Po czterech tomach mangi o perypetiach pewnego sędziwego właściciela kota można było poczuć znużenie. W końcu ile można wymyślić zabawnych historyjek o posiadaniu tych czworonogów, prawda? Okazuje się jednak, że autorka mangi miała doskonały pomysł na ożywienie historii i ten pomysł udało jej się świetnie zrealizować w nowych rozdziałach komiksu Starszy pan i kot.

Motywem przewodnim najnowszego tomu jest zaginiecie Fukumaru. Podejrzewam, że wielu właścicieli kotów doświadczyło podobnej sytuacji, a duża część robi wszystko by do takowej nie doszło. Prawda jest jednak taka, że nie sposób w pełni przygotować się na to zdarzenie o czym najlepiej świadczą nowe rozdziały mangi.

Autorka świetnie rozłożyła to zajście na czynniki pierwsze, zarówno z perspektywy pana Kandy jak i z punktu widzenia Fukumaru. Historia pełna jest emocji i naprawdę ciężko jest się w nią nie wczuć. Choć domyślamy się, że wszystko skończy się dobrze, to utożsamiamy się z bólem naszego bohatera. Co więcej, widzimy jak w takich okolicznościach może poczuć się kot, jak może rozumować.

Najnowszy tom wydawanej przez wydawnictwo Waneko mangi wciąga i zaskakuje czytelnika. Oprócz głównego wątku nie brakuje tu pojedynczych, zabawnych historii o kocim życiu. Momentem, który najbardziej zapadł mi w pamięć oprócz tułaczki zaginionego Fukumaru jest jego konfrontacja z dzikim kotem. Jest ona naprawdę przezabawna, biorąc pod uwagę powagę sytuacji.

Nie wiem, czy nie jest to jak do tej pory najlepszy tom mangi Starszy pan i kot. Jest tu nadal dużo humoru, ale przede wszystkim jest dramat. Historia wzrusza do łez. Choć są w niej przedstawione chwile naprawdę ciężkie dla człowieka i zwierzaka, chwile smutne i bardzo trudne, to autorka wlewa w swoją opowieść mnóstwo optymizmu i nadziei, świetnie puentując wątek zaginięcia Fukumaru. I znów chce się czekać na kolejne rozdziały.

1 thought on “Recenzja mangi Starszy pan i kot – tom 5

Leave a Reply

%d bloggers like this: