się poddawać i chce wybudzić brata z tego stanu. Wkrótce dołącza do zespołu łowców o nazwie Glowing Dawn, którzy podejmują się misji związanych z niewłaściwym wykorzystywaniem cyfrowych potworów.

Większość odcinków serialu to pojedyncze historie, w których bohaterowie wykonują kolejne misje. Są pewne wątki przewodnie, na czele z odnalezieniem lekarstwa dla Asuki, brata Tomoro, ale często rozwijają się one bardziej na drugim planie. Mamy zatem pewną schematyczność, ale ta, w zasadzie wpisana jest w kolejne odsłony serii już od dawna. Digimon Beatbreak wyróżnia się jednak dojrzalszym tonem od poprzednich produkcji z tego uniwersum. Podejmuje również nieraz poważniejsze tematy związane z korupcją, nierównościami społecznymi, wykorzystywaniem nadzwyczajnych mocy dla niecnych celów, eksplorując mroczne aspekty ludzkiego życia. To jeden z największych plusów produkcji, który sprawia, że co tydzień mogliśmy spodziewać się nie tylko akcji i ewolucji Digimonów, ale także poważnych, zaskakujących motywów.
Jeśli chodzi o same Digimony, to mamy bardzo dużo nowych stworków, zwłaszcza jeśli chodzi o partnerów głównych bohaterów. Pojawiają się jednak również stworki, które fani franczyzy skojarzą, choć nieraz z zaskakującymi ewolucjami. Zresztą, same ewolucje wyglądają fajnie, a styl animacji jest naprawdę dopracowany i stoi na równym poziomie przez cały sezon. Dotyczy to także scen akcji, które nie muszą być epickie by zapadać widzowi w pamięć.

Co ważne, serial zostawia miejsce nie tylko dla kolejnych ewolucji Digimonów, ale przede wszystkich dla rozwoju głównych bohaterów. Postaci nie są idealne, mają swoje wady i wewnętrzne rozterki. Popełniają błędy, ale ostatecznie potrafią wyciągać z nich odpowiednie wnioski i zmieniać się na lepsze. Relacje międzyludzkie stanowią istotną część fabuły animacji. Tomoro początkowo zamyka się w sobie i zajmuje mu trochę czasu by się otworzyć i zaakceptować pomoc innych. Nie jest energiczny i wygadany jak wielu głównych bohaterów poprzednich serii. Tę rolę przyjmuje jego Digimon, Gekkomon co stanowi fajną odmianę. Emocje odgrywają ważną rolę, prowadząc nas do wątków związanych z zaufaniem między partnerami, wzajemnym wsparciem, czy poszukiwaniem swojego miejsca w zespole i w życiu.
Choć Digimon Beatbreak nie jest dla mnie najbardziej wciągającą odsłoną franczyzy, to wnosi do niej sporo świeżości. Choć miałem wrażenie, że główny wątek zostaje rozwiązany zbyt okrężną drogą, to finał serialu okazał się bardzo emocjonujący, satysfakcjonujący, a nawet wzruszający. Gdyby tylko udało się bardziej wyjść ze schematycznej formuły wielu odcinków, produkcja od razu zawędrowałaby do mojego TOP3 z tego uniwersum. Doceniam jednak poważniejszy ton serii i wyraźną, oryginalną myśl stojącą za tym sezonem. Anime zdecydowanie nie nudzi, nie zapominając w tej mroczniejszej i dojrzalszej odsłonie o akcji i humorze. Fani Digimonów nie powinni pomijać tej części, która powinna zadowolić zarówno doświadczonych widzów jak i najmłodszych.
Ocena: 7/10
