Let’s Go Kaiki-gumi sezon 1. – recenzja anime

Mało kto potrafi łączyć komedię z każdym możliwym gatunkiem tak jak Japończycy. Zazwyczaj kończy się to absurdalną historią, ale przecież wcale nie musi to oznaczać, że kiepską. Do tej kategorii spośród nowości lata 2026 roku zaliczyć możemy anime Let’s Go Kaiki-gumi.

Czego możecie spodziewać się po animacji studia C-Station? Klasyczne motywy horroru, takie jak duchy, zjawy i miejskie legendy są tutaj na porządku dziennym. Sęk w tym, że groza zostaje tutaj przekuta w… komedię i to naprawdę absurdalną. Punktem wyjścia jest spotkanie przeciętnego, strachliwego chłopaka, którego imienia nie poznajemy, z Mechako – dziewczyną stojącą na czele tytułowej Kaikigumi, organizacji zrzeszającej różnego rodzaju nadnaturalne istoty.

Tytułowe Kaikigumi nie przeżywa swoich najlepszych dni. Mechako nie potrafi właściwie wykorzystać swoich nadnaturalnych możliwości, a organizacja powoli podupada. Bohater, który ma być sześciokrotnie bardziej podatny na strach niż przeciętny człowiek, zostaje więc wciągnięty w próby jej odbudowania. Te z kolei prowadzą do szalonych historii, na których skupia się 12. odcinków sezonu.

Siłą tej pokręconej komedii są jej przerysowani bohaterowie. Najlepszym tego przykładem jest Mechako. Bohaterka, która wzbudzać respekt i strach – w końcu przewodzi organizacji odpowiedzialnej za straszenie ludzi – jest jakby pozbawiona emocji, a przede wszystkim nie czuć, żeby angażowała wszystkie swoje siły do wykonania założonych sobie celów. Już jej puste spojrzenie sprawia, że wszyscy, łącznie z duchami i klątwami, wolą omijać ją szerokim łukiem. Kontrast pomiędzy jej możliwościami a tym, jak sobie z nimi radzi, stanowi jedno z źródeł poczucia humoru w serialu.

Równie dobrze wypada bezimienny protagonista. Jego strachliwość nie jest jedynie pojedynczym żartem powtarzanym w kolejnych odcinkach. Staje się elementem dynamiki pary. Mechako praktycznie nie odstępuje go bowiem na krok, mieszkając w jego szafie. No i ściąga na niego wszelkiego rodzaju absurdalne duchy, itp. od gadającej pary majtek po zaklętą lalkę. No, a aktorzy głosowi świetnie sprzedają tutaj to charakterystyczne poczucie humoru, stanowiąc wartość dodaną anime.

Produkcja konsekwentnie wykorzystuje kontrast między tym, czym powinny być przedstawiane istoty, a tym, jakie są w rzeczywistości. Zjawy i potwory przestają być anonimowymi źródłami zagrożenia, a stają się bohaterami komediowego przedstawienia. Co więcej, historie często wyolbrzymiają przywary, a także przesądy Japończyków, co znawców tamtejszej kultury powinno dodatkowo rozbawić. Co ważne, seria nie próbuje przy tym całkowicie wyeliminować elementów nadnaturalnych. Z czasem pojawiają się również poważniejsze momenty, choć komedia zdominowała fabułę.

Let’s Go Kaiki-Gumi nie próbuje być kolejnym wysokobudżetowym widowiskiem, w którym każda scena ma zachwycać animacją. Zamiast tego stawia na czytelność, charakterystyczne projekty postaci oraz odpowiednie wyczucie komediowego rytmu. Jest w tym wszystkim pewna celowa „nieporadność”, która paradoksalnie pasuje do przedstawionego świata. Nadnaturalne istoty nie wyglądają tutaj jak wymagający wrogowie, wpasowując się do charakterystycznego klimatu tej dziwacznej produkcji.

Humor jest specyficzny i nie każdego rozbawi. Poziom odcinków bywa nierówny. Styl animacji jest co najwyżej przyzwoity, ale anime ma fajny klimat na granicy grozy i komedii. To po prostu komediowy horror z sympatycznymi bohaterami, dziwacznymi sytuacjami i sporą dawką nadnaturalnego absurdu. Dobrze zrealizowany, a dla wielu widzów (w tym mnie) także bardzo relaksujący. Podejdźcie zatem do tego tytułu z dystansem i nie podbijajcie oczekiwań, a wtedy powinniście dobrze się bawić, oglądając cały sezon.

Ocena: 6/10

Leave a Reply